Kościół w Polsce jest jednym z niewielu na naszym kontynencie, który utrzymuje się w zasadzie wyłącznie z ofiar wiernych. Podobny status ma jedynie Kościół francuski, gdzie funkcjonuje radykalna separacja Kościoła od państwa. Państwo francuskie zasadniczo nie ma prawa dofinansowywać działalności religijnej. Czyni jednak wyjątek wobec niemal wszystkich zabytkowych świątyń, które traktowane są jako dobra kultury narodowej.
Można powiedzieć, że system finansów polskiego Kościoła ma charakter piramidy, u której podstaw leżą właśnie parafie. To parafie poprzez system różnorodnych składek i kontrybucji faktycznie utrzymują całą kościelną strukturę. W ostatnich latach znacznie wzrosły koszty utrzymania parafii i, relatywnie do poziomu zamożności, spadła ofiarność wiernych. Kościół polski nadal daleki jest od plajty, ale środków na misję ewangelizacyjną w nowoczesnym i stawiającym coraz większe wymagania społeczeństwie może zabraknąć.
Nic dziwnego, że proboszcz coraz częściej musi być nie tylko kapłanem, ale i administratorem czy menadżerem.
Wór z pieniędzmi
Ksiądz Jan Kasztelan z niewielkiej wiejskiej parafii w Potulicach o swoim największym problemie mówi krótko - brak czasu. - Jako proboszcz i jako dziekan musiałem dzisiaj być w dwóch miejscach jednocześnie i jakoś musiałem to pogodzić - mówi.
Ksiądz Kasztelan musi godzić wiele obowiązków, bo - jak sam mówi - nie ma innego wyjścia. Trzeba godzić funkcje administracyjne z liturgicznymi i jakoś się to robi. Nie brakuje osób, które chcą mu w tym pomóc. Dostaje z Warszawy korespondencję od firmy, która na pięknym kredowym papierze oferuje mu poradnik o tym, jak efektywnie zarządzać parafią.
- Ja chciałbym mieć choć część pieniędzy przeznaczonych na promocję tego poradnika. Dzięki temu niejedną sprawę udałoby mi się tu rozwiązać - mówi ks. Kasztelan.
Oferentów nie brakuje, bo raz po raz producenci różnego rodzaju dóbr i wydawnictw proponują rozprowadzanie różnych "towarów". - Cały czas spotykam się z przekonaniem, że parafia i księża to taki wór z pieniędzmi - mówi.
Parafia księdza Kasztelana liczy 1400 mieszkańców i nie słynie w okolicy z zamożności. Proboszcz cieszy się, jeżeli uda mu się z niedzielnej tacy zebrać 200-250 złotych. Składkę z jednej niedzieli w miesiącu odprowadza do kurii i zostaje mu jakieś 600-700 złotych i takie są jego możliwości inwestycyjne. - Ja naprawdę jestem w bardzo dobrej sytuacji, bo katechizuję w szkole i mam jeszcze najbliższą rodzinę, która na pewno z głodu mi umrzeć nie pozwoli, więc czasami mogę się porwać na jakieś inwestycje - mówi proboszcz z Potulic. - Nie wszyscy myślą podobnie, ale wielu jest takich, na których mogę liczyć - dodaje.
O pozyskiwaniu środków od przedsiębiorców można myśleć w dużym mieście. Na terenie parafii w Potulicach jest zaledwie kilka sklepów, dlatego ta droga zdobywania pomocy jest raczej nierealna. O remoncie kopuły bez wsparcia z Funduszu Kościelnego proboszcz mógłby po prostu zapomnieć. Nierzadko zdany jest też na najzwyklejszą pomoc wiernych, którzy jak dotąd go nie zawiedli.
- Żeby ludzie świeccy uczestniczyli aktywniej we wspólnotowym życiu parafii, to trzeba ich po prostu do tego przygotować. To pokolenie, które będzie w stanie wziąć odpowiedzialność za parafię, ma dzisiaj kilka, kilkanaście lat i z nimi już trzeba pracować - mówi proboszcz.
Przez ostatnie kilkanaście lat przemian znaczną część roszczeniowych postaw polskiego społeczeństwa udało się zwrócić w kierunku Kościoła, który ma pomagać, który ma się opiekować, czyli pełnić głównie rolę charytatywną, chociaż coraz częściej brakuje mu na to środków.
Taca tacy nierówna
Jeżeli chodzi o dochody z tacy, to bywa różnie, zależnie od wielkości parafii, jak i regionu Polski. Datki te odzwierciedlają nie tylko sytuację ekonomiczną mieszkańców określonej parafii, ale także procent "praktykujących". Istnieje prawidłowość, że najczęściej na tacę dają ci, którzy są najbardziej związani z Kościołem - niejednokrotnie skromne ofiary emerytek to najbardziej pewna pozycja w strukturze dochodów parafii. Szerokie opracowanie danych na ten temat przedstawiła Katolicka Agencja Informacyjna pod koniec 2002 roku. Analizie poddano badania z roku 2000, które już dzisiaj są w znacznym stopniu zawyżone. I tak w 20-tysięcznej parafii w Krakowie proboszcz zbierał przeciętnie w każdą niedzielę (podczas wszystkich Mszy św.) sumę nawet do 5-6 tys. złotych. W Warszawie w parafii podobnej wielkości była to już kwota ok. 4-5 tys. zł, a w największej parafii w Koszalinie - zaledwie ok. 3,5 tys. zł. O wiele gorzej z tacą jest w parafiach wiejskich. Na zamożnym Podhalu, gdzie na dodatek jest bardzo wysoki stopień praktyk religijnych, w 4-tysięcznej parafii niedzielna taca wynosi ok. 2 tys. zł. Nieporównywalna do tego jest sytuacja małych parafii wiejskich. Na Sądecczyźnie w 900-osobowej parafii taca z całej niedzieli to przeciętnie zaledwie 170 zł, a w parafii podobnej wielkości w diecezji drohiczyńskiej ofiary na tacę dają sumę ok. 150 zł, ale bywa i tak, jak w kościele przy granicy białoruskiej, liczącej zaledwie 400 "dusz", gdzie taca to tylko 80-90 zł co niedziela. Podobnie katastrofalnie sytuacja przedstawia się na tzw. ziemiach zachodnich i północnych o dużej liczbie byłych PGR-ów. W parafii św. Piotra i Pawła w Kłaninie w diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej niedzielna taca nie przekraczała nigdy 120 zł, a często - przy złej pogodzie - jest o wiele mniejsza. Dochody z tacy dużej parafii wielkomiejskiej w Krakowie, Warszawie, Poznaniu czy Gdańsku wahają się rocznie w granicach 200-250 tys. zł. W średniej wielkości parafii wiejskiej w regionie o wysokich praktykach religijnych ok. 100 tys. zł. rocznie, natomiast w małych parafiach na tzw. ścianie wschodniej czy na terenach popegeerowskich - zaledwie niecałe 5 tys. zł. w okresie całego roku. Przypomnijmy, że z tych pieniędzy dla samej parafii - po odjęciu licznych składek na uczelnie katolickie, kurię diecezjalną czy ogólnodiecezjalne cele charytatywne - pozostaje nie więcej niż 70-75 proc. I w tym momencie zaczyna się problem, gdyż utrzymanie świątyni i budynków, tzw. koszty eksploatacyjne, rosną w Polsce o wiele szybciej niż ofiarność wiernych, która od wielu lat utrzymuje się na podobnym poziomie kwotowym.
Gdzie te pieniądze?
W Warszawie bieżące utrzymanie dużych rozmiarów świątyni i budynków parafialnych - nie licząc remontów - kosztuje miesięcznie co najmniej 10-12 tys. zł. Największą pozycję stanowią stałe opłaty: prąd, ogrzewanie zarówno w kościele, jak i na plebanii, woda, gaz, telefon w kancelarii czy podatek od nieruchomości. W sytuacji gdy spośród 20 tys. mieszkańców tylko mniej więcej co czwarty systematycznie chodzi do kościoła i poczuwa się do współfinansowania parafii, bieżące utrzymanie kościoła zaczyna być problemem. Dla proboszcza 20-tysięcznej parafii w Krakowie, posiadającej liczący 60 tys. metrów kw. kompleks, w skład którego wchodzi kościół dolny i górny, liczne sale, w tym także teatralna i dwie gimnastyczne - same opłaty za elektryczność wynoszą co miesiąc ok. 12-15 tys. zł (to mniej więcej równowartość dwóch tac z dwóch niedziel). Do tego dochodzą rachunki za ogrzewanie całego kompleksu, wodę, gaz, telefony i sprzątanie obiektów. Wysokie koszty utrzymania kościołów są problemem nie tylko parafii wielkomiejskich. Chociaż rachunek za prąd w wysokości ok. 300 zł miesięcznie w małym wiejskim kościółku wydaje się niski w porównaniu z 10-tysięcznym w Warszawie, to dla 900-osobowej parafii jest poważnym wydatkiem w budżecie. Tak samo dla mikroskopijnej, 400-osobowej parafii pod Drohiczynem, która rocznie płaci za elektryczność niewiele ponad 500 zł, co stanowi jednak równowartość tac z połowy roku.
Szok remontowy
Jak na razie, proboszczowie parafii wiążą koniec z końcem do momentu, kiedy pojawi się konieczność, której boją się bardziej niż wierni. Chodzi o remont, na który środki z samej tacy na ogół nie wystarczają. Tylko jak powiedzieć wiernym, ile to kosztuje? Aby przeprowadzić remont w jednej z parafii na Podhalu, proboszcz wraz z radą ekonomiczną uchwalili, że na remont będzie zbierana dodatkowa składka - 150 zł od rodziny. Składka jest dobrowolna - niektórzy parafianie dają dokładnie 150 zł, inni więcej, a jeszcze inni wcale. Na 56 proc. uczęszczających do kościoła (w parafii 4-tysięcznej) ok. 1/3 złożyła dodatkowe ofiary na remont. To ok. 200- 250 rodzin z 700 mieszkających w tej miejscowości. Większość z nich wzięła od księgowej rady ekonomicznej zaświadczenia o wpłacie ofiary, by skorzystać z odpisu od podatku w rocznym zeznaniu dla fiskusa. Ponadto parafia na Podhalu ma swoich dobroczyńców w Ameryce, gdzie wyemigrowała ponad połowa mieszkańców tej miejscowości. Oni również przekazują na remont 200-letniego kościoła swoje darowizny. Proboszcz ponadto negocjuje z wykonawcami prac remontowych, zabiegając o rozłożenie płatności na raty. W każdą III niedzielę miesiąca prosi wiernych o większe ofiary na remont - i zazwyczaj zbiera wówczas dwukrotność zwykłej niedzielnej tacy. To już wystarczy na spłatę raty. W wielu parafiach ofiary na remont kościoła zbierane są podczas kolędy lub niektórzy wierni dobrowolnie się opodatkowują na jakąś kwotę, którą później regularnie wpłacają. Jeśli parafie posiadają jakieś wolne pomieszczenia, to często je wynajmują - starając się w ten sposób pozyskać jakieś dodatkowe środki. Jeśli przy okazji remontu prowadzona jest renowacja np. zabytkowego wystroju świątyni, czasem udaje się zdobyć jakąś dotację na ten cel, np. z budżetu województwa czy gminy, ale na ogół wymaga to wielu zabiegów, a później skrupulatnego rozliczenia się - co niekiedy odstrasza proboszczów przyzwyczajonych do budowania kościołów tzw. systemem gospodarczym. Często jednak remonty wiążą się z popadnięciem przez parafię w mniejsze lub większe długi. Okazuje się też, że bieżące remonty trzeba prowadzić nawet w stosunkowo nowych kościołach liczących np. 10 lat.
Co jeszcze?
Do tej pory w zasadzie mówiliśmy jedynie o kosztach funkcjonowania parafii, do których trzeba jeszcze doliczyć podatki, pensje dla świeckich itp. Księża utrzymują się w zasadzie ze stypendium za Msze i posługi.
- W naszej diecezji obowiązuje zasada dobrowolności i nie ma cenników za określone posługi. W wyjątkowych przypadkach, kiedy trzeba określić zapłatę dla organisty czy dla kopacza, w przypadku ślubu czy pogrzebu, to proboszcz wyraźnie o tym powie - mówi ks. Henryk Nowak, ekonom archidiecezji poznańskiej.
Zdarzają się też parafie, które mają dodatkowe dochody z wydzierżawiania gruntów czy pomieszczeń, ale należą one raczej do wyjątków. Nawet w takich wypadkach, jeżeli obiekt dzierżawi jakaś szkoła czy przedszkole, to opłata często sprowadza się do symbolicznej złotówki, bądź w ogóle jest anulowana.
- W parafii miejskiej kościół może być większy, ale jego utrzymanie jest mniej więcej proporcjonalne do ilości wiernych. Na wsiach kościoły są mniejsze, ale bardzo często zabytkowe, i wszelkie remonty kosztują znacznie więcej. Konserwator zabytków jedynie w wyjątkowych przypadkach pokrywa koszty renowacji. Na ogół spoczywa to na barkach parafii. Dla nikogo nie jest tajemnicą, że na wsi z reguły bezrobocie jest większe, a ludzie mniej zamożni, więc i fundusze złożone w ofierze parafii niewielkie - mówi ks. Nowak. Pewnym wsparciem jest zwrot niesłusznie zabranych po wojnie gruntów, chociaż z reguły oddaje się jedynie ich część. Parafia może w takim wypadku czerpać niewielki dochód z dzierżawienia tych gruntów rolnikom.
Z kolei większe parafie miejskie liczące po kilka czy kilkanaście tysięcy mają znacznie więcej wydatków. Po pierwsze, proboszcz musi płacić podatek skarbówce w zależności od ilości wiernych, niezależnie od tego, czy chodzą, czy też nie chodzą do kościoła. Za obiekty nie przeznaczone na cele kultu musi zapłacić podatek, musi je ubezpieczyć i musi je ogrzać.
- Naprawdę trudno jest jednoznacznie ocenić, które parafie są w lepszej kondycji, bo koniec końców i tak zależy to od zamożności i przede wszystkim ofiarności wiernych - zauważa ksiądz ekonom.
Co od państwa?
Kościół może liczyć na wsparcie z Funduszu Kościelnego, który powstał na bazie zabranych w latach pięćdziesiątych Kościołowi polskiemu nieruchomości. Ten fundusz miał być utworzony zaraz po zabraniu gruntów, czego władze komunistyczne jednak nie zrobiły. Stało się to dopiero po czterdziestu latach, podczas których korzystano z nich, nie płacąc Kościołowi ani grosza.
- Co więcej, księża w tamtych czasach nie byli w żaden sposób ubezpieczeni, nie przysługiwała im w związku z tym ani renta, ani emerytura - wyjaśnia ks. Nowak.
Obecnie z tego funduszu, którym administruje państwo, w dużej mierze dopłaca się właśnie do ubezpieczeń społecznych księży. Dopiero to, co zostanie, jest rozprowadzane na rzecz parafii, które takiej pomocy potrzebują. W pierwszej kolejności pieniądze przekazywane są na wszelkiego rodzaju cele charytatywne, ze szczególnym uwzględnieniem dzieci, czyli na przykład na stołówki szkolne, niekoniecznie działające w strukturach Caritas. Dopiero na końcu z Funduszu Kościelnego przekazuje się środki na odnowę obiektów sakralnych.
- Nasza archidiecezja dostaje fundusze średnio dla dziesięciu parafii rocznie. Wysokość dotacji na rzecz tych dziesięciu obiektów w sumie zamyka się kwotą od 100 do 150 tysięcy złotych, a parafii mamy czterysta - zauważa ks. Nowak.
Wdowi grosz pewniejszy od sponsora
Kolejnym źródłem finansującym potrzeby parafii mogliby być tak zwani sponsorzy, co na świecie nie jest niczym wyjątkowym. Czy podobnie dzieje się, czy też może się dziać w Polsce?
- To są rzadkie przypadki. Nie jest tak, że biznes się dobija, nie wiedząc co zrobić z pieniędzmi. Owszem, parafie otrzymują takie datki z zachowaniem odpowiednich procedur, ale są to raczej sytuacje sporadyczne, niż pewne źródło finansowania - ocenia ksiądz Nowak.
Ksiądz Nowak nie przeczy też, że zdarzały się w takich przypadkach nadużycia, które przyniosły więcej strat niż pożytku.
Z powyższych danych wynika stara prawda, że jeżeli jakiś ksiądz postanowi być nieuczciwy, to oprócz osobistego uszczerbku moralnego, a także zgorszenia dla wiernych, zaszkodzi dobremu wizerunkowi całego Kościoła. Powinien także pamiętać, że chętnych do wykorzystania jego błędu na pewno nie zabraknie. Uczciwi księża, tak naprawdę, coraz bardziej zamartwiają się o byt swoich parafii.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













