Logo Przewdonik Katolicki

Drugie domy

Magdalena Guziak-Nowak
Fot.

Wyznaniowe, komunalne, parafialne, wojenne, a czasem zaniedbane lub zapomniane. Polskie cmentarze.

Zapraszamy do rozmowy w "Rozmównicy" kanału Religia.tv: środa, 3 listopada 2010, godz. 22

 

 

 

 

Licytacje grobowców, prywatyzacja cmentarzy i pochówki, które nie zawsze są „co łaska” to wdzięczny temat na jesienne imieniny u cioci. Oprócz narzekania na księdza, organistę i kościelnego, którzy czasami faktycznie chcieliby się dorobić się na nieboszczykach, warto zrobić przy tej okazji rachunek własnego sumienia. Zacząć można od pieniędzy.

 

Część kwestii finansowych

związanych z utrzymaniem cmentarza regulują statuty obowiązujące w niektórych diecezjach. – Dokumenty mówią, że w archidiecezji poznańskiej proboszcz może pobrać opłatę za pogrzeb w wysokości 20 proc. zasiłku pogrzebowego wypłacanego przez ZUS – tłumaczy ks. Andrzej Wojciechowski, proboszcz parafii w Czempiniu, małym miasteczku niedaleko Poznania. – W tej opłacie zawiera się prolongata miejsca na cmentarzu na 20 lat i nie trzeba już później składać ofiary za postawienie nowego pomnika. Ponieważ w naszej parafii nie wprowadziliśmy jeszcze tych 20 proc., obowiązuje dobrowolna ofiara za pogrzeb oraz ustalona przez Radę Ekonomiczną składka za prolongatę – 300 zł za 20 lat i ofiara w wysokości 10 proc. od wartości nowego pomnika – dodaje.

Wielu parafian tego nie przestrzega, choć w sumieniu są do tego zobowiązani. Koszty utrzymania cmentarza to spora część budżetu parafii. Ostatnia wycinka spróchniałych drzew, które uszkodziły pomniki (za jeden trzeba było wypłacić odszkodowanie) kosztowała 18 tys. zł. Wywóz śmieci to roczny wydatek rzędu 15 tys. zł, a woda ok. 500 zł. Podobnie kształtują się ceny utrzymania wiejskich cmentarzy, jeśli w ogóle parafię na to stać. Bywa, że wypalone znicze i zwiędnięte kwiaty odwiedzający zabierają do domu, bo nie ma pieniędzy na opróżnienie śmietników. Może byłoby inaczej, gdyby nie „drobne oszustwa”, na które pozwalają sobie wierni niejednej parafii. Przykładowo: „pomnikarze” zaniżają na fakturach ceny nagrobków i tym sposobem składana na cele parafii ofiara w wysokości 10 proc. wartości nowego pomnika jest mniejsza.

Inną kwestią jest…

 

zwyczajny brak „kultury cmentarnej”.

Sytuacje tego typu mogą się zdarzyć wszędzie. Przytoczone poniżej opowiedział proboszcz podkrakowskiej wiejskiej parafii, który – nie ma się co dziwić – prosił o anonimowość. Wspólnota liczy niewiele ponad 1000 dusz. – Standardem jest, że jak zapowiem składkę na wywóz śmieci, to trzeba do niej dołożyć z parafialnej kasy, bo nikt się za bardzo nie przejmuje kosztami utrzymania cmentarza. Ale to nic. Najgorsze jest to, że na śmietnik przywożą odpady z domów – opowiada rozgoryczony, ale i zasmucony duszpasterz. Tym sposobem na śmietniku, oprócz zniczy i kwiatów, można znaleźć „nieczystości z damskiej toalety”, a kiedyś nawet… brony i pług! – Powiedziałem na kazaniu, że tego jeszcze nie było, żeby umrzyki w nocy orały pole.

Natomiast w kancelarii ksiądz czasem słyszy: „Mój dziadek był zasłużony dla parafii, dlatego nie będę płacić za miejsce na cmentarzu, bo mi się należy”. – Raz jeden parafianin powiedział, że ze mnie zdzierca. Dziwne, bo jestem tu 23 lata i nigdy nikomu nie mówiłem, ile za co ma zapłacić. U nas wszystko jest co łaska: śluby, pogrzeby, zwykłe Msze św., miejsce na cmentarzu, wszystko – dodaje. – Zresztą, ten, co nic nie daje, najwięcej się kłóci. Krzykaczy jest kilku i robią zamieszanie, ale pozostali wzorowo dbają o porządek na cmentarzu, nawiedzają groby i modlą się przez cały rok, nie tylko w święta – kończy bardziej optymistycznym akcentem.

Inaczej mają się sprawy z…

 

cmentarzami komunalnymi.

Tu obowiązują stałe opłaty, „niepodlegające negocjacjom”, jak np. na 11 komunalnych cmentarzach w Krakowie. Organizacja pochówku kosztuje ok. 1500 zł (opłata za nienaruszalność grobu, korzystanie z chłodni, sali pożegnań, kaplicy, wbicie krzyża, pochowanie). Osobno trzeba zapłacić np. za trumnę i odprawienie nabożeństwa.

W 2009 r. na cmentarzach komunalnych pochowano w Krakowie ponad 5000 osób, w tym 94 samotne. Procedury…

 

pogrzebów osób NN i samotnych

w tym bezdomnych, określił ustawodawca. Zgodnie z ustawą o pomocy społecznej obowiązek pochówku spoczywa wtedy na gminie. Nie jest to zadanie fakultatywne, ale obligatoryjne. Zwykle realizuje je ośrodek pomocy społecznej – jednostka organizacyjna gminy. – Zawsze organizujemy pogrzeb w takim obrządku, w jakim chciałby tego zmarły. Jeśli nie znamy jego woli, przygotowujemy pochówek katolicki – mówi Hanna Adamczak, p.o. dyrektora MOPS-u w Gnieźnie. Zawsze jest na nim obecny pracownik socjalny. Za wszystko, jeśli nie przysługuje zasiłek pogrzebowy z ZUS-u lub KRUS-u, płaci gmina. Firmę pogrzebową  wybiera w nawiązaniu do zapisów ustawy o finansach i prawa o zamówieniach publicznych. – Usługami dodatkowymi są czynności wykonywane przez księdza, który zwyczajowo nie pobiera za nie pieniędzy – dodaje Hanna Adamczak.

Obecnie na wysokich politycznych szczeblach toczy się dyskusja o łataniu dziury budżetowej zasiłkami pogrzebowymi. Wysokość zasiłku jest ustalana na 3 miesiące. Do 30 listopada br. jest to kwota 6395,70 zł, a ma być zmniejszona do 4000 zł. Nie zrobi to na pewno wrażenia na tych, którzy płacą ciężkie pieniądze, aby…

 

wylicytować grób.

– Ktoś wpadł na pomysł, aby przeprowadzać licytacje miejsc na cmentarzach i zostało to usankcjonowane uchwałą Rady Miasta w 1997 r. – mówi Patrycja Ćwikła, kierownik Zarządu Cmentarzy Komunalnych w Krakowie. – Nie wszystkim się ten pomysł spodobał. Dziennikarze pisali, że to wszechobecna komercjalizacja. A jeden z nich włożył mi w usta słowa, których nigdy nie wypowiedziałam – że miejsca te rozchodzą się „jak ciepłe bułeczki”… – dodaje z żalem. – Poza tym, nie do nas należy ocenianie postawy ludzi, którzy chcieliby być pochowani obok Jana Matejki.

Wcześniej muszą za to słono zapłacić. Cena wywoławcza pustej piwnicy z 5 miejscami wynosi 30 tys. zł i na niej licytacja się nie kończy. Oprócz tego trzeba jeszcze wykupić użytkowanie na 50 lat (7532 zł) i zbudować nawierzchnię. Takie „transakcje” cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem.

Patrycja Ćwikła podkreśla, że coraz więcej rodzin decyduje się na kremację zwłok. W tym roku takie pogrzeby stanowiły ponad 20 proc., podczas gdy w 1995 r. taki pochówek miało tylko 0,5 proc. zmarłych.

 

Za tymi procedurami,

kosztami, sytuacjami, które nas śmieszą albo żenują, stoją ludzkie historie. Śmierć w blasku fleszy i glorii tego świata albo samotna, na ławce w parku, praprababci albo nastolatka samobójcy, którego ksiądz nie chce pochować na cmentarzu. Czyjeś odejście bywa powodem do narodowej awantury albo całe tygodnie pozostaje niezauważone. To też ostatni moment, kiedy jeszcze możemy o czymkolwiek zdecydować. Potem już wszyscy jesteśmy równi. Przed Bogiem tacy sami.

 

 


Najbardziej znane polskie nekropolie

Powązki – najstarszy cmentarz stolicy został założony w 1790 r., cenny dla kultury narodowej. To tu znajduje się Aleja Zasłużonych, gdzie pochowani są wybitni Polacy. Na Powązkach spoczywają m.in. Stanisław Moniuszko, Bolesław Prus, Stanisław Reymont, Julian Tuwim, Władysław Szpilman, Melchior Wańkowicz, Jacek Kuroń, Czesław Niemen Jacek Kaczmarski.

Cmentarz Rakowicki – najstarsza krakowska nekropolia pamięta początek XIX w. Spoczywają tu społecznicy, twórcy kultury, działacze niepodległościowi, m.in. Ignacy Daszyński, Jan Matejko, Helena Modrzejewska, Oskar Kolberg, Juliusz i Wojciech Kossakowie, Eugeniusz Kwiatkowski, Józef Mehoffer, Lucjan Rydel, a także rodzice i brat Jana Pawła II.

Cmentarz Centralny w Szczecinie – największa nekropolia w Polsce i trzecia w Europie. Na powierzchni ponad 170 ha spoczywa ponad 300 tys. zmarłych. Wszystkie alejki mają łączną długość prawie 80 km.

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki