Logo Przewdonik Katolicki

Matka Boska z Marszałkowskiej

Natalia Budzyńska
Fot.

Nie ma dziś prawie domu w Warszawie bez urządzonego przez mieszkańców ołtarza donosiła powstańcza prasa. W podwórkach nielicznych ocalałych kamienic można wciąż odnaleźć stare kapliczki, przy których modlili się mieszkańcy Warszawy.


„Nie ma dziś prawie domu w Warszawie bez urządzonego przez mieszkańców ołtarza” – donosiła powstańcza prasa. W podwórkach nielicznych ocalałych kamienic można wciąż odnaleźć stare kapliczki, przy których modlili się mieszkańcy Warszawy.

 

Podwórze – studnia, blask bijący od kapliczki stojącej przy ścianie kamienicy i krąg siedzących dookoła niej ludzi – tak wygląda jedna z fotografii z sierpnia sprzed 65 lat. To wtedy powstało najwięcej podwórkowych kapliczek i ołtarzyków, a niektóre istniały już od początku okupacji. Większość została zniszczona w wyniku działań niemieckich wojsk, także po upadku powstania warszawskiego. Na szczęście jednak wiele kapliczek przetrwało i do dziś są symbolem głębokiej wiary w czasach ciężkiej próby. Co więcej, powstają nowe, a co dziwniejsze, przy niektórych z nich wciąż jeszcze gromadzą się sąsiedzi i obywa się modlitwa. „Chwalcie łąki umajone” przy kapliczce w samym centrum Śródmieścia, niedaleko Marszałkowskiej, niczym przy wiejskiej przydrożnej figurce Maryi?...   

 

Wspólnota podwórkowego ołtarza

Warszawskie kapliczki niemal masowo zaczęły powstawać w 1943 roku i później, w sierpniu 1944. Z powodu godziny policyjnej nie można było wówczas po całym dniu pracy wyjść do kościoła na modlitwę. Mieszkańcy więc „organizowali” kapliczkę czy mały ołtarzyk na podwórkach. Podczas powstania warszawskiego właściwie nie było podwórka bez kapliczki – większość kościołów, niestety, spalono. „Przed wojną można było mieszkać przez dziesięć lat w tym samym domu, nie wiedząc, kim jest i jak się nazywa sąsiad o piętro wyżej. W czasie powstania wszyscy mieszkańcy kamienicy stanowili jedną zwartą gromadę. Ta wspólnota stanowiła chyba jedną z najbardziej charakterystycznych cech powstańczego życia. Była to wspólnota piwnicznego schronu, kotła z zupą i kawałka chleba, wspólnota niebezpieczeństwa, a bardzo często wspólnota śmierci i zbiorowej mogiły. Jej zewnętrznym wyrazem był ołtarz ustawiony w sieni, na podwórku lub w piwnicy, przed którym gromadzili się do wspólnej modlitwy wszyscy domownicy – zarówno ci najpobożniejsi, jak i tacy, którzy od lat nie przekroczyli progu kościoła. Wpatrzeni w postać Chrystusa albo Matki Boskiej powtarzali głośno: od nagłej i niespodziewanej śmierci wybaw nas Panie” – przytacza słowa pracownika Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK Zdzisława Jeziorańskiego w swojej książce „Dni walczącej Stolicy” Władysław Bartoszewski.

 

Religijność powstańczej codzienności

Generał „Monter” na samym początku powstania apelował do ludności cywilnej na Starym Mieście, aby w swoich modlitwach polecała poległych żołnierzy i aby modliła się w intencji zwycięstwa, a 11 sierpnia wydał instrukcje dotyczące porannych i wieczornych modlitw. Zalecił żołnierzom częste uczestniczenie we Mszach i sakramentach świętych. Gdzie tylko było to możliwe, w kościołach odprawiano Msze św., a kiedy świątynie legły w gruzach lub ostrzał był bardzo silny, Eucharystie odprawiano np. w piwnicach i na podwórkach. Warszawiacy nie potrzebowali zaleceń generała „Montera” – kapliczki podwórkowe powstawały spontanicznie. W pamiętnikach i wspomnieniach powstańczych zawsze wspomina się o żarliwości religijnej mieszkańców stolicy. Rano i wieczorem mieszkańcy organizowali nabożeństwa, a osób pragnących przystąpić do sakramentów było coraz więcej. Wiara pomagała przeżyć kolejny dzień koszmaru.

 

Ukryte Jezusy

Być może trochę kiczowate, najczęściej masowo produkowane figurki Chrystusa lub Matki Bożej, rzadko specjalnie na tę okazję rzeźbione przez artystów, udekorowane plastikowymi kwiatami, kolorowymi żarówkami, uaktualnione fotografiami Jana Pawła II, ozdabiają dziś warszawskie kapliczki ukryte przed spieszącymi się przechodniami ruchliwych ulic Śródmieścia, Mokotowa, Woli, Ochoty, a szczególnie Pragi. Niezniszczona Praga zachowała kapliczek całkiem sporo. Przetrwały one wojnę, ale mogą nie przetrwać nowych działań inwestorów, którzy odnawiają stare kamienice i pozbywają się kiczowatych „śmieci”. Na praskich podwórkach naliczyć można ponad sto kapliczek, niektórzy twierdzą, że jest ich nawet kilkaset. Jedne odnawiane są dzięki lokatorom, innymi zaopiekowali się prascy gimnazjaliści w ramach akcji „Ślady przeszłości”. Szukając kapliczek, trzeba kierować się śladami przedwojennej zabudowy. Jeśli wziąć pod uwagę lewobrzeżną Warszawę, najwięcej kapliczek zachowało się w Śródmieściu, bo ponad 60. To specyfika warszawska, niespotykana w żadnym innym mieście.

Dom Spotkań z Historią wydał niedawno album „Kapliczki warszawskie”, w którym zgromadzono ponad 200 zdjęć kapliczek autorstwa Anny Beaty Bohdziewicz. Współautorka albumu, historyk sztuki Magdalena Stopa, szukała świadków powstania kapliczek. Spisywała historię, wypytując najstarszych żyjących mieszkańców kamienic. Powstało trzydzieści fascynujących opowieści z przeszłości, która ginie na naszych oczach. To nie tylko folklor miejski, i wcale nie symbol bezguścia i tandety, ale świadkowie ludzkich dramatów, nadziei i chwil szczęścia.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki