Ta tragedia dzieje się obok nas

Z Jarosławem Czyżewskim, autorem książki pt. Dzieci żołnierze we współczesnych konfliktach zbrojnych, absolwentem politologii na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, obecnie klerykiem II roku Arcybiskupiego Seminarium Duchownego w Poznaniu.
Czyta się kilka minut

 

Z Jarosławem Czyżewskim, autorem książki pt. „Dzieci żołnierze we współczesnych konfliktach zbrojnych”, absolwentem politologii na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, obecnie klerykiem II roku Arcybiskupiego Seminarium Duchownego w Poznaniu.

 

Przyznam szczerze, że przygotowując się do tej rozmowy, niewiele udało mi się znaleźć informacji o dzieciach żołnierzach. Ten temat w Polsce jakby nie istniał.

– Miałem ten sam problem. Kiedy zacząłem szukać informacji na temat dzieci żołnierzy, okazało się, że właściwie prawie wcale ich nie ma. W języku polskim natknąłem się na pojedyncze artykuły w internecie i jedynie kilka książek, będących zasadniczo tłumaczonymi biografiami dzieci żołnierzy. Potrzebowałem jednak konkretnych, sprawdzonych danych i faktów do animacji misyjnej przygotowywanej w ramach Akademickiego Koła Misjologicznego, do którego należę, a także do pracy magisterskiej, którą pisałem z zakresu wykorzystywania dzieci jako żołnierzy. Dlatego zacząłem szukać głębiej i, ku mojemu zdziwieniu, znalazłem ogromną ilość obcojęzycznych opracowań, także naukowych, dotyczących tej kwestii. Wynika z tego, że zjawisko dzieci żołnierzy jest, zwłaszcza na Zachodzie, poważnie traktowane i szeroko omawiane. Natomiast w Polsce rzeczywiście ten problem jakby nie istniał. Co prawda, nie dotyczy on nas na szczęście bezpośrednio, jednak jest na tyle poważny, że po prostu nie można go pomijać. Ponieważ bardzo poruszyła mnie ta sprawa, zająłem się nią poważniej. I tak z czasem powstała moja książka poświęcona tematyce dzieci żołnierzy.

Zapewne nie tylko na mnie wywarła ona wstrząsające wrażenie. Nie przypuszczałem, że to tak poważny i złożony, a jednocześnie tak dramatyczny problem.

– Im bardziej wgłębiałem się w to zagadnienie, tym bardziej zdawałem sobie sprawę, jak wielką jest ono tragedią dotykającą dzieci i całe społeczeństwa. I to tragedią, która cały czas dzieje się „obok nas”, jakby w cieniu wielkich światowych wydarzeń. Tym większe było też moje pragnienie przekazania polskiemu czytelnikowi rzetelnej wiedzy na ten temat, bo to jest pierwszy krok, aby zacząć przeciwdziałać temu zjawisku. Dlatego problem dzieci żołnierzy starałem się ująć całościowo, ukazując jego przyczyny, precyzując jego skalę i konsekwencje, jakie ze sobą niesie. Jednak bardzo trudno jest o tym pisać. Mówimy w końcu o dzieciach porywanych, zastraszanych czy też tak zmuszonych przez sytuację życiową, że same przystępują do grup zbrojnych. A tam każe im się zabijać, także przyjaciół i rodziców. Uczy się je okrucieństwa i bezwzględności, o jakiej nam się nawet nie śniło. Wyobraźmy sobie dwóch chłopców, którzy dla rozrywki zakładają się, jakiej płci jest dziecko, które nosi w sobie ciężarna kobieta. Po czym rozcinają jej brzuch, żeby sprawdzić, który z nich wygrał...

Ale dlaczego to właśnie dzieci wciąga się w tę całą przerażającą machinę wojenną?

– Główną przyczyną tego zjawiska jest zmiana natury konfliktów zbrojnych po II wojnie światowej i zakończeniu zimnej wojny. Obecnie konflikty mają najczęściej charakter wewnętrzny, lokalny. Nie używa się w nich drogiego, ciężkiego sprzętu, do obsługi którego potrzeba dobrze wyszkolonych żołnierzy. Dominuje broń tania, lekka i prosta w użyciu nawet dla dziecka. Stąd w tych wojnach dobrze sprawdzają się także dzieci, nie tylko w bezpośredniej walce, ale też jako obsługa obozów czy niewolnicy seksualni. A dzieci są podatne na manipulację, łatwo je zmusić do posłuszeństwa, kiedy się je na początku „złamie” i wpoi im odpowiednią ideologię czy po prostu zagwarantuje byt i poczucie oparcia w grupie. Praktyka wykorzystywania dzieci jako żołnierzy w konfliktach zbrojnych jest dla walczących opłacalna, także od strony ekonomicznej. Po prostu utrzymanie dziecka mniej kosztuje, ma ono też mniejsze wymagania niż dorosły.

Kiedy uświadomię sobie, ile wysiłku i troski wkładają zazwyczaj rodzice w wychowanie własnych dzieci, w kształtowanie ich osobowości, aż boję się pomyśleć, jakie straszne rany mogą pozostawić w dziecięcej psychice całe lata spędzone na wojnie.

– Konsekwencje udziału w wojnie, jakie ponoszą dzieci, również na długo po zakończeniu działań zbrojnych, są rzeczywiście poważne i bardzo złożone. Dotykają one zarówno sfery fizycznej, jak i psychicznej oraz tzw. społecznej. Do tej pierwszej zalicza się przede wszystkim śmierć i kalectwo, ale także choroby weneryczne czy uzależnienia od narkotyków i alkoholu. Dzieci doświadczają także zespołu stresu pourazowego, który objawia się między innymi zaburzeniami snu, niepokojami, nadwrażliwością, nieufnością i poczuciem winy. Poza tym mają one po prostu zrujnowane dzieciństwo i zatartą moralną granicę między dobrem a złem. Jak po takich doświadczeniach, już jako dorośli ludzie, mają dobrze funkcjonować w społeczeństwie, skoro jako dzieciom wpajano im język przemocy i zasadę: „kto nosi broń, ten ma władzę”? Dlatego bardzo trudno jest powrócić do normalnego życia zarówno tym, którym udało się uciec z grup zbrojnych, jak i tym, które przeżyły wojnę.

Czy tzw. cywilizowane państwa są wobec tego problemu bezradne? Czy też może nic nie próbuje się robić, by ukrócić ten nieludzki wręcz proceder?

– Od lat podejmowane są działania w zakresie ustanowienia prawa międzynarodowego, zakazującego wykorzystywania nieletnich jako żołnierzy. I tak w 1989 r. przyjęto Konwencję Praw Dziecka, którą podpisały prawie wszystkie państwa świata, choć nie wszystkie ją ratyfikowały. Dokument ten jest jednak niekonsekwentny. Z jednej strony podkreśla, że dzieckiem jest każda osoba poniżej 18. roku życia, natomiast w artykule 38. zastrzega, że do oddziałów zbrojnych nie mogą być rekrutowane i wykorzystywane do działań zbrojnych dzieci poniżej 15. roku życia. Ten niekonsekwentny zapis spowodował, że wiele państw i organizacji międzynarodowych postanowiło podjąć prace na rzecz podniesienia progu rekrutacji żołnierzy do lat 18. Kampania temu poświęcona trwała 11 lat i w końcu w 2000 r. przyjęto Protokół Fakultatywny do tej Konwencji, podnoszący próg rekrutacji. Problem tkwi w tym, że tego protokołu nie ratyfikowało 61 państw, a zwłaszcza te, których ten problem najbardziej dotyczy.

Warto zaznaczyć, że również Jan Paweł II i Benedykt XVI wielokrotnie upominali się o prawa nieletnich, odnosząc się też w swoich orędziach wprost do problemu dzieci żołnierzy.

Istnieje także wiele międzynarodowych organizacji praw człowieka i organizacji humanitarnych, które w swojej działalności zajmują się tym problemem. Zrzesza je powstała w 1998 r. Koalicja na rzecz zaprzestania wykorzystywania dzieci żołnierzy, której celem jest całkowita likwidacja tego zjawiska.

Jakie konkretne działania podejmują te organizacje, by zmienić obecną sytuację? Czy w ogóle są w stanie to zrobić?

– Przede wszystkim informują opinię międzynarodową, uświadamiając istnienie problemu dzieci żołnierzy, jego skalę, przyczyny i konsekwencje. Temu służą wszelkie kampanie medialne i edukacyjne podnoszące wiedzę społeczeństw w tym zakresie. Wspomniana Koalicja prowadzi też badania i monitoruje przypadki wykorzystywania dzieci jako żołnierzy na świecie, gromadząc w ten sposób informacje. Przedstawia je w publikowanym co trzy lata raporcie.

Ważnym polem działania organizacji podejmujących problem dzieci żołnierzy jest również wywieranie nacisków politycznych zwłaszcza na przywódców państw, w których dochodzi do procederu rekrutowania dzieci żołnierzy, by bardziej angażowali się oni w jego zwalczanie. Stara się także wpłynąć na przywódców państw rozwiniętych czy na przedstawicieli ONZ, by również oni podjęli ten problem. Z jednej strony chodzi tutaj o zmianę prawa międzynarodowego, a także „przymuszenie” innych państw do jego ratyfikowania. Z drugiej natomiast strony próbuje się skłonić państwa bogate, aby nie wspierały, na przykład poprzez bezpośrednią pomoc militarną, rządów, które wykorzystują dzieci jako żołnierzy. Istotne jest też to, by starać się przede wszystkim likwidować przyczyny tego zjawiska, które mają podłoże w problemach ekonomicznych państw Trzeciego Świata.

Niezwykle ważna jest również bezpośrednia i kompleksowa pomoc dla byłych dzieci żołnierzy. Związana jest ona z ich długotrwałą rehabilitacją fizyczną i psychiczną oraz reintegracją do społeczeństwa. W powstawaniu tego typu ośrodków pomocy dużą rolę, co trzeba podkreślić, odgrywa także Kościół, między innymi Caritas. To, jak widać, mozolna i wytrwała „walka” o dzieci, ale na szczęście są ludzie, którzy zdecydowali się ją podjąć.

A czy również my możemy coś konkretnego zrobić, aby poprawić los tych dzieci?

– Przede wszystkim niezwykle potrzebna jest wytrwała modlitwa za dzieci żołnierzy oraz za osoby, które je wykorzystują. Możemy także wspierać ludzi, którzy pomagają tym dzieciom. Dlatego włączajmy się choćby w kampanie prowadzone przez organizacje przeciwdziałające rekrutowaniu dzieci. Obecnie prowadzona jest na przykład akcja na rzecz ratyfikacji wspomnianego protokołu dodatkowego do Konwencji Praw Dziecka przez 61 państw, które jeszcze tego nie uczyniły. Aby wziąć udział w tej kampanii, trzeba wejść na stronę internetową Human Rights Watch i podpisać elektroniczną petycję w tej sprawie. Ważne jest też to, aby świat wiedział o tragicznym losie dzieci żołnierzy. Dlatego wciąż trzeba informować, uświadamiać i wyczulać innych na ten problem.

Jakie są więc w najbliższej przyszłości perspektywy zmniejszenia skali tego trudnego problemu?

– Sytuacja dzieci żołnierzy na świecie niestety wciąż stanowi poważny problem. Trzeba jednak zauważyć, że zmienia się na korzyść prawo międzynarodowe oraz że to zagadnienie jest dostrzegane przez opinię międzynarodową. Wzrasta też świadomość społeczna tego problemu. Mam nadzieję, że nastąpi to także w Polsce. Zmniejsza się również sama liczba dzieci żołnierzy. Jeszcze nie tak dawno szacowano, że jest ich na świecie ok. 300 tys., a dziś ok. 250 tys. Wciąż rozwijają się także różne formy pomocy dla tych dzieci, umożliwiające im powrót do społeczeństwa. Należy jednak podkreślić, że dopóki będą konflikty zbrojne, dopóty będzie niestety istniało zagrożenie zjawiskiem dzieci żołnierzy.

 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 22/2010