Logo Przewdonik Katolicki

Karpaty zbliżają do Boga

Łukasz Kaźmierczak
Fot.

Weź mapę południowo-wschodniego skrawka Polski. Wbij palec na chybił trafił w dowolny jej punkt. W Karpatach prawie na pewno trafisz od razu na miejsce, do którego możesz się udać jako pielgrzym.

 

Weź mapę południowo-wschodniego skrawka Polski. Wbij palec na chybił trafił w dowolny jej punkt. W Karpatach prawie na pewno trafisz od razu na miejsce, do którego możesz się udać jako pielgrzym.

Skąd taka łatwość pielgrzymowania po Małopolsce i Podkarpaciu? Powód jest prosty: to góry. Tam łatwiej wyciszyć się i oderwać od rzeczy doczesnych. Tam najbardziej odczuwa się piękno, majestat i potęgę dzieł Stwórcy, wreszcie to tam dotyka się niemal namacalnie Jego obecności. I pewnie dlatego mówi się, że góry zbliżają do Boga. A przecież na pielgrzymim szlaku karpackim góry są dosłownie wszędzie.
 
Karpackie Madonny
Jedyny problem to kłopoty bogactwa. Potencjalnych celów pielgrzymkowych jest tutaj tak dużo, że nie sposób ich wszystkich zobaczyć za jednym razem. Dlatego najlepiej posłużyć się jakimiś kluczami ułatwiającymi wybór pielgrzymkowej trasy – ot, choćby wyruszyć w podróż maryjnymi szlakami. Bo w Małopolsce i na Podkarpaciu wyjątkową maryjność czuć właściwie na każdym kroku. Wystarczy powiedzieć, że na tym stosunkowo niewielkim obszarze znajduje się jedna piątą wszystkich polskich sanktuariów maryjnych. Te najbardziej znane – Kalwaria Zebrzydowska, sanktuarium Matki Boskiej Fatimskiej na zakopiańskich Krzeptówkach czy sanktuarium Matki Boskiej Królowej Podhala w Ludźmierzu – przyciągają każdego roku dziesiątki tysięcy pielgrzymów. Tych nazw reklamować specjalnie nie trzeba. Ale warto swoje pielgrzymie kroki skierować także w mniej znane, choć równie piękne miejsca. Takie np. jak Dębowiec, położony kilka kilometrów od Jasła, z najważniejszym w Polsce ośrodkiem kultu Matki Boskiej Saletyńskiej. To niezwykłe miejsce, nie bez przyczyny nazywane polskim la Salette. Niezwykła jest także tamtejsza cudowna figura Matki Bożej Płaczącej, Pojednawczyni Grzeszników, siedzącej na kamieniu z twarzą ukrytą w dłoniach – przejmująca postać, której nie sposób już chyba nigdy potem zapomnieć.

Nieco inny charakter ma Kalwaria Pacławska z sanktuarium Męki Pańskiej i Matki Bożej Kalwaryjskiej, położona nad rzeką Wiar, na szczycie liczącej 465 m n.p.m. góry. Znawcy Ziemi Świętej twierdzą nawet, że górzyste okolice podkarpackiej Kalwarii przypominają krajobraz prawdziwej Jerozolimy. Znajdziemy tu i biblijną rzekę Cedron, i Górę Oliwną, i Dolinę Jozafata, a przede wszystkim wspaniałą, długą Drogę Krzyżową. Wyjątkowo burzliwą historię ma tutejszy, łaskami słynący, obraz Matki Bożej Kalwaryjskiej, który znajdował się ongiś w słynnej twierdzy w Kamieńcu Podolskim. Przed cudownym wizerunkiem modlili się hetmani Stanisław Żółkiewski i Stefan Czarniecki, książę Jarema Wiśniowiecki, król Jan III Sobieski. Kiedy jednak Turcy zdobyli w końcu Kamieniec, wyrzucili obraz do rzeki Smotrycz. Odnalazł się dopiero w Kalwarii Pacławskiej.

Podróżując karpackim szlakiem, nie sposób także nie odwiedzić najwyżej położonego sanktuarium maryjnego w Polsce – sanktuarium Matki Bożej Królowej Tatr, leżącego na wysokości 1150 m. n.p.m, na tatrzańskiej polanie Wiktorówki, w pobliżu słynnej Rusinowej  Polany, z której można podziwiać wspaniałą panoramę Tatr. To miejsce wciąga i oczarowuje od pierwszej chwili. I nie wiadomo, co jest piękniejsze – urzekający prostotą drewniany kościółek w zakopiańskim stylu, stojący w miejscu, w którym w 1860 r. 14-letnia pasterka Marysia Murzańska ujrzała postać Matki Bożej, czy mistyczna atmosfera Wiktorówek i Rusinowej Polany, która wywiera ogromne wrażenie nawet na osobach całkowicie obojętnych religijnie.

 

Dróżkami, drogami i szlakami

Bardzo popularnym sposobem pielgrzymowania szlakiem karpackim jest również odwiedzanie miejsc związanych z osobą Karola Wojtyły – najsłynniejszego syna tej ziemi, którego biografia może stanowić swoisty przewodnik geograficzny i historyczny po Małopolsce i Podkarpaciu. Obowiązkowym punktem są oczywiście Wadowice, miasto rodzinne przyszłego papieża. Znajdziemy tam m.in. bazylikę, w której ochrzczono małego Karola, dom rodzinny państwa Wojtyłów (dziś jest w nim muzeum papieskie) oraz jedyną w swoim rodzaju atmosferę sennego galicyjskiego miasteczka, które za sprawą nieoczekiwanego historycznego wyboru stało się nagle rozpoznawalne na całym świecie. Drugi żelazny punkt tej podróży to pobliska Kalwaria Zebrzydowska z malowniczymi, pątniczymi Dróżkami Kalwaryjskimi, dziesiątki razy przemierzanymi zarówno przez małego Lolka, jak i przez dorosłego księdza, biskupa i kardynała Wojtyłę.

Ale można także wybrać drogi zupełnie nieznane – np. odbyć pieszy spacer do Niegowici – pierwszej parafii na długiej kapłańskiej drodze Karola Wojtyły. I podobnie jak Wojtyła przed kilkudziesięciu laty, ruszyć ścieżką wśród pól i lasów, wdychając zapach sierpniowego karpackiego lata. A kiedy zobaczy się w końcu z daleka wieżę niegowickiego kościoła, koniecznie należy przypomnieć sobie Wojtyłowe słowa: „Pamiętam, że w pewnym momencie, gdy przekraczałem granicę parafii w Niegowici, uklęknąłem i ucałowałem ziemię”. W samej Niegowici czeka zaś na nas nie tylko parafialny kościół z obrazem Matki Boskiej Wniebowziętej, ale także stojący na zewnątrz, jedyny na świecie pomnik Księdza Wojtyły – nie Ojca Świętego Jana Pawła II, ale właśnie wikarego Wojtyły.

Komu natomiast bliska jest ulubiona forma Wojtyłowego kapłaństwa, czyli duszpasterstwo turystyczne, ten powinien koniecznie powędrować przez malowniczy, choć niewysoki Beskid Mały, zaliczając po drodze Leskowiec (922 m n.p.m.) i dawną Jaworzynę (890 m n.p.m), która od 2004 r. nosi nazwę Gronia Jana Pawła II. A potem iść coraz wyżej i wyżej – w Beskid Sądecki, Gorce, pasmo Babiej Góry i w końcu w Tatry – korzystając z gęstej sieci dobrze opisanych i przygotowanych papieskich szlaków turystycznych. Tam, gdzie jest już tylko Bóg, Góry i Człowiek. 

 

Świętych spotykanie

Karpackie miejscowości potrafią naprawdę zaskakiwać swoim pięknem. Jeden z najbardziej znanych współczesnych polskich pisarzy zwrócił kiedyś uwagę na zdjęcia przedstawiające olśniewająco biały klasztor w otoczeniu pięknego regularnego rynku i renesansowego

ratusza. Zapytał: „To Włochy?”. „Nie, Dukla” – usłyszał w odpowiedzi. Owo pięknie położone w Beskidzie Niskim miasteczko jest jednak przede wszystkim prężnym ośrodkiem kultu św. Jana z Dukli, zwanego Janem „na puszczy” – jednego z najbardziej charyzmatycznych kaznodziejów i spowiedników w historii Kościoła w Polsce, którego kult rozwinął się już pod koniec XV w. Będąc w Dukli, warto także odwiedzić znajdującą się w pobliżu miasteczka „pustelnię na puszczy”, gdzie św. Jan przebywał w odosobnieniu przez kilka lat. Dziś w tym miejscu stoi murowany kościółek i domek pustelnika, w którym w okresie letnim mieszka zawsze bernardyn z dukielskiego klasztoru.

 

Zaiste, ta ziemia w wyjątkowy sposób obrodziła w świętych…

Pielgrzymując przez Nowosądecczyznę, prędzej czy później trafimy do Tropia nad Dunajcem, związanego z osobą eremity św. Andrzeja Świerada – pierwszego kanonizowanego Polaka (1083 r.). To miejsce jakby żywcem wyjęte z nierealnego, przesłodzonego malarskiego pejzażu, choć wszystko tutaj jest prawdziwe: piękny i bardzo stary romański kościół pw. św. Świerada i Benedykta, stojący nad malowniczym zakolem Dunajca, górujący nad okolicą, odbudowany w XX w. zamek Tropszyn i unosząca się nad tym wszystkim eremicka legenda św. Andrzeja, przedstawianego najczęściej na obrazach jako okutanego łańcuchami, umartwiającego się mnicha z długą siwą brodą. Tropie to również kolejne miejsce, w którym bardzo często bywał Karol Wojtyła.

A przecież na karpackim szlaku są jeszcze takie postacie i takie miejscowości jak św. Jan Kanty i jego rodzinne Kęty, św. Szymon z Lipnicy Murowanej (która wbrew nazwie znajduje się na małopolskim Szlaku Architektury Drewnianej) czy przejmująca swoim ubóstwem pustelnia brata Alberta (Adama Chmielowskiego) na zakopiańskich Kalatówkach. I dziesiątki innych pielgrzymkowych miejsc. Ale o nich już raczej następnym razem.

 

 


 

Sebastian Fijak, międzynarodowy przewodnik górski UIMLA, przewodnik beskidzki, przewodnik terenowy po woj. małopolskim:

– Ktoś kiedyś stwierdził, że w górach i w wojennych okopach nie ma ateistów. To prawda – góry stanowią swoisty katalizator wyzwalający w człowieku zupełnie niespodziewane, wydawałoby się, pokłady mistycyzmu. Takie są też nasze Karpaty. Wędrując po nich, mamy szanse spojrzeć na siebie w zupełnie inny sposób, wyciszyć się, wsłuchać w samych siebie. Takie „pielgrzymowanie z samym sobą” ma naprawdę zupełnie inny smak. Wysiłek fizyczny, piękno otaczającej przyrody, konieczność oderwania się – i to w sensie dosłownym – od poziomu naszych codziennych nizinnych zmartwień, wszystko to otwiera duszę. Każda wędrówka nabiera wówczas nieomal religijnego wymiaru. Dlatego szczególnie polecam miejsca leżące na uboczu, z dala od głównych szlaków i centrów pielgrzymkowych. Taka jest np. kaplica na Żwirze nad Litmanową w Beskidzie Sądeckim albo kapliczka papieska pod Turbaczem w Gorcach. W tego rodzaju miejscach najłatwiej odnajdziemy spokój, ciszę i duchowe wyciszenie. Podobnie jest w drewnianych kościółkach na Podhalu albo w cerkiewkach greckokatolickich w Beskidzie Niskim. Zresztą cała Małopolska i Podkarpacie usiane są właśnie takimi małymi, zapyziałymi, zapomnianymi często przez ludzi – bo przecież nie przez Boga – kościółkami, kapliczkami, kalwaryjkami, w których możemy najpełniej poczuć historię tych ziem, dotknąć w namacalny sposób pobożności miejscowej ludności i choć przez chwilę znaleźć się w zupełnie innym wymiarze rzeczywistości. I właśnie takie miejsca stanowią dla mnie kwintesencję prawdziwego religijnego wyciszenia.

 

Daniel Przewoźny, pielgrzymuje do sanktuarium Matki Bożej Królowej Tatr na Wiktorówkach:

– Po raz pierwszy pojechałem na Rusinową Polanę tuż po maturze i trochę jakby przypadkiem zahaczyłem także o Wiktorówki. To był najprawdziwszy zachwyt: urzekło mnie piękno tego miejsca, tchnący z niego spokój i poczucie niemal namacalnego obcowania z sacrum. Ilekroć więc jestem w Tatrach, staram się odwiedzać Wiktorówki i Rusinową Polanę. Nie jest to jednak tylko zwykła turystyka górska. Wędrując tamtejszym niebieskim szlakiem, zakładam od razu, że chcę się także wyciszyć, pomodlić, poczuć sacrum. To jest prawdziwy cel pójścia tam, na górę – bo same widoki to za mało. W tym sensie oba te miejsca stanowią nierozerwalną całość – można wręcz powiedzieć, że nie być na Wiktorówkach, to tak naprawdę nie być na Rusinowej Polanie i na odwrót. Kontemplacja jednej z najwspanialszych tatrzańskich panoram, rozciągającej się z Rusinowej, stanowi więc naturalne przedłużenie modlitwy przed figurą Matki Boskiej Jaworzyńskiej.

Na tym szlaku bardzo często spotykam zresztą ludzi zatopionych w modlitwie, a widok różańca w dłoni mijanego turysty nie jest niczym wyjątkowym. I w takim momencie przychodzi mi zawsze do głowy jedno z przykazań człowieka szczęśliwego – jeżeli widzisz kogoś odpoczywającego, pomóż mu odpoczywać – z tą różnicą, że tutaj mam ochotę przyłączenia się do tej jedynej w swoim rodzaju turystycznej modlitwy.

 

Warto wiedzieć:

Do większości opisanych miejsc pielgrzymkowych można dotrzeć, korzystając z samochodu lub środków komunikacji publicznej. Wyjątkiem są te leżące na szlakach górskich:

 

Sanktuarium Matki Boskiej Jaworzyńskiej, Królowej Tatr na polanie Wiktorówki – dojście szlakiem niebieskim z Zazadniej (przy drodze do Morskiego Oka) zajmuje około godziny. Inny, łagodniejszy wariant to również niebieski szlak (łatwo dostępny także dla osób starszych i dzieci), który wiedzie z Wierchporońca bezpośrednio na Rusinową Polanę. Stamtąd w ciągu 10 min. można zejść w stronę Wiktorówek. Na turystów czeka w sanktuarium zawsze herbata (choć niekiedy „wczoraj świeżo parzona”). Msze św. w sezonie wakacyjnym – codziennie o godz. 12.00, w niedzielę i święta – 9.00, 11.00, 13.00, 17.00, od października do czerwca – w niedziele i święta – 9.00, 11.00, 13.00. Spowiedź św. – w razie potrzeby w każdej chwili. Więcej informacji na stronie internetowej www.wiktorowki.dominikanie.pl.

 

Kaplica Matki Boskiej Królowej Gorców (zwana także Kaplicą Papieską) na Polanie Rusnakowej – dojście szlakiem żółtym z Nowego Targu-Kowańca przez Bukowinę Miejską  (czas przejścia – 2 godz. 20 min., powrót – półtorej godziny). Droga z  Polany Rusnakowej do schroniska na Turbaczu zajmuje 15 min. Msze św. w kaplicy od maja do października codziennie o godz. 8.00, 11.00 i 16.00 (w soboty o 18.00).

 

Pustelnia Świętego Brata Alberta na Kalatówkach – dojście niebieskim szlakiem  brukowaną Drogą Brata Alberta, wiodącą z zakopiańskich Kuźnic w kierunku Polany Kalatówki. Czas dojścia ok. 15–20 min. Strona internetowa: www.albertynki.pl (należy

kliknąć w zakładkę Pustelnia Kalatówki).

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki