Logo Przewdonik Katolicki

Bez rąk, bez nóg, bez ograniczeń, bez ograniczeń

Małgorzata Szewczyk
Fot.

Jeździ samochodem, uprawia kilka dyscyplin sportowych, gra na instrumentach, podróżuje po całym świecie, pisze książki, prowadzi własną firmę, jednym słowem, czerpie z życia pełnymi garściami. Historia życia Nicka Vujicica jednocześnie fascynuje i onieśmiela.

Jeździ samochodem, uprawia kilka dyscyplin sportowych, gra na instrumentach, podróżuje po całym świecie, pisze książki, prowadzi własną firmę, jednym słowem, czerpie z życia pełnymi garściami. Historia życia Nicka Vujicica jednocześnie fascynuje i onieśmiela.

 

Codziennie na rynku księgarskim pojawia się kilkanaście tytułów różnych wydawnictw. Sam fakt napisania książki nie jest może powodem do wielkiej dumy, w przypadku Vujicica też nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że Nick nie ma rąk i posługuje się jedynie lewą stopą z dwoma rozdzielonymi podczas operacji palcami. Mężczyzna cierpi na fokomelię – rzadkie schorzenie objawiające się brakiem kończyn. 30-letni dziś  Australijczyk, którego dziadkowie pochodzili z Serbii, udowadnia, że nawet dla niepełnosprawnych osób w rzeczywistości nie ma żadnych ograniczeń. Pisze o tym w swojej książce pt. Bez rąk, bez nóg, bez ograniczeń. To fenomenalny zapis życiowych doświadczeń człowieka, który mimo braku kończyn dosłownie podbił świat. Nie jest to jednak lukrowana opowieść. Niech nikt nie myśli, że mężczyzna a priori zaakceptował swoje kalectwo. Zanim bowiem pogodził się ze swoją niepełnosprawnością i przyjął Boży plan na swoje życie, nie przekreśla czasu, kiedy przeszedł bunt i miał depresję.

 

Na przekór kalectwu

Nominowany w 2005 r. do nagrody Młody Australijczyk Roku, Vujcic ukończył studia handlowe o kierunku księgowość i planowanie finansów, wyprowadził się od rodziców i prowadzi własną organizację „Życie bez kończyn” (Life Without Limbs). Ku zaskoczeniu wielu w tym roku ożenił się z pełnosprawną Kanae Miyaharą. Od 19. roku życia, odkąd odkrył w sobie talent mówcy, podróżuje po całym świecie, spotykając się z tysiącami ludzi, pochodzących z różnych środowisk, młodzieżą, nauczycielami, przedsiębiorcami, osobami duchownymi i dając poruszające świadectwo wiary i nadziei. Spotkanie z Australijczykiem stojącym na wysokim podeście i opowiadającym swoją historię nierzadko staje się punktem zwrotnym w życiu jego słuchaczy. Jednak nie zawsze tak było...

 

Radość z doświadczeń

Nick Vujicic urodził się 4 grudnia 1982 r. w Melbourne, w Australii. Odbierający poród lekarze były zszokowani, nic bowiem nie wskazywało, że dziecko urodzi się z wadą polegającą na całkowitym braku kończyn, dlatego też rodzice nie mieli nawet czasu, by przygotować się na takie doświadczenie, tym bardziej że rodzeństwo Nicka, brat i siostra, jest zdrowe. Ojciec Nicka zasłabł, a matka początkowo nie chciała się nim zajmować. Jednak jako praktykujący chrześcijanie dobrze znali słowa: „Za pełną radość poczytujcie to sobie, bracia moi, ilekroć spadają na was różne doświadczenia” (Jk 1, 2–3). Rodzice dołożyli więc wszelkich starań, by zapewnić synowi jak najlepsze warunki do osiągnięcia samodzielności. Choć prawo australijskie nie pozwalało Nickowi na uczestnictwo w normalnym programie nauczania, jego opiekunowie postarali się, by chłopiec mógł uczęszczać do szkoły ze zdrowymi dziećmi. Jak sam wspomina, pierwsze lata edukacji należały do najtrudniejszych. Doświadczał wówczas odrzucenia i wielu nieprzyjemności. Sytuacja była tak trudna, że kiedy miał 10 lat, próbował popełnić samobójstwo. Dzięki ogromnemu wsparciu rodziców pięć lat później nawrócił się, pojednał z Bogiem i oddał Mu swoje życie, jak sam przyznaje, dzięki lekturze 9. rozdziału Ewangelii według św. Jana, w którym przeczytał, że pewien człowiek urodził się ślepy, „aby się na nim objawiły dzieła Boże”. Odtąd postanowił, że będzie dzielił się wiarą z innymi ludźmi.

Młody Australijczyk podróżuje po całym świecie, bo chce dotrzeć do wszystkich ludzi ze swoim przesłaniem: „jeśli Bóg może posłużyć się człowiekiem bez kończyn, to z pewnością posłuży się każdym pragnącym współdziałać z Nim sercem”.

Sam zresztą podkreśla, że „jako ludzie bezustannie i bez żadnego powodu sami sobie nakładamy ograniczenia! A co jest jeszcze gorsze, ograniczamy Boga, który wszystko może! Wkładamy Boga do «skrzynki» naszych własnych pojęć. Gdy chcemy uczynić coś dla Niego, to zamiast skupiać się na własnych zdolnościach, skoncentrujmy się na naszej dostępności dla Niego – wiemy przecież, że to On działa przez nas, bez Niego niczego nie możemy uczynić. Gdy całkowicie oddamy się do Jego dyspozycji, to – zgadnij – na czyich możliwościach będziemy polegać? Tak! Na Bożych!”.

Książka młodego Australijczyka należy do tych, które czyta się jednym tchem. To

piękna i budująca opowieść o sile człowieka, która drzemie w jego sercu. Niesie przesłanie: w życiu nie ma sytuacji bez wyjścia. Nick Vujicic codziennie to udowadnia.  

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki