Logo Przewdonik Katolicki

Poszkodowani przez Euro 2012

Jarosław Stróżyk
Fot.

Mistrzostwa Europy w piłce nożnej miały być dla Polski doskonałą okazją do promocji i zarabiania pieniędzy. Niestety, dla wielu firm budowlanych przygotowania do tej imprezy okazały się bardzo kosztowne. Zamiast zysków są bankructwa i wnioski o upadłość.

Mistrzostwa Europy w piłce nożnej miały być dla Polski doskonałą okazją do promocji i zarabiania pieniędzy. Niestety, dla wielu firm budowlanych przygotowania do tej imprezy okazały się bardzo kosztowne. Zamiast zysków są bankructwa i wnioski o upadłość. 

 

W powodzi biało-czerwonych flag i piłkarskich emocji  te historie się nie mieszczą, ale jest ich zbyt wiele, by można je było bagatelizować. Im bliżej było do otwarcia Euro 2012, tym było ich więcej.  Zaczęło być o nich głośno, gdy pokrzywdzeni zapowiedzieli blokady stadionów przed meczami.  W końcu dramatyczną historię przedsiębiorców, których firmy budowały autostradę A2 poznała cała Polska.   – Mam zatrudnionych 200 ludzi. Teraz zostało mi 60, resztę musiałem zwolnić. Nie mam takiej kondycji finansowej, żeby to utrzymać. Firma DSS jest mi winna 2 mln zł od listopada zeszłego roku – żalił się jeden z właścicieli firm, których budowa autostrady doprowadziła na skraj bankructwa. To efekt decyzji Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad o powierzeniu dokończenia odcinka „C” autostrady A2 firmie DSS, która już wówczas miała kilkaset milionów długów. – To gigantyczny skandal, żeby po tym, jak na tym odcinku zawiedli Chińczycy z COVEC, wybrać firmę, która się do tego zupełnie nie nadawała – podkreślają pokrzywdzeni. Co gorsza, urzędnicy mimo opóźnień w budowie drogi wypłacili pieniądze DSS. Problem w tym, że podwykonawcy tych pieniędzy nawet nie zobaczyli. Ostatecznie DSS zbankrutowała, natomiast do podwykonawców zapukał  ZUS i urząd skarbowy, żądając zapłacenia podatków.  – Pieniędzy nie dostaliśmy, ale państwa to nie interesuje. Płać swoje należności i koniec. Tylko nie ma z czego – podkreśla jeden z poszkodowanych przedsiębiorców. Dopiero  po ich głośnych protestach i groźbach blokowania dróg w czasie Euro, problemem zajęło się ministerstwo transportu, a rząd przyjął specjalną ustawę, która ma pomóc uratować ich przed bankructwem. Problem zresztą nie dotyczy tylko  autostrady A2. Podobne przypadki miały miejsce również w ramach budowy autostrady A4.

 

Narodowy kłopot

Problemy mają też przedsiębiorcy, których firmy budowały  stadiony, na których  teraz rozgrywane są mecze Euro  2012. – Mimo ukończonych robót od jesieni do dziś nie dostaliśmy ani złotówki od głównych wykonawców. Mówi się o autostradach, ale stadiony to taki sam problem – mówi Krzysztof Wieczorek, właściciel firmy Prod-Rem z Bielska-Białej, która budowała stadion we Wrocławiu. Po pięciu miesiącach darmowej pracy  musiał zwolnić 10 z 25 pracowników. Problem dobrze opisują dwa fakty: ok. 50 firm z niezapłaconymi fakturami i ok. 18 mln zł, które nie trafiły na ich konta. Efekt? – Na pikietę protestacyjną nie dojechała prawie połowa, bo albo nie mają pieniędzy na podróż, albo już ich po prostu nie ma – wyjaśnia Wieczorek. Pikietujący nie mieli wątpliwości, że zawiniły władze Wrocławia i spółka Wrocław 2012 nadzorująca budowę stadionu. – Główny wykonawca Max Boegl dostał zapłatę co do grosza, pieniądze trafiły po części do dużych podwykonawców i potem się rozpłynęły – wyjaśniają.

Równie dramatycznie było w Warszawie. – Sytuacja finansowa niespłaconych podwykonawców jest zła lub katastrofalna.  Mamy dość wymiany pism z generalnym wykonawcą i inwestorem. Zapewnień, że pieniądze zostaną nam wypłacone. Słyszymy to od miesięcy. Jeśli do rozpoczęcia turnieju ich nie dostaniemy, polegniemy. Nigdy ich nie uzyskamy – mówił jeden z przedstawicieli ponad 40 firm, które nie otrzymały zapłaty za wykonane prace na Stadionie Narodowym. Swoje straty szacowali na nawet 100 mln zł.  Tymczasem generalny wykonawca firma Hydrobudowa i Narodowe Centrum Sportu,  które nadzoruje budowę przerzucały się odpowiedzialnością. NCS twierdził, że zapłacił wszystko wykonawcy i to do niego swoje pretensje powinni kierować przedsiębiorcy. Hydrobudowa odpowiadała, że NCS wciąż zalega jej z zapłatą za roboty dodatkowe na stadionie, jak poinformowano w ogłoszeniu, które ukazało się w dniu otwarcia mistrzostw w „Rzeczpospolitej”. Zaległości Narodowego Centrum Sportu w stosunku do budujących wynoszą 400 mln zł.  Ostatecznie NCS zagwarantował poszkodowanym, że w przypadku, gdy generalny wykonawca nie ureguluje należności, zrobi to sama rządowa spółka.

 

Gigant wnioskuje o upadłość

Stało się to już po tym, jak Hydrobudowa i pozostałe spółki z grupy PBG złożyły w sądzie wniosek o upadłość układową. Firmy zalegają bankom ponad 1,5 mld zł i utraciły płynność finansową. Dlatego chcą dojść do porozumienia z wierzycielami i zapłacić im jedynie część zobowiązań. PBG tłumaczy, że do fatalnego stanu grupy przyłożyły się inwestycje na Euro. Firmy brały udział w budowie trzech stadionów oraz dwóch odcinków autostrad. – Na stadionie w Poznaniu zarobiliśmy, w Gdańsku nie straciliśmy, Narodowy w Warszawie nas rozłożył – mówił Krzysztof Woch, rzecznik Hydrobudowy. Przedstawiciele firmy twierdzą, że NCS wciąż nie zapłacił im ponad 100 milionów złotych za prace dodatkowe na Stadionie Narodowym. Spółka odpowiada, że zapłaciła za wszystko, na co otrzymała wiarygodne faktury i ze swojej strony naliczyła wykonawcy 300 mln zł kar za opóźnienie w budowie stadionu.

Upadłość PBG to fatalna informacja nie tylko dla jej pracowników i akcjonariuszy, ale też dla państwa. Firma realizuje bowiem kilka kluczowych inwestycji m.in. budowę gazoportu w Świnoujściu, budowę największego podziemnego magazynu gazu w Polsce oraz odcinków autostrad A1 i A4.

 

Rolnicy chcą odszkodowań

Jednak przygotowania do Euro 2012 odbiły się nie tylko na branży budowlanej. W Gdańsku pokrzywdzeni czują się tamtejsi rolnicy. Dlaczego protestują? Decyzją wojewody pomorskiego z 2009 r. większość rolników z dzielnicy Olszynka została pozbawiona władania ich własnością – gruntami rolnymi. Ziemie zostały „czasowo zajęte” jako tereny niezbędne inwestorom do realizacji dwóch kluczowych dla organizacji turnieju inwestycji – obwodnicy południowej miasta Gdańska oraz Trasy Sucharskiego. – Obiecano nam wypłacenie odszkodowań. Tymczasem do dzisiaj nie dostaliśmy nawet propozycji rekompensaty – mówił jeden z poszkodowanych rolników, Zbigniew Grajoszek. – W tej chwili wielu rolników nie ma za co utrzymać rodziny – dodawał.

Tym bardziej że oprócz zajęcia części ziem dostęp do innych działek został całkowicie odcięty trasą nowych dróg, a budowa się przedłużała. Termin ich oddania do użytku kilkakrotnie przesuwano.

– Do tego zwracane obecnie grunty są kompletnie zdewastowane. Zniszczono studnie i rowy melioracyjne, zanieczyszczono wodę, a działki rozjeżdżano ciężkim sprzętem. Trzeba by włożyć majątek, by przywrócić je do poprzedniego stanu – załamuje ręce inny z rolników, Tadeusz Czalej. – Większość tutejszych rolników zajmuje się uprawą warzyw. W tych warunkach nie da się ich uprawiać – dodaje. Poszkodowanych jest w sumie kilkuset rolników. Swoje straty szacują nawet na kilkadziesiąt milionów złotych.

– Państwo narzekało, że podwykonawcy na Euro upadali przez nieuczciwych przedsiębiorców. A teraz państwo doprowadza nas do ruiny  – podkreśla Czalej.

Bilans zysków i strat Euro 2012 jeszcze przed nami .  Do końca mistrzostw pozostały trzy tygodnie.

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki