Teoria spisku prochowego

W tej sprawie z pewnością mamy więcej pytań niż odpowiedzi. Tajemniczą próbę samobójczą prokuratora wojskowego Mikołaja Przybyła można właściwie sprowadzić do długiej wyliczanki wątpliwości, rozpoczynających się od słów: jeżeli, dlaczego i czy.
Czyta się kilka minut

W tej sprawie z pewnością mamy więcej pytań niż odpowiedzi. Tajemniczą próbę samobójczą prokuratora wojskowego Mikołaja Przybyła można właściwie sprowadzić do długiej wyliczanki wątpliwości, rozpoczynających się od słów: „jeżeli”, „dlaczego” i „czy”.

 
 

Takie sprawy zwykło się ostatnimi czasy kwitować suchym komunikatem, w którym stwierdza się, że zawiódł czynnik ludzki. Ale tych dziwnych samobójstw było jakoś podejrzanie dużo. Szef Samoobrony Andrzej Lepper, Grzegorz Michniewicz – były dyrektor generalny Kancelarii Premiera, seria tajemniczych zgonów w polskich więzieniach osób skazanych za zabójstwo Krzysztofa Olewnika… A teraz próba samobójstwa. Do listy osób, które targnęły się na własne życie, doszedł zastępca Wojskowego Prokuratora Okręgowego w Poznaniu płk Mikołaj Przybył. Kolejny przypadek-wypadek?

Zrzucanie wszystkiego na ułomność ludzkiej psychiki, słabość charakteru czy stres
raczej nikogo już nie przekonują. Jeśli bowiem ktoś wyprasza dziennikarzy za drzwi, po czym przystawia sobie pistolet do twarzy i pociąga za spust, świadczy to przede wszystkim o powadze sprawy. Jednocześnie trudno nie zadawać sobie pytania, które sformułował „na gorąco” Bogdan Święczkowski, były szef ABW: „Kto, będąc przekonany o swojej prawości, targa się na swoje życie”? Tylko czy w przypadku płk. Przybyła w ogóle mieliśmy do czynienia z próbą samobójczą?
No i być może dwa najważniejsze w całej tej sprawie pytania: po pierwsze, jaka jest skuteczność cywilnej kontroli nad prokuraturą wojskową w naszym kraju? A po drugie – jeżeli rzecz dzieje się i dotyczy spraw hermetycznego środowiska wojskowego, to czy w tle nie powinniśmy doszukiwać się działania wojskowych służb specjalnych?
Mamy więc same pytania i raczej marne widoki na jakiekolwiek satysfakcjonujące odpowiedzi.
 
Czy to syndykat?
Zacznijmy może od oświadczenia samego płk. Przybyła, bo to jedyny „konkret”, jakim dziś dysponujemy. Teoretycznie można zakładać, że słowa wypowiedziane na kilka chwil przed samobójczą próbą muszą mieć choćby częściowe umocowanie w faktach. Po cóż byłoby bowiem kłamać akurat w takim momencie? No, chyba że rzeczywiście mamy do czynienia z samobójstwem „na niby”…
A oświadczenie to jest niezwykle mocne. Przybył sugeruje, że od dawna prowadzone są działania zmierzające do likwidacji prokuratury wojskowej, która jego zdaniem stanowi „ostatnią zaporę przed systemem zorganizowanej przestępczości pozwalającej na całkowite i bezkarne okradanie Wojska Polskiego”.Dalej pułkownik wyjaśnia, że Prokuratura Wojskowa w Poznaniu zajmuje się obecnie najpoważniejszymi śledztwami o charakterze zorganizowanym, w toku których ujawniony został „system przestępczych powiązań, na styku działania prywatnej przedsiębiorczości i funkcjonariuszy państwowych decydujących o dystrybucji środków finansowych”. To szokujące stwierdzenia, jakby żywcem wyjęte z głośnego amerykańskiego filmu Syndykat zbrodni. Przybył alarmuje, że „zagrożone są nie tylko setki milionów złotych, ale też życie i zdrowie polskich żołnierzy na misjach”. Jeśli więc pułkownik ma choć cień racji w tym, co mówi, to mamy do czynienia z wielkim przekrętem w majestacie prawa, przy którym afera Rywina wydaje się jedynie niewinną dziecinną grą w bierki.
Kto jednak ma stać za owymi wrogimi działaniami? Tego Przybył nie wyjaśnia wprost. Mówi jedynie o metodzie, czyli o instytucjonalnych działaniach ze strony Prokuratury Generalnej, zmierzających do wchłonięcia, podległej jej, prokuratury wojskowej. Pułkownik sugeruje także, że w całą grę zostali włączeni zmanipulowani dziennikarze polskich mediów. Wskazuje na serię medialnych „wrzutek” , artykułów i programów, które nazywa „zorganizowaną negatywną kampanią medialną, w toku której padają nieprawdziwe oskarżenia pod adresem Prokuratury Wojskowej”. Ma to, jego zdaniem, odciągać uwagę opinii publicznej od faktycznych problemów, czyli owych wielomilionowych nadużyć w polskim wojsku.  
 
Czy to inwigilacja?
Mikołaj Przybył jest niewątpliwie oficerem z bogatym, wieloletnim doświadczeniem prokuratorskim. Jako prokurator wojskowy prowadził i nadzorował śledztwa dotyczące m.in. ustawiania przetargów na remonty pojazdów i sprzętu dla polskiego kontyngentu w Afganistanie, sfingowanych przetargów na modernizację obiektów wojskowych, a także przywłaszczenia i kradzieży mienia wojskowego liczonego w setkach milionów złotych. Wystarczy tylko wspomnieć sprawę nieprawidłowości przy modernizacji kutrów rakietowych klasy Orkan, przy której wojsko miało stracić 17 mln złotych. Z całą pewnością jest więc człowiekiem, którego wiedza w niektórych sprawach wykracza nie tylko poza wiadomości dostępne dla zwykłych śmiertelników, ale także i dla 99 proc. polskich prokuratorów.
Ale nazwisko pułkownika Przybyła pada również w związku ze sprawą nieuprawnionej inwigilacji dziennikarzy przez poznańską prokuraturę wojskową. Chodzi o postępowanie dotyczące ujawnienia przez jednego z cywilnych prokuratorów osobie nieuprawnionej tajemnicy służbowej dotyczącej śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej. W toku śledztwa wojskowi prokuratorzy zażądali od operatora jednej z sieci komórkowych nie tylko bilingów, ale także treści SMS-ów z telefonów dziennikarzy śledczych – Macieja Dudy z TVN24 i Cezarego Gmyza z „Rzeczpospolitej”. Operator odmówił. Również prokuratura apelacyjna uznała, że było to działanie bezprawne, ponieważ ujawnienie tajemnicy korespondencji jest możliwe jedynie za zgodą sądu.
Tymczasem płk Przybył tłumaczył, że badano wyłącznie bilingi prokuratorów prowadzących śledztwo smoleńskie, a nie dziennikarzy. „Miałem istotne wątpliwości co do tożsamości osób, które próbowały uzyskać od prokuratorów informacje o charakterze niejawnym. Dopiero po uzyskaniu informacji od operatorów sieci telefonicznych na temat danych abonentów mogłem określić, czy numer użytkowany jest przez policjanta, księdza, lekarza, czy też przez dziennikarza” – stwierdził w swoim oświadczeniu.
Skoro jednak wojskowa prokuratura dysponowała już informacją, że numery telefonów należą do dziennikarzy, to po co w takim razie dalej starała się o ujawnienie treści ich SMS-owej korespondencji? I czy to przypadek, że samobójcza próba płk. Przybyła wydarzyła się  tuż przed tym, gdy Prokuratura Generalna miała przedstawić swoją decyzję w tej sprawie?
 
Czy to bunt?
Zapewne gdyby nie strzał płk. Przybyła, nie dowiedzielibyśmy się tak szybko, jak głęboki jest konflikt między światami prokuratur wojskowej i cywilnej. Teraz mamy wyłożoną kawę na ławę. I nawet mało bystry obserwator nie może nie skojarzyć tak oczywistej sytuacji jak dwie następujące bezpośrednio po sobie konferencje prasowe, w czasie których zwierzchnicy obu prokuratur mówią rzeczy kompletnie sobie zaprzeczające.
Spójrzmy zresztą na sekwencję wydarzeń. Najpierw Przybył oświadcza, że „proponowane przejście prokuratorów wojskowych do cywilnych struktur prokuratury jest rozwiązaniem nieprawidłowym. Sprawy karne dotyczące wojska rozmyją się w setkach innych i nie będzie już możliwości prowadzenia śledztw z taką dokładnością i skrupulatnością jak dotychczas”.
Następnie oddaje do siebie strzał. Wywołany tym niejako do tablicy prokurator generalny Andrzej Seremet zaprzecza, jakoby „kierunek zmian strukturalnych w prokuraturze wojskowej miał degradować prokuratorów”. Na to kontruje szef Naczelnej Prokuratury Wojskowej, a przy tym bezpośredni podwładny Seremeta, gen. Krzysztof Parulski, stwierdzając, że zgadza się ze wszystkimi tezami postawionymi przez Przybyła.
Co ciekawe, jego oświadczenie zostaje uznane zgodnie (!) – zarówno przez opozycję, jak i przez większość polityków obozu rządowego – za jawną próbę buntu, wypowiedzenia posłuszeństwa czy wręcz podważenia żelaznej demokratycznej zasady cywilnej kontroli nad armią. I co? I nic – Parulski zostaje dalej na swoim stanowisku. A to już rodzi pole do dalszych spekulacji na temat podskórnej próby sił między obozem „cywilów Tuska” a „siłownikami” skupionymi wokół prezydenta Komorowskiego.
Tak czy owak, to nie płk Przybył, ale jego mentor i wychowawca gen. Parulski staje się najważniejszą postacią poznańskiego „spisku prochowego”. Potwierdzają to zresztą słowa samego Przybyła, wypowiedziane dzień po samobójczej próbie: „Broniłem honoru ludzi, których znałem i którzy świetnie pracują. Chciałem, aby prokuratura przetrwała i to pod dowództwem gen. Parulskiego”…

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 3/2012