Logo Przewdonik Katolicki

Amerykański plan samozagłady?

Małgorzata Szewczyk
Fot.

Stany Zjednoczone, najpotężniejsze państwo świata, pretendujące do współczesnych bastionów demokracji i wolności, należy do czołówki krajów dyktujących społeczne i moralne zasady, także te najbardziej podstawowe, jak prawo człowieka do życia.

Stany Zjednoczone, najpotężniejsze państwo świata, pretendujące do współczesnych bastionów demokracji i wolności, należy do czołówki krajów dyktujących społeczne i moralne zasady, także te najbardziej podstawowe, jak prawo człowieka do życia.

 

Ponad 54  miliony. Liczba ta robi wrażenie, niezależnie od tego, czym ją dookreślimy. To na przykład niemal o 20 milionów więcej Polaków według danych z ubiegłorocznego spisu powszechnego. Kiedy dodamy, że  liczba ta odnosi się do aborcji przeprowadzonych za Oceanem, to  wrażenie zmienia się w bezgraniczny smutek.

 

Ciemniejsza strona Stanów Zjednoczonych

Tyle zabiegów przerwania ciąży dokonano w USA od 1973 r., odkąd sąd de facto zalegalizował przerywanie ciąży. Z powyższych danych, opublikowanych w tym roku przez National Right to Life Committee (NRLC, Krajowy Komitet ds. Prawa do Życia), wynika, że w  USA dokonuje się ponad 3,3 tys. aborcji dziennie. Z rąk lekarzy co godzinę życie traci 137 poczętych dzieci. Co 30 sekund przeprowadzana jest jedna aborcja. Ogółem liczba zabiegów – chirurgicznych i farmakologicznych – wynosi ok. 1,2 mln rocznie. Aż trudno uwierzyć, że dzieje się to w kraju, który pielęgnuje wolność i prawa człowieka, jak niemal żaden inny na świecie. Wystarczy prześledzić doniesienia agencyjne czy codzienne serwisy prasowe, by przekonać się, że oczy niemal całego świata bez przerwy zwrócone są w stronę Stanów Zjednoczonych. Stacje telewizyjne i prasa donoszą, że Barack Obama powiedział..., Biały Dom ogłosił..., NASA oświadczyła..., amerykańskie agencje ratingowe obniżyły...

Szokujące dane, dotyczące zabiegów przerywania ciąży, przedstawiono w dokumencie zatytułowanym Abortion Statistics: United States Data and Trends (Statystyka aborcji: dane i tendencje w USA), a oszacowano je, opierając się na liczbach pozyskanych z Centrum Zwalczania i Zapobiegania Chorób (CDC), agencji rządu federalnego Stanów Zjednoczonych, wchodzącej w skład Departamentu Zdrowia i Usług Społecznych.

To też Ameryka. Tyle że jej ciemniejsza strona.

 

Bezpieczna aborcja?

Przyszło nam żyć w czasach wyjątkowo niebezpiecznych dla nas samych, choć powszechnie mówi się o prawach człowieka. Prawo do życia zastępuje się prawem do śmierci, a wszystko to przeprowadzane jest w jak najbardziej klarowny i legalny sposób. Przesadzam?

Zaledwie trzy tygodnie temu Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) opublikowała drugie wydanie poradnika, opisującego metody skutecznego dokonywania aborcji na różnych etapach rozwoju dziecka przed jego narodzeniem. Dokument Bezpieczna aborcja: techniczne i strategiczne wytyczne do systemów opieki zdrowotnej po raz pierwszy ukazał się w 2003 r. Niepokojące jest to, że jest on powszechnie dostępny. By zapoznać się z jego treścią, wystarczy wejść na stronę internetową WHO. „Kobiety, w krajach, gdzie obowiązuje restrykcyjne prawo antyaborcyjne, nie mają wyboru. (...) 47 tys. umiera w wyniku dokonywanych niebezpiecznych aborcji, 5 mln cierpi z powodu czasowych lub trwałych powikłań, a to pociąga za sobą koszty finansowe, które musi ponosić kobieta, jej rodzina, a tak naprawdę system opieki” – można przeczytać w poradniku. Wynika stąd, że lepiej zalegalizować aborcję, bo wówczas będzie ona „właściwie” przeprowadzana, zmniejszy się liczba występujących po niej powikłań, a przede wszystkim mniejsze będą ponoszone koszty. Być może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że dokument ten sygnuje organizacja, u której źródeł powstania wyznaczono cele ochrony zdrowia, zapewnienia opieki medycznej oraz zmniejszenia śmiertelności... niemowląt. Poradnik zawiera cztery główne tematy: szacunkowe dane na temat niebezpiecznej aborcji na świecie, najnowsze zalecenia dotyczące wykonywania aborcji, rekomendacje w odniesieniu do rozszerzenia dostępności usług aborcyjnych oraz rady dotyczące zasad polityki i ustawodawstwa. Choć ostatni aspekt nie ma nic wspólnego z kwestiami medycznymi, WHO uznała, że kwestie te są ważne, aby umożliwić wprowadzanie proaborcyjnego prawa, szczególne dla młodych kobiet.
Przewrotność „ekspertów z WHO” nie pozostawia żadnych złudzeń, tym bardziej że, jak zauważył dyrektor wykonawczy organizacji pro-life Minnesota Citizens Concerned for Life (MCCL) Scott Fischbach, są to „mordercze wytyczne w celu postępu i promocji aborcji, organizacja stanęła dokładnie po przeciwnej stronie”. Podkreśla, że dane agendy ONZ na temat śmiertelności wśród kobiet są bardzo zawyżone. Działacze pro-life przypominają, że lobby proaborcyjne często posługuje się przesadzonymi i nieprawdziwymi danymi po to, by wymóc akceptację społeczną konkretnych przepisów pozwalających na legalizację zabijania dzieci nienarodzonych.

Dokument to kolejny as w rękawie dla zwolenników zalegalizowania przerywania ciąży. Obrońcy życia w Stanach Zjednoczonych biją na alarm. Odpowiedź na pytanie, jak przeciwdziałać w niektórych krajach nielegalnym aborcjom i wysokim wskaźnikom śmierci okołoporodowych jest bardzo prosta: zapewnić dostęp do czystej wody, zasobów nieskażonej krwi i dobrej opieki zdrowotnej. „Statystyki potwierdzają, że te podstawowe udogodnienia, a nie legalizacja aborcji, ocalają życie kobiet” – przekonuje Fischbach.

Innym niepokojącym zjawiskiem lansowanym przez amerykańskie lobby aborcyjne są niedzielne promocje zabiegów dokonywanych w klinikach aborcyjnych. Proponują one bardzo korzystne, nawet 50-procentowe zniżki w ten właśnie dzień tygodnia. Zdaniem obrońców życia dzień „promocji” aborcji nie jest przypadkowy, choć nietrudno się domyślić, że to po prostu naigrywanie się z chrześcijan. To forma reakcji na coraz częstsze pikiety organizowane przez działaczy pro-life, przed placówkami, w których dokonuje się zabiegów. Protesty obrońców życia przed klinikami aborcyjnymi mają już swoją tradycję w USA i w wielu przypadkach kończą się sukcesem. W maju dzięki wspólnej akcji ruchów pro-life zamknięto klinikę aborcyjną w Birmingham w stanie Alabama. Z kolei Mississipi, stan położony w południowej części USA, może być pierwszym, w którym nie będzie żadnej kliniki aborcyjnej. Tamtejszy konserwatywny gubernator Filip Bryant podpisał niedawno dokument znacznie ograniczający możliwość wykonywania zabiegów. Od 1 lipca lekarze, którzy chcą wykonywać aborcję na terenie stanu Missisipi, muszą otrzymać specjalne pozwolenie na przyjmowanie pacjentek, wydane przez lokalny szpital. W jedynej obecnie działającej klinice aborcyjnej w Jackson, stolicy stanu, żaden z trzech pracujących lekarzy nie otrzymał takich pozwoleń, choć każdy z nich aplikował o potrzebny dokument do kilku takich placówek.
Zmagania obrońców życia z lobby aborcyjnym przypominają biblijną walkę Dawida z Goliatem. Historia ta daje odpowiedź na rozmaite pomysły ludzkie, które dążą do zmiany praw natury. Jest to w szczególny sposób widoczne w dążeniu do zalegalizowania aborcji. Konfrontacja z Bożym planem wobec człowieka wcześniej czy później kończy się porażką człowieka. Majstrowanie przy ludzkim życiu i wmawianie, że „śmierć jest dobra”, z góry oznacza przegraną. Na nic zdadzą się najdoskonalsze nowinki medyczne, w których prym wiodą Stany Zjednoczone Ameryki, mające na celu przedłużanie ludzkiego życia. „Naród, który zabija własne dzieci, jest narodem bez przyszłości”.  Nic dodać, nic ująć.

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki