Logo Przewdonik Katolicki

Dziesięciolatek idzie na wojnę

Piotr Krysa
Fot.

Cierpienia dzieci najtrudniej zrozumieć, a w tej materii ogólnoświatowa społeczność ma jeszcze wiele do zrozumienia. Przepaść pomiędzy losem najmłodszych w krajach bogatych i biednych jest ogromna. Światowej społeczności nie udało się skończyć z bezdomnością, głodem, niewolnictwem, nie udało się nawet wyeliminować śmierci na skutek odry. Raporty UNICEF co roku przypominają...

Cierpienia dzieci najtrudniej zrozumieć, a w tej materii ogólnoświatowa społeczność ma jeszcze wiele do zrozumienia. Przepaść pomiędzy losem najmłodszych w krajach bogatych i biednych jest ogromna. Światowej społeczności nie udało się skończyć z bezdomnością, głodem, niewolnictwem, nie udało się nawet wyeliminować śmierci na skutek odry. Raporty UNICEF co roku przypominają nam o tym, że blisko 250 milionów dzieci pracuje w ciężkich i niebezpiecznych warunkach, ponad milion dwieście tysięcy jest przemycanych w celu przymuszenia do ciężkiej pracy lub wykorzystania seksualnego. Dzieci stają się też głównymi ofiarami wojen dorosłych. Ponad trzysta tysięcy dzieci bierze udział w walkach, a połowa z nich nie ukończyła jeszcze dziesiątego roku życia.


Według danych WHO (Word Health Organization, Światowa Organizacja Zdrowia), około 40 milionów ludzi na świecie zapada co roku na odrę, z czego umiera przeszło 770 tysięcy. Różnica polega na tym, ze w krajach rozwiniętych tylko dla jednego dziecka na tysiąc jest ona śmiertelna, a w Angoli aż dla stu. Świat widziany z tamtej perspektywy w niczym nie przypomina radosnego konsumpcyjnego marketingu naszej cywilizacji.
Świat biedny i świat bogaty. Taki podział zdaje się dominować we współczesności, w której kultura, ideologie czy styl życia ulegają coraz większej homogenizacji. Najtrudniejsze do przezwyciężenia okazują się właśnie różnice natury ekonomicznej, chociaż trudno uwierzyć, że gatunek ludzki nie posiada wystarczającego potencjału, aby sobie z tymi różnicami poradzić. Los dzieci świata dowodzi, że również w tej kwestii społeczeństwa zamożne kierują się podwójną moralnością podkreślając granice naszego i nie naszego świata.

Czy ktoś się boi odry?


Każde polskie dziecko wie, że jest taka choroba jak odra, ale ani dziecko, ani rodzice nie boją się jej bardziej niż grypy czy świnki. Oczywiście nie każdy ma tę chorobę za sobą, ale wiele osób może o niej wspominać. Być może dlatego trudno nam zrozumieć, że u progu XXI wieku odra niesie śmiertelne zagrożenie w wielu krajach Afryki i Azji.
Każdego roku w Angoli umierało na odrę aż 10 tysięcy dzieci, a przeszło 95 procent z nich nie osiąga 15 roku życia. Niewiele lepsza jest pod tym względem sytuacja w Zambii, a w całej Afryce Subsaharyjskiej odra uśmierca rocznie 700 tysięcy dzieci.
Dlaczego w takim razie my się odry nie boimy? Oczywiście żyjemy w lepszych warunkach higienicznych, lepiej się odżywiamy i nie żyjemy zaraz po wieloletniej wyniszczającej kraj wojnie. Jednak z odrą poradziliśmy sobie tak jak z wieloma innymi chorobami zakaźnymi - poprzez szczepienia. Jedna mała szczepionka, wcale nie taka droga, być może uratowała nam życie.
Skuteczność szczepień potwierdza się również w krajach Trzeciego Świata. Rozpoczęty w 1990 roku program szczepień według WHO tylko do roku 1999 zredukował liczbę zachorowań o prawie 40 procent.
Chociaż odra w biednych rejonach świata zbiera największe żniwo śmierci wśród dzieci, to jest tylko jedną z sześciu najgroźniejszych chorób wieku dziecięcego, których zahamowanie zależy w dużej mierze od tego, czy bogaty świat "znajdzie" odpowiednią liczbę szczepionek.
UNICEF (United Nations Children's Fund, Fundusz Narodów Zjednoczonych na Rzecz Dzieci) jest głównym dostawcą szczepionek do najbiedniejszych krajów świata, ale pozwala to zabezpieczyć jedynie 40 procent potrzeb. Akcję szczepienia utrudnia często brak jakichkolwiek programów lokalnych rządów. W takich krajach funkcje organizatorów przejmują najczęściej organizacje międzynarodowe i kościelne. Misje są również jednym z najlepszych źródeł bieżących informacji na temat największych problemów lokalnych społeczności. W wielu krajach Afryki, nieprzychylne katolicyzmowi rządy zgadzają się na obecność misjonarek i misjonarzy właśnie dlatego, że prowadzą jedyne skutecznie działające ośrodki zdrowia i szpitale. Zdarza się zresztą, że jedynie na taką służebną działalność władze niektórych państw zezwalają.
Jeszcze w latach siedemdziesiątych XX wieku globalny odsetek szczepień przeciwko sześciu chorobom wieku dziecięcego wynosił zaledwie 10 procent. Pod koniec XX wieku wzrósł do 80 procent, dzięki czemu udaje się wyrwać śmierci około 3 milionów dzieci rocznie.

HIV społecznym architektem


Dla nas wirus HIV to przede wszystkim groźna choroba przenoszona najczęściej drogą płciową. Mimo że, nie jest to oczywiście choroba obca zachodniej cywilizacji, to dla absolutnej większości obywateli zagrożenie jest minimalne. Inaczej sprawa wygląda w krajach słabo rozwiniętych. Co gorsza, tam coraz częściej głównymi poszkodowanymi stają się dzieci. W Afryce, jeśli chodzi o wirus HIV, praktycznie nie ma rejonów bezpiecznych, ale niektóre regiony są szczególnie zagrożone. W Botswanie zarażone jest 39 procent populacji, w Zimbabwe 34 procent. Na całym świecie nosicielami wirusa HIV jest przeszło 3 miliony dzieci, z czego każdego roku umiera przeszło 600 tysięcy. Jak to się dzieje?
Prawie trzy czwarte dzieci zaraża się wirusem od swoich matek jeszcze w okresie życia płodowego lub podczas karmienia piersią.
Kolejnym skutkiem afrykańskiej ofensywy wirusa jest stale rosnąca liczba sierot. Już teraz przeszło 14 milionów straciło jedno lub oboje rodziców. Według szacunków UNICEF-u liczba ta wzrośnie do 25 milionów w roku 2010.
W Nigerii liczbę takich sierot szacuje się już na jeden milion. Dramat tych dzieci polega na tym, że są one odrzucane, spychane na społeczny margines, co jeszcze utrudnia dotarcie do nich z jakąkolwiek pomocą.
Przeciwdziałać rozprzestrzenianiu choroby można głównie przez informację i edukację. Międzynarodowe organizacje i misjonarze podkreślają wartość promowania wstrzemięźliwego życia seksualnego i wierności. Kościół katolicki oczywiście nie przyłącza się do promowania antykoncepcji czy innych sposobów ograniczania urodzin.
W wielu krajach Afryki wirus HIV wydaje się być jednym z głównych architektów społecznych, który zaważy na rozwoju tamtejszej populacji na długie lata. Pracujący w Afryce misjonarze relacjonują, że w krajach najbardziej dotkniętych HIV coraz więcej jest wiosek zamieszkałych jedynie przez dzieci i starców. Pokolenie rodziców praktycznie przestało istnieć.

Wojna dla dzieci


Praktyka wielu lat dowodzi, że głód, choroby, nawet niewolnictwo zawsze rozwijają się lepiej w sprzyjających warunkach, a żadnych nie można uznać za lepsze niż wojna. Kraje Afryki środkowej, które notują najbardziej przerażające wskaźniki śmiertelności wśród dzieci, na ogół trawione były przez zbrojne konflikty.
Nie inaczej było w Kongo, gdzie walczyła największa liczba dzieci-żołnierzy. Szacowano, że co dziesiąte dziecko w armii, walczy właśnie w Kongo. Liczba ta w najbardziej dramatycznym okresie mogła przekraczać 30 tysięcy żołnierzy. Nie były to jedynie najbardziej niezależne jednostki, które poszukiwały emocji i przygód w wojskowych szeregach, lecz ofiary masowej rekrutacji. W niektórych oddziałach aż 60 procent żołnierzy stanowili nieletni chłopcy i dziewczynki. Wykorzystywano ich jako żołnierzy, kucharzy, służbę, a dziewczynki najczęściej świadczyły usługi seksualne.
Mimo wielu próśb międzynarodowych organizacji rząd Kongo nie zaprzestawał nielegalnej rekrutacji. Wyglądało to mniej więcej tak, że lokalne odziały milicji prowadziły regularne pobory. W 2002 roku tzw. "młodzi oficerowie" wkraczali do wiosek i zabierali setki dzieci do obozów szkoleniowych. Najmłodsze nie ukończyły nawet dziesiątego roku życia. Tym, które nie pałały zbytnia chęcią do walki, często podawano narkotyki. Ludzie znający Afrykę mówią, że w Kongo, Liberii i Angoli nie ma dziecka, które nie wiedziałoby, co to jest wojna.
W ostatnich latach przedstawiciele UNICEF często negocjowali z lokalnymi przywódcami, dzięki czemu udało się zwolnić wielu nieletnich żołnierzy ze służby. Na tym problem się nie kończy, bo nieletnie "ofiary" zbrojnych konfliktów niełatwo wracają do normalnego życia. Lokalne programy mające pomóc dzieciom walczącym na wojnach wymagają stałego wsparcia jeszcze w takich krajach Sierra Leone, Sudan i kilka innych. Szacuje się, że w różnych konfliktach w Afryce bierze udział około 120 tysięcy młodych żołnierzy.
Równie dramatyczne skutki najmłodszym przyniósł stan wieloletniej wojny toczonej w Afganistanie, gdzie obecnie brakuje dosłownie wszystkiego. Po ostatnim konflikcie zbrojnym Afgańczycy w poszukiwaniu lepszych warunków życia masowo emigrowali, głównie do Pakistanu, Iranu i Uzbekistanu. W oficjalnie utworzonych obozach szuka schronienia przeszło dwa i pół miliona ludzi. Toczące się przez dwadzieścia lat konflikty zbrojne w Afganistanie skazały na życie w skrajnych warunkach przeszło siedem i pół miliona ludzi, z czego 70 procent to kobiety i dzieci, 20 procent nie ukończyło piątego roku życia.
Praktyka dowodzi, że nie ma wojen, które oszczędzają najmłodszych. Coraz częściej alarmujące sygnały docierają z Iraku.
Nawet dzisiaj, mimo aktywnej obecności mediów, wojna często kojarzy nam się z czołgami, samolotami, transporterami i umundurowanymi żołnierzami. Ta druga rzeczywistość wydaje się docierać do nas znacznie rzadziej. Co gorsza, jej prawdziwe skutki ciągną się jeszcze przez wiele lat po tym, jak zamilknie ostanie działo. Świat dorosłych ma jeszcze wiele do zrobienia w obronie najmłodszych, o czym świadczą przerażające statystyki corocznych raportów. Na tych najbardziej drastycznych przykładach dramaty dzieci się nie kończą. Nie ograniczają się także jedynie do krajów Afryki i Azji. Bezdomne, skazane na wegetację i własną przemyślność dzieci, to stały obrazek miast Ameryki Południowej, ale także tych jak najbardziej europejskich. Setki tysięcy dzieci żyje tak chociażby w Rosji i w Rumunii. Czego im mamy życzyć na Dzień Dziecka?

Ewa Falkowska
dyrektor ds. informacji PKN UNICEF


Zadaniem UNICEF jest pomoc dzieciom w najbiedniejszych krajach świata. Dane zbierane przez naszych pracowników dotyczące sytuacji dzieci są przytłaczające. Tak wiele jest jeszcze problemów do rozwiązania. Na najbliższe lata UNICEF zakreślił sobie pięć priorytetów, które dotyczą przede wszystkim zapewnienia każdemu dziecku możliwości ukończenia dobrej jakości podstawowego poziomu edukacji, wspomaganie rozwoju małego dziecka we wczesnym dzieciństwie, prowadzenie programów szczepień, dążenia do zahamowania rozpowszechniania się HIV/AIDS i zapewnienia, aby dzieci i młodzież już dotknięte chorobą otrzymały odpowiednią opiekę oraz oczywiście ochrona każdego dziecka przed przemocą tak, aby mogły dorastać wolne od przemocy, złego traktowania i dyskryminacji.


Ochronić dzieci przed przemocą

- szacuje się, że rocznie 1,2 miliona dzieci jest "przedmiotem" handlu i przemytu.
- 2 miliony dzieci jest rocznie wykorzystywanych seksualnie
- 300 000 dzieci, niektóre z nich poniżej 8 lat jest wykorzystywana jako żołnierze w wojnach w ponad 30 krajach na świecie.
- od 1990 roku 2 miliony dzieci na świecie zmarło w wyniku działań wojennych
- 40 milionów dzieci w wieku poniżej 15 lat cierpi z powodu przemocy, zaniedbań i wymaga pomocy lekarskiej i psychologicznej
- ponad 246 milionów dzieci jest zmuszanych do pracy w tym około 180 milionów do pracy w ekstremalnie trudnych warunkach
- każdego roku 7 milionów noworodków przeżywa, a dziesiątki milionów żyje zdrowiej, w lepszych warunkach; w tym roku umrze o 3 miliony dzieci mniej niż 10 lat temu.
- szczepieniami objętych jest około 80 proc. dzieci w porównaniu do 20 proc. w latach 80, co pozwala uratować prawie 3 miliony dzieci rocznie.
- choroba Heinemedina jest bliska wyeliminowania i do 2005 roku na świecie nie powinno być ani jednego jej ogniska; do chwili obecnej zaszczepionych zostało 575 milionów dzieci. Dziś ogniska choroby Heinemedina znajdują się jedynie w siedmiu krajach - największe w Indiach, Nigerii i Egipcie, podczas gdy przed rozpoczęciem Światowego Programu Wyeliminowania Polio w 1988 roku istniały one w 125 krajach świata.
- na początku 2003 roku przeprowadzono w Indiach największą w dziejach akcję szczepień przeciwko Heinemedina. Objęła ona 152 miliony dzieci, a aż 25 milionów spośród nich zaszczepiono w ciągu pierwszych pięciu dni kampanii.
- 12 milionów dzieci unika skutków niedoborów jodu, dzięki czemu są chronione przed znacznym spadkiem możliwości uczenia się.
- w ostatnim dziesięcioleciu, dzięki akcjom uzdatniania wody, remontom i budowie wodociągów, 900 milionów ludzi otrzymało dostęp do wody pitnej.
Źródło: UNICEF

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki