Logo Przewdonik Katolicki

Wawelskie powinowactwo

Waldemar Bałda
Fot.

Głównym powinowactwem Gniezna i Krakowa jest stołeczność obu miast dawna, co nie znaczy przecież, że nieważna. A inny związek? Można go szukać również na Wawelu: tym bardziej, że w tym roku przypada 90. rocznica wydarzeń, które powiązały dodatkowo obie historyczne stolice.

W 1920 r. Kierownictwo Odnowienia Wawelu – instytucja, prowadząca od 1905 r. restaurację królewskiego wzgórza, zdewastowanego przez austriackich zaborców – znalazło się w nader trudnej sytuacji: Ministerstwo Robót Publicznych zapowiedziało, że na skutek kłopotów budżetowych państwa zawiesza subsydiowanie robót konserwatorskich. Skarb niedawno odrodzonego państwa, finansujący kosztowne zakupy sprzętu wojskowego, niezbędne z uwagi na trwającą wojnę z bolszewikami, zmuszony był ograniczać wydatki. Ofiarą cięć padł Wawel.

 

Pospolite ruszenie

Wyjście z obieży znalazł szef KOW, prof. Adolf Szyszko-Bohusz. Wymyślił on, że skoro na ratowanie panteonu polskiej państwowości nie stać rządu, zrobi to naród. Zwrócił się więc z apelem do rodaków: „Roboty na Wawelu nie należą rzeczywiście do konieczności państwowej. Wobec innych pilniejszych prac są one luksusem – nie trzeba jednak zapominać, że istnieją takie roboty, których wykonania domaga się od nas honor Polski. Prace, które bez przerwy trwały pod rządem zaborczym i w najgorszych chwilach wojny światowej, w wolnej Polsce przerwane być nie mogą, a postarać się o to powinno samo społeczeństwo”. Dramatyczny ton był uzasadniony: przerwanie robót groziło bowiem zaprzepaszczeniem już osiągniętych w toku 15-letnich działań efektów. Szyszko-Bohusz ustalił cenę cegiełek tak, aby jedna wpłata pokryła koszt całego dnia robót konserwatorskich. Na początku zbiórki było to 90 tys. marek polskich; potem, w miarę pogłębiania się inflacji, wartość cegiełek rosła, osiągając poziom 90 milionów marek (po reformie walutowej było to 50, a następnie 200 zł).

Reakcja na apel przerosła oczekiwania pomysłodawcy: w pierwszym roku gromadzenia datków, 1921, Polacy przekazali na konto KOW fundusze, wystarczające na pokrycie kosztów 1661 dniówek – i z podobnym efektem wspierali konserwatorów w następnych latach. Chociaż stosunkowo szybko państwo ponownie wzięło na siebie ciężar odnowy Wawelu, ofiary składano nadal, aż do 1935 r. W sumie wykupiono 6330 cegiełek – pieniędzy wystarczyło na zrealizowanie w całości programu rewaloryzacji kamieniarskiej i murarskiej fasady wschodniej zamku (wraz z Kurzą Stopką, Pawilonem Gotyckim i Basztą Senatorską), udostępnienie wykopalisk romańskich, uporządkowanie północnych stoków wzgórza oraz rozpoczęcie restauracji wnętrz. Wawel był uratowany.

 

Gnieźnianie też pomogli

W dziele tym – pierwszej w odrodzonej po zaborach Polsce ogólnonarodowej akcji społecznej – mieli swój symboliczny udział gnieźnianie: w najtrudniejszym, pierwszym, okresie cegiełkę oznaczoną numerem 88 wykupił obywatel miasta zapisany w rejestrze ofiarodawców jako „B. Kasprowicz z Gniezna”, dwa lata później swój dar memoratywny złożyła rodzina – żona i synowie – zmarłego w Gnieźnie Władysława Schramma. Pod nr. 5015 odnotowano taką właśnie dedykację. Pamięć o ofiarności Kasprowicza zapewnia poświęcona mu tabliczka z piaskowca szydłowieckiego, trwale umieszczona w murze oporowym, zabezpieczającym wzgórze wawelskie od strony ul. Kanoniczej, wzdłuż traktu do Bramy Herbowej. Znajduje się tam 735 identycznych płytek, upamiętniających uczestników akcji. W myśl założeń, w taki sposób mieli być uhonorowani wszyscy, szybko jednak odstąpiono od tego: na rezygnację złożyły się względy tak finansowe (koszty wykonania tabliczek), jak i techniczne (brak miejsca). Można więc uznać, że gnieźnianin miał szczęście...

Ale nie o honory tu chodzi, lecz o gest. O umiejętność ocenienia, co ważne, co ważniejsze. Warto o tym pamiętać – w roku 90-lecia rozpoczęcia pięknej akcji.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki