Logo Przewdonik Katolicki

365 czynów

Weronika Stachura
Fot.

Ostatni dzień roku kalendarzowego mieszkańcy Europy celebrują w podobny sposób, spotykając się o północy w centralnych miejscach swoich miast.

 


Kraje nam odleglejsze, jak Azji czy Ameryki Łacińskiej, mogą poszczycić się całą gamą zwyczajów żegnania odchodzącego właśnie roku. Większość z nich łącząc w sobie pierwiastki zaczerpnięte zarówno z ich wyznań, jak i lokalnej kultury, koncentruje się przede wszystkim wokół personifikowania starego roku, czego przykładem są np. ekwadorskie kukiełki zwane Años Viejos, będące ucieleśnieniem wydarzeń mijającego roku, które zgodnie z tradycją należy spalić. Wśród obrzędów ostatniej nocy w roku są i te związane z odpowiednim przywitaniem nadchodzącego roku w celu zapewnienia sobie pomyślności, jak japońska tradycja przyozdabiania framug i wejść roślinnymi ornamentami. Mimo kulturowych różnic bez wahania można powiedzieć, że łączy nas jeden zwyczaj, choć przyjmujący różnorakie formy – sporządzania listy noworocznych postanowień.

Noworoczny bumerang

Zwyczaj ten zadomowił się u nas już na dobre. Pytanie o listę zmianę przyzwyczajeń, zamierzeń czy planów pada zawsze, czy to przy składaniu życzeń w noc sylwestrową, czy zaraz po powrocie do pracy czy na uczelnię. Bez względu na to, czy traktujemy je z przymrużeniem oka, bo rozsądek podpowiada, że ta jedna noc nie wystarczy, by diametralnie zmienić swoje życie o 180 stopni, to z trudem przychodzi nam nie ulec pokusie noworocznych postanowień. Perspektywa aż 365 dni, nieznanych nowych nieograniczonych możliwości, w myśl popularnego dziś hasła: „możesz być kim zechcesz”, w każdym człowieku rodzi przede wszystkim radość. Z ulgą myślimy o starym, kończącym się roku, a zwłaszcza o momentach, z których nie jesteśmy szczególnie dumni. Dla wielu z nas nadchodzący rok to jak nowy wiatr w żagle, dzięki któremu skłonni jesteśmy solennie podjąć się wielu zobowiązań. Niestety, na ich weryfikację nie trzeba długo czekać... W większości przypadków pozostają zaledwie postanowieniami pisanymi palcem po wodzie, niewielu może poszczycić się zaletą wytrwałości w realizowaniu noworocznych obietnic. O ile zazwyczaj nie jest to powód do zmartwień, przecież podczas kolejnej sylwestrowej nocy będziemy znów mieli okazję sporządzić podobną listę, to są i tacy, którym spędza ona sen z powiek.

„Nadambitnych” lista obowiązków

„Nadambitni”, wśród których dominują zwłaszcza młodzi, wcale nie należą do mniejszości. Przeciwnie, wystarczy dobrze się rozejrzeć, a rozpoznać ich można właśnie po niekończącej się, niezwykle wymagającej liście noworocznych obietnic. Zazwyczaj reprezentują one różne dziedziny życia, które, jak podpowiada rozsądek, trudno pogodzić: nieustanne dokształcanie się, nauka kolejnego języka, modne dziś dbanie o sprawność fizyczną, obeznanie ze współczesną kulturą to tylko niektóre z nich. Z tą różnicą, że dla osób cierpiących na przerost ambicji nie są to jedynie pobożne życzenia, których niespełnienie nie będzie równoznacznie z przysłowiowym „końcem świata”. Dla „nadambitnych” postanowienia czynione u progu nowego roku to nic innego, jak lista obowiązków koniecznych do spełnienia. Zagalopowanie się w stawianiu sobie kolejnych celów do zdobycia zazwyczaj zaczyna się niepozornie. Wystarczy przecież uwierzyć, że „można osiągnąć wszystko”, że dla „chcącego nie ma nic trudnego” - powiedzenie tak często słyszane w dzieciństwie. Stąd jednak już o krok od wprowadzenia w życie hasła: „liczysz się tylko ty”. Docierający dziś do nas komunikat dzielący ludzi na zwycięzców i takich, którzy nie zawsze sobie radzą, każe „nadambitnym” dołożyć wszelkich starań, by znaleźć się w pierwszej grupie. Chęć sprostania wymaganiom stawianym czy to przez innych, czy przez nas samych jest tak silna, że nie można się jej oprzeć. Nadmierna ambicja każe sądzić, że rzeczywiście można podjąć się kilku zadań równocześnie i nie polec na żadnym polu. Pozostaje jedynie kwestia ceny, jaką należy zapłacić za jej ślepe uleganie.

Ujarzmić ambicję

Najboleśniejszą z nich jest nieumiejętność rodzenia sobie z porażkami. Przerost ambicji sprzyja bowiem utożsamianiu każdego potknięcia z klęską życiową, a na nią „nadambitni” nie mogą sobie pozwolić. Nadmierne uleganie nieokiełznanej ambicji może przypominać swoistego rodzaju uzależnienie. I tu działa podobny mechanizm: gdy raz zacznie się żyć w taki sposób, niełatwo jest się uwolnić.  Tym bardziej że wokół osoby „nadambitnej” nie brakuje „poganiaczy” – nierzadko bliskich dopingujących do ciągnięcia przysłowiowych pięciu srok za ogon. Trudno wtedy wsłuchać się w głos rozsądku: „to za dużo”. – Kiedy poszłam do nowej, wymarzonej pracy, podejmowałam się wszystkich zadań zlecanych mi przez przełożonych – opowiada Joanna, pracująca w jednej z pracowni badań specjalistycznych we Wrocławiu. – Każe zlecenie wydawało mi się ważne, konieczne do realizacji przeze mnie, no i przede wszystkim w powiedzeniu „nie” nie pozwalała mi moja ambicja. Co oni by pomyśleli, że nie mogę tego wykonać? Że nie dam sobie rady? – wspomina Joanna. – Odkąd odbiło się to na relacjach z moją rodziną i na moim  zdrowiu, nauczyłam się odmawiać, a swoją ambicję poskramiać - wyznaje. Taka niezdrowa ambicja jednak szybko zwrócić się przeciwko nam. Chęć osiągnięcia wyznaczonych sobie celów, sprostania wymaganiom stawianym przez innych, wpisania się w rodzinną tradycję może zaszkodzić. Przede wszystkim zagraża naszemu poczuciu własnej wartości. Zbyt wygórowana ambicja każe nam postrzegać siebie jedynie przez pryzmat kolejnych sukcesów na polu nauki czy pracy, spychając na dalszy plan pozostałe dziedziny życia. Zdrowa ambicja pomoże nam dobrze wykonać kolejne zadanie, przy równoczesnym odczuwaniu satysfakcji z osiągniętego sukcesu i czerpaniu z niego radości. Podczas gdy nadmierna ambicja przyniesie jedynie krótkotrwałe uczucie ulgi i przykrą świadomość spełniania kolejnych wymagań.

 

Złoty środek

Warto więc, jak zawsze, i do noworocznych postanowień podchodzić z dystansem i pewną dozą sceptycyzmu. Pieczołowicie przygotowana lista nowych postanowień, które w kolejnych miesiącach zapełnią tygodniowy grafik, może być naszym utrapieniem. Może być przecież i tak, że z trudem będziemy umieli im sprostać. Zamiast silić się na puste obietnice, lepiej skupić się na konkretnych czynach, na tym, co w rzeczywistości najważniejsze, co wypełni kolejne 365 dni.

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki