Logo Przewdonik Katolicki

Kto korzysta na walce z przemocą?

Joanna Potocka
Fot.

We czwartek, 6 maja, w godzinach wieczornych Sejm uchwalił nowelizację ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Działo się to pod przewodnictwem Marszałka Komorowskiego. Projekt przeszedł głosami PO, PSL i Lewicy oraz posłanki Joanny Kluzik-Rostkowskiej.

 

Lata wyborcze służą lewicowym projektom. Właściwa ustawa uchwalona została bowiem z inicjatywy Magdaleny Środy – ówczesnego pełnomocnika  Rządu ds. Równego Statusu  – u schyłku lewicowych rządów, latem 2005 r.

Projektodawcy wyszli z założenia, że przepisy polskiego kodeksu karnego, w tym poświęcony przestępstwom przeciwko rodzinie i opiece jego Rozdział XXVI, są niewłaściwym narzędziem do zapobiegania okrucieństwu. Zwłaszcza temu szczególnie bolesnemu, szczególnie nieakceptowanemu społecznie  okrucieństwu, którego sprawcą jest ktoś bliski. Gdyby zatrzymać się na tym poziomie dyskursu, to zapewne znakomita większość Polaków zapytana o konieczność podejmowania  działań zapobiegawczych  nie tylko wyraziłaby poparcie, ale i przyklasnęła każdej inicjatywie idącej w tym kierunku z ochotą.  

Jednak za każdym razem projekty spotykały się z dużymi protestami wyborców.  Ostatnio  - także z negatywnymi komentarzami pracowników socjalnych gmin czy nawet środowiska kuratorów. Ich sprzeciw został całkowicie zignorowany.  Dlaczego? Czy prawo antyprzemocowe jest nieakceptowane tylko ze względu na specyficzny światopogląd, który mu patronuje? Kto najbardziej skorzysta z nowego prawa? Czy pod hasłem zapobiegania przemocy w rodzinie kryje się tylko próba rzeczywistej ochrony słabszych przed okrucieństwem?

Mam nieodparte wrażenie, że to nie ofiary są w centrum uwagi prawodawcy.  

Referując prace podkomisji posłanka Kochan dziękując partnerom społecznym stwierdziła, że  cyt. „grupa 7 posłów była otoczona grupą 25 – czasem 30 – osób, które w sposób niezwykle merytoryczny pracowały nad ustawą”.  Po takiej wypowiedzi z tyłu głowy pojawia się pytanie:  kto w Polsce pisze ustawy i w imię czego to czyni?

Nowe prawo służy w głównej mierze stworzeniu antyprzemocowej biurokracji. Biurokracji, z którą organicznie zostały powiązane organizacje pozarządowe. Czas pokaże, czy będą to te same organizacje, które tak aktywnie wywierały wpływ na legislaturę.

Zasiadanie w różnego rodzaju gremiach,  prowadzenie zlecanych przez państwo badań, przygotowywanie ekspertyz, analiz czy prowadzenie szkoleń to łakomy kąsek dla wielu stowarzyszeń i fundacji, a szczególnie tych, które od lat ściśle współpracują z rządowym establishmentem. Finansowe wsparcie dla programów z zakresu przeciwdziałania przemocy w rodzinie realizowanych przez organizacje pozarządowe jest obecnie ustawowym obowiązkiem ministra pracy i spraw socjalnych.  Niebagatelne publiczne kwoty wydawane były, i zapewne będą nadal, na kontrowersyjne akcje reklamowe. Lobby tych, którzy nieźle żyją z przeciwdziałania przemocy w rodzinie, 6 maja wieczorem na pewno piło niejednego szampana.

Edukacja służąca wzmacnianiu wychowawczych kompetencji rodziców czy promowanie i wdrażanie prawidłowych metod wychowawczych w stosunku do dzieci  w rodzinach zagrożonych przemocą to hasła z pozoru słuszne i mądre… gdyby nie to, że mogą dotyczyć każdego z nas. Według bowiem stanowisk głoszonych przez organizacje antyprzemocowe,  przemoc różnego rodzaju stosowana jest w od 50 do 75 proc. polskich rodzin! Skąd takie zatrważające liczby?  To nie pomyłka. To ideologia: pod definicję przemocy podciągnięto nie tylko zakazany właśnie klaps, ale także krytykowanie postaw seksualnych u dzieci czy niedostarczanie bliskim pewnego bliżej nieokreślonego ekonomicznego komfortu oraz inne niejasne sformułowania.

Zgodnie z tym założeniem trzy czwarte populacji Polaków będzie mogło być poddane czujnej obserwacji przez nowożytne odpowiedniki peerelowskiej IRCH-y, czyli działające w każdej gminie zespoły interdyscyplinarne. Będą one miały swobodny dostęp do danych osobowych, w tym danych o stanie zdrowia lub nałogach osób podejrzanych o przemoc i ich ofiar. Do konfidencji dopuszczono także organizacje pozarządowe.  W wielkich instytucjach finansowych, gdzie obowiązek ochrony danych jest oczkiem w głowie odpowiednich służb,  często dochodzi do ich nieposzanowania, co zawsze jednak stanowi wielki skandal. W małych wsiach i miasteczkach gromadzenie „wrażliwych” danych osobowych może stanowić prawdziwą „bombę” niszczącą lokalne więzi społeczne. Tylko ktoś całkowicie pozbawiony wyobraźni mógł zaprojektować takie rozwiązanie.

 

Nowela ugruntowuje  jawną przychylność państwa wobec rzekomych ofiar i bardzo surowe traktowanie rzekomych sprawców. Ta nierówność  nie tylko narusza konstytucję.  To instrument cenny dla tych, którzy użyją go do „rozgrywania” małżeńskich nieporozumień czy międzysąsiedzkich niesnasek.

 

W ostatnich latach państwo wycofuje się krok po kroku ze swoich tradycyjnych obowiązków.  W zamian za to uzurpuje sobie kompetencje do bycia supernianią. Wkracza coraz śmielej do naszych domów. Poucza, jak mamy żyć. To wyraźne przekroczenie granic, których władza przekraczać nie powinna. Złe prawo należy uchylić w całości. A środki przeznaczone na walkę z ideologicznie rozumianą przemocą przeznaczyć na podniesienie efektywności zwalczania przestępstw przeciwko rodzinie. Zamiast uchwalać ustawy pod dyktando różnych grup interesu, państwo powinno  wzmocnić polskie harcerstwo, które w tych dniach ostatnich pokazało, na czym polega prawdziwie  dobre wychowanie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki