Radny: Człowiek od małych skarg
Piotr X.
Kandydat do Rady Miasta
Startuje Pan w wyborach po raz pierwszy. Trudno było podjąć decyzję?
- Zastanawiałem się długo, pytałem sam siebie: „Czy ja się do tego nadaję, czy ma to jakikolwiek sens - cały wysiłek związany z kampanią na radnego?” Bo prawda jest taka, że nie jestem związany z żadnym środowiskiem politycznym czy innym lobby. Wybory samorządowe traktuję jako wyzwanie społeczne, obywatelskie. Od „wielkiej” polityki się dystansuję, co podkreślam w swoich ulotkach oraz w spocie, który umieściłem w internecie.
Ulotki, spot… Jakie inne pomysły zrodziły się przy okazji kampanii? Jak powstał program wyborczy?
- Wszystko zaczęło się pewnej niedzieli. Wsiadłem w samochód, zabrałem z sobą aparat, pojeździłem po osiedlach i fotografowałem zakamarki – nie wszędzie jest bowiem pięknie. Trzeba też patrzeć krytycznie, zauważać niedostatki - szarość, smutek… Teraz już wiem, że mieszkańcom „mojego” osiedla zależy, aby powstał kryty basen. Tę kwestię na pewno będę podnosić. Ulotki drukuję oczywiście we własnym zakresie, będę je rozdawał sam, osobiście. Przygotowałem 5000 sztuk. Chciałbym odwiedzać hale targowe, ale i szkoły, z których rodzice odbierają swoje pociechy. Rozmawiając z nimi, dowiem się, gdzie jeszcze brakuje placów zabaw, miejsc rozrywki, która ulica jest niebezpieczna…
Bezpośredni kontakt z potencjalnym radnym to pomysł na czas kampanii. Jak widzi Pan kwestię kontaktów „radny–społeczeństwo” po wyborach?
- Na osiedlach powinny pojawić się stałe informacje, kto jest radnym, jak można się z nim skontaktować, gdzie przebywa. Tego ciągle brakuje. Podam przykład: moja żona wracała z pracy nieoświetlonym chodnikiem, bo nie świeciła latarnia. Zadzwoniłem do energetyki – przyjechali, ale jej nie naprawili. Wtedy pomyślałem, że można by interweniować u radnych, ale tych ludzi po prostu nie znałem. Nie ma e-mailowych skrzynek kontaktowych, żadnej szansy na przekazanie prośby. Wspomniana latarnia psuje się już od… trzech lat! Nikt nie liczy się z uwagami jednego człowieka, trzeba mieć za sobą tłumy lub podjąć się misji radnego, który mam mandat do załatwiania takich spraw w imieniu mieszkańców swego osiedla. Ja piszę teksty piosenek, jestem autorem płyty zatytułowanej „Mała skarga”. W głębi duszy ten tytuł chodzi za mną jak motto; jako potencjalny radny chciałbym być „człowiekiem od małych skarg”.
„By moje miasto bardziej się liczyło…”
Bronisław Y.
Kandydat do sejmiku wojewódzkiego
Trudne zadanie: zostać radnym wojewódzkim…
- Mam już parę siwych włosów, doświadczenie... Stwierdziłem, że sejmik wojewódzki ma większe wpływy na rozdzielanie dotacji, wsparcia finansowego dla miast i wiosek, a bardzo mi zależy, aby moje miasto nie było już pomijane w tym systemie. Chciałbym wpływać na wzrost znaczenia swojego miasta, bo je po prostu kocham.
To nie pierwsza Pana kampania. Czasem się udawało, czasem zaznał Pan goryczy porażki…
- Wybory samorządowe odbywają się według ordynacji mieszanej i w zasadzie to nie ludzi wybieramy, a partie. W praktyce wyborczej jest taka zasada, że głosuje się na osoby znane albo po prostu wysoko uplasowane na liście wyborczej. Słabiej zorientowani wyborcy zazwyczaj typują przysłowiową „jedynkę”, „dwójkę”. To jest chyba duży mankament. Gdy kandydujesz z dalekiego miejsca na liście – zwykle odpadasz. Ten system trwa, bo partie patrzą centralnie, chcą mieć swoich ludzi w województwach, gminach, powiatach. Ja również muszę korzystać z listy „zaprzyjaźnionej” partii, choć nie jestem jej członkiem. Nie zatracam jednak osobowości – do „wyścigu demokracji” wciąż chcę stawać jako wyrazisty „ja”.
W owym wyścigu bierze Pan udział od wielu lat, przyglądając się zapewne transformacji naszego ustroju na poziomie lokalnym, samorządowym...
- „Komuna” to dziś już frazes, ale trzeba wyjść z tego punktu: wtedy uczestniczyłem w wyborach tylko raz. Zdawałem sobie sprawę, że to szopka – ze sztucznie wyznaczaną wysoką frekwencją, „sprawdzonymi” ludźmi. Jak przyszła wielka zmiana, zorganizowano pierwsze wolne wybory bez żadnych parytetów partyjnych. Wtedy był entuzjazm. Z „Solidarności” nakierowałem się na samorządowość. Cieszyliśmy się w pierwszej Radzie Miasta z obecności wielu postaw, środowisk, poglądów. Dawało to efekt, choć z czasem coraz trudniej było dojść kilku ludziom do porozumienia. Niektóre decyzje wręcz się opóźniały. Trzecie wybory samorządowe to już czas nowej ustawy, nakazującej bezpośredni wybór prezydentów, burmistrzów oraz ograniczającej rolę rad. Uważam to jednak za krok wstecz naszej demokracji. Prezydent, burmistrz, wójt stał się trochę władcą autorytarnym. To niebezpieczny trend – mam inne poglądy.
Rozmawiał AG
Foto: AG
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.













