Logo Przewdonik Katolicki

Transitus - radosne umieranie

br. Paweł Teperski OFMCap
Fot.

Naukowcy twierdzą, że instynkt życia jest najsilniejszym z ludzkich instynktów, a nawet gdyby nauka tego nie udowodniła, każdy z nas jakoś podskórnie czuje, że tak jest.

 

 

 

 

Osobę, która go nie ma, w sposób naturalny należałoby nazwać szaloną, i jedynie brak specjalistycznej wiedzy nie pozwala mi określić takiego zjawiska jako patologii z punktu widzenia psychiatrii czy psychologii. Kiedy składamy sobie życzenia, zazwyczaj słyszymy: zdrowia i długich lat życia. Życie ma w sobie coś, że potrafi być urzekające, i, choć nie jest pasmem szczęścia, bo zakłócają je choroby i przeróżne trudności, dla wielu z nas jest po prostu piękne. I jak tu teraz przejść do tematu śmierci?

Kiedy usiadłem do komputera, by przygotować ten tekst, pomodliłem się krótko do Ducha Świętego o światło i zacząłem pisać. Dosłownie po dwóch zdaniach moją pracę przerwał telefon. Zadzwoniła koleżanka i płacząc powiedziała, że właśnie zmarł jej ojciec – prosiła, żebym pomodlił się za zmarłego i za tych jego bliskich, którzy zostali. W momencie, w którym ona dzwoniła przepełniona wielkim bólem, ja pisałem w tytule: radosne umieranie.

Co można powiedzieć w takiej sytuacji, kiedy odchodzi ktoś, komu zawdzięczamy tak wiele, czasem życie? Czy jakieś słowa mogą przynieść ukojenie?

Bardzo poruszająca jest dla mnie śmierć mojego zakonodawcy, świętego Franciszka. Gdy umierał w Asyżu w roku 1226, odchodził do Pana z pieśnią na ustach. Śpiewał o siostrze śmierci, bo, jak mówił, tylko ona może przeprowadzić go przez bramę życia ku wieczności. Kiedy na to spoglądam, czasem pytam samego siebie: czy Franciszek zwariował, czy uwierzył i zrozumiał coś, czego ja nadal do końca nie rozumiem?

Co roku, jako franciszkanie, 3 października celebrujemy nabożeństwo Transitus – tzn. przejście brata Franciszka do domu Ojca. Jest to uroczystość podniosła, ale i zarazem radosna – cieszymy się, że umarł, że odszedł. Mamy śmiałość cieszyć się i radować, bo wierzymy, że jest życie po drugiej stronie. Jednak, gdybym to ja miał dzisiaj odejść do Pana, obawiam się, że nie miałbym na ustach pieśni pochwalnej wysławiającej miłość i wielkość Boga.

Ewangelia daje mi powody, żeby widzieć, iż wiara chrześcijańska niesie coś niesamowitego – pocieszenie i nadzieję. Jednak nie, jak mają zwyczaj mówić złośliwi, nadzieję lepszego życia po śmierci a smutnego bytowania na tym łez padole”. Dobra nowina o śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa przynosi nadzieję, która zmienia moje życie już tutaj, na Ziemi. Jezus przeszedł przez śmierć i Jego zmartwychwstanie naprawdę zmienia perspektywę naszego życia. Żyje mi się inaczej, kiedy doświadczam, że dzisiaj Bóg kocha mnie takiego, jakim jestem. Pomimo moich grzechów, słabości i upadków. Bóg ich nie pragnie, ale kocha mnie mimo wszystko. Wierzę, że również mnie, słabemu grzesznikowi, kiedyś będzie podarowana przez Pana ta wiara, że nie będę się bał myśleć o śmierci i będę umiał przyjąć ją tak, jak to zrobił Franciszek – z otwartymi ramionami.

Parę lat temu odkryłem, będąc już od dawna kapłanem i zakonnikiem, że ja po prostu nie mam wiary – wiary, o której mówi Jezus, zaufania, które On miał i ma do Ojca. Dlatego każdego ranka, kiedy wstaję, klękam przed łóżkiem i proszę Pana właśnie o ten dar. Telewizja, radio, prasa i internet robią nam często przysłowiową „wodę z mózgu”. Konsumpcyjny styl życia już dawno pozbawił nas nadziei na życie wieczne. Większość ludzi żyje tak, jakby ten świat był jedynym i za chwilę miał się skończyć. Tymczasem ja głęboko wierzę, że Bóg podarował nam niebo, że ono naprawdę istnieje. Kiedy piszę te słowa, to aż chce mi się śmiać, bo widzę, że myślę jak przysłowiowy klecha – ale ja naprawdę w To uwierzyłem. Wiem, że stało się tak dzięki łasce, dlatego pragnę się nią dzielić.

Bóg naprawdę jest i nas kocha. Jezus naprawdę umarł i zmartwychwstał. Bólem dla mnie jest fakt, że większość ludzi (nawet tych chodzących do kościoła) tak naprawdę w to nie wierzy. Nie wierzymy, że Bóg może nas kochać po prostu takimi, jacy jesteśmy, za nic – za to, że jesteśmy Jego dziećmi.

Daj Boże, byśmy w momencie, kiedy do ciebie lub do mnie zapuka śmierć, mogli, jak święty Franciszek, z radością otworzyć jej drzwi i śpiewać, ciesząc się, że mamy przewodniczkę do naszego Pana, która zaprowadzi nas prostą drogą tam, gdzie może dzisiaj lękamy się pójść, ale gdzie czeka na nas Ten, który z miłości do nas oddał swoje życie – Jezus Chrystus zmartwychwstały.

Pochwalony bądź, Panie mój, przez naszą siostrę śmierć cielesną,

której żaden człowiek żywy uniknąć nie może.

Biada tym, którzy umierają w grzechach śmiertelnych;

Błogosławieni ci, których śmierć zastanie w Twej najświętszej woli,

albowiem śmierć druga nie wyrządzi im krzywdy.

Chwalcie i błogosławcie mojego Pana,

i dziękujcie Mu, i służcie z wielką pokorą.

Św. Franciszek z Asyżu, Pochwały stworzeń

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki