Logo Przewdonik Katolicki

Misja możliwa

Łukasz Kaźmierczak
Fot.

Każde wypowiedziane słowo i każdy gest uczyniony w czasie papieskiej pielgrzymki do Ziemi Świętej będą interpretowane politycznie uważa melchicki arcybiskup Galilei, Elias Chacour. Bliższe prawdzie byłoby chyba jednak przywołanie policyjnej formuły: Benedykcie, uważaj, wszystko co od tej pory powiesz, może być użyte przeciwko Tobie.

 

 

Każde wypowiedziane słowo i każdy gest uczyniony w czasie papieskiej pielgrzymki do Ziemi Świętej będą interpretowane politycznie – uważa melchicki arcybiskup Galilei, Elias Chacour. Bliższe prawdzie byłoby chyba jednak przywołanie policyjnej formuły: Benedykcie, uważaj, wszystko co od tej pory powiesz, może być użyte przeciwko Tobie.

 

Jeśli powyższe zdanie wydaje się komuś nazbyt pesymistyczne, to wyjaśniam, że bierze się ono wyłącznie ze smutnych doświadczeń wynikających z nieprzyjaznych, by nie powiedzieć wręcz histerycznych reakcji towarzyszących dotychczasowym pielgrzymkom Benedykta XVI. Nie sięgając daleko – wystarczy przywołać niedawną podróż apostolską do Afryki i burzę emocji, jaką wywołała niewielka i w sumie raczej marginalna papieska wypowiedź na temat prezerwatyw. Czegóż więc spodziewać się po wizycie w tak newralgicznym i zapalnym miejscu, jakim jest Ziemia Święta? Dlatego też już dziś są tacy, którzy wieszczą, że mało w niej będzie apostolskiego pielgrzymowania, a więcej ostrożnego stąpanie po zdradliwym grzęzawisku. Nie zapominajmy jednak, że na owym „bagnie” cały czas tkwią pewne drogowskazy-paliki pozostawione tam onegdaj przez Jana Pawła II. I jeśli tylko Benedykt XVI nie zboczy z wytyczonej trasy, to wizyta w Ziemi Świętej może być jak czarodziejskie pstrykniecie palcem, uciszające – choć nie mam złudzeń, że tylko na pewien czas – niezasłużone krytyczne uwagi, jakie kierowane są dziś na Zachodzie pod jego adresem.

 

Głębokie koleiny

Pamiętna pielgrzymka Jana Pawła II do Ziemi Świętej w 2000 roku, a szczególnie niezwykle fotogeniczny moment jego modlitwy przy Ścianie Płaczu, wytyczyły już chyba na zawsze ideał przyszłych papieskich wizyt w Izraelu. Tym bardziej że dziś sensu tamtej wizyty nie kwestionuje właściwie nikt, łącznie z najbardziej zatwardziałymi żydowskimi ortodoksami.

Ale to wcale nie ułatwia zadania stojącego przed Benedyktem XVI. Wręcz przeciwnie – obecny Papież przyjeżdża do Izraela, dźwigając balast, jakiego nigdy nie miał Jan Paweł II. – W tej wizycie Benedykta XVI będzie odgrywało rolę jego niemieckie pochodzenie, a także wykład z Ratyzbony, który wywołał falę krytyki ze strony muzułmańskiej – zauważył  jakiś czas temu wspomniany na wstępie melchicki abp Elias Chacour.

Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie oczywiście oczekiwał od Papieża Ratzingera, żeby ten nagle zaczął być Lolkiem z Wadowic z jego specyficzną polską biografią i takim życiowymi doświadczeniami. Ale to wcale nie oznacza, że nie znajdzie się ktoś, kto nie będzie chciał w nim widzieć nadal Josepha, młodego chłopaka służącego onegdaj w Wermachcie.

A mimo to Benedykt XVI, świadom tych negatywnych konotacji, decyduje się na podróż do Ziemi Świętej, dobrowolnie i z pełną świadomością wchodząc w głębokie janowo-pawłowe koleiny. Czyż może być bardziej widoczny gest potwierdzający ciągłość z pontyfikatem Jana Pawła II, który przecież jak żaden inny z namiestników Piotrowych przyczynił się do ożywienia dialogu ze „starszymi braćmi” w wierze? Czy może być lepszy dowód na czystość intencji Papieża Niemca, tego rzekomego „mentalnego hamulcowego” dialogu między chrześcijaństwem a judaizmem? I wreszcie, czy przy całej tej olbrzymiej fali krytyki, jaka od jakiegoś czasu dotyka nieustannie Benedykta XVI, którykolwiek z jego adwersarzy jest w stanie dostrzec odwagę obecnego Papieża, który decyduje się na wizytę w Ziemi Świętej właśnie teraz, gdy ów dialog zdaje się przeżywać poważny kryzys?

Dla nikogo nie ulega przecież wątpliwości, że tłem tegorocznej pielgrzymki do Izraela będzie fakt zdjęcia przez Papieża ekskomuniki z tradycjonalistycznego biskupa Richarda Williamsona, który dał się poznać jako autor negacjonistycznych wypowiedzi na temat Holokaustu. Sprawa ta była przecież na tyle poważna, że jeszcze kilka miesięcy temu Izrael zagroził zerwaniem stosunków dyplomatycznych ze Stolicą Apostolską.

Takich rzekomych antyżydowskich kamyczków, jakże ochoczo wrzucanych do benedyktowego ogródka, jest zresztą więcej. Ot,  choćby tekst modlitwy wielkopiątkowej za Żydów czy też kontrowersje związane z planowaną beatyfikacją papieża Piusa XII.

I właśnie konflikt wokół osoby tego ostatniego powoduje, że w czasie wizyty  w Izraelu Benedykt XVI nie odwiedzi części muzealnej Instytutu Pamięci Męczenników i Bohaterów Holocaustu Yad Vashem w Jerozolimie. Tamtejsza ekspozycja przedstawia bowiem Piusa XII jako biernego świadka hitlerowskiej eksterminacji Żydów, co od lat wywołuje zdecydowane protesty Stolicy Apostolskiej. Wizyta Benedykta XVI w Yad Vashem ograniczy się więc z konieczności - podobnie jak miało to miejsce w przypadku Jana Pawła II - jedynie do tzw. krypty pamiątek.

 

Czas jastrzębi

Do jakiego Izraela jedzie Benedykt XVI? Odpowiedź na to pytanie nie jest specjalnie odkrywcza, bo brzmi: niespokojnego, jak zawsze. Jednak dzisiejsza sytuacja na Bliskim Wschodzie wydaje się o wiele bardziej skomplikowana niż podczas wizyty Jan Pawła II w 2000 roku. Wtedy na ustach Żydów, Arabów i miejscowych chrześcijan gościło jeszcze słowo pokój. Dziś został po nim tylko gorzki posmak zawiedzionych nadziei.

Izrael Anno Domini 2009 jest krajem na krawędzi albo już w trakcie wojny domowej. Chociaż może raczej trafniej byłoby powiedzieć, że ta wojna trwa właściwie nieprzerwanie od początku istnienia izraelskiego państwa, przechodząc jedynie od czasu do czasu w fazy mniejszego lub większego jej uśpienia.

Dziś szansa na pokój wydaje się znikoma, przede wszystkim dlatego, że zbyt  świeża jest pamięć o niedawnej izraelskiej ofensywie w Strefie Gazy. Nie bez kozery Mordechaj Lewy, ambasador Izraela przy Stolicy Apostolskiej, stwierdził, że „gdybyśmy zdecydowali się czekać na trwały pokój na Bliskim Wschodzie, moglibyśmy jeszcze bardzo długo czekać na papieża”.

Sytuację dodatkowo komplikuje polityczny krajobraz Izraela po tegorocznych wyborach parlamentarnych. Po długich, trwających kilka tygodni negocjacjach udało się w końcu zawiązać dość  egzotyczną koalicję rządową, na czele której stanął przywódca prawicowego Likudu, Benjamin Netanjahu. Nowy-stary premier uznawany jest za „jastrzębia” izraelskiej polityki, czego najlepszym dowodem jest fakt, że opowiada się on przeciwko utworzeniu niepodległego palestyńskiego państwa (gwoli przypomnienia: Stolica Apostolska jednoznacznie popiera ideę wolnej Palestyny).

 Oprócz Likudu w koalicji znalazł się także ultranacjonalistyczny Nasz Dom Izrael, kierowany przez kontrowersyjnego, słynącego przede wszystkim z antyarabskiej retoryki,  Awigdora Liebermana, centrowo-lewicowa Partia Pracy oraz religijna partia Szas. Koktajl to zaiste wybuchowy: prawicowo – nacjonalistyczno – religijno - lewicowa mieszanka, po której można spodziewać się wszystkiego. Z wyjątkiem pokoju…

I niech nikogo nie zmylą pojednawcze słowa Netanjahu, który w swoim exposé obiecał, że jego gabinet wznowi negocjacje z Palestyńczykami „w celu zawarcia pokoju”. Tego rodzaju zapewnienia nic go tak naprawdę nie kosztują. Bo nawet jeśli dojdzie do jakichś pokojowych rozmów z Palestyńczykami, będzie to raczej tylko pic na wodę i gra pozorów.

Różnica zdań na temat kształtu przyszłego państwa palestyńskiego jest dziś bowiem tak znacząca, że kompromis wydaje się równie nierealny jak słodka woda w Morzu Martwym. Poza tym nie istnieje żadne jednolite stanowisko negocjacyjne strony palestyńskiej - czego innego chce radykalny Hamas, a czego innego Fatah prezydenta Autonomii Palestyńskiej Mahmuda Abbasa. A w takiej sytuacji nie ma gwarancji, że jakikolwiek wynegocjowany kompromis będzie trwały. Analitycy zajmujący się Bliskim Wschodem przestrzegają zaś, że ten negocjacyjny impas może trwać całe lata.

I dlatego właśnie podróż papieża do Ziemi Świętej jest – jak ujął to rzecznik prasowy Stolicy Apostolskiej ks. Federico Lombardi - „niecierpiąca zwłoki”. Zdaniem jezuity, Benedykt XVI jedzie tam po to, „ażeby modlić się w kluczowych punktach konfrontacji między nienawiścią i miłością: tam, gdzie pojednanie wydaje się po ludzku niemożliwe. Ażeby przypomnieć, że z imienia i powołania Jerozolima ma być „miastem pokoju”, spotkania narodów w imię Boga zbawienia, pokoju i miłości dla wszystkich”.

 

Jak linoskoczek

Znamienne, że niemal tych samych słów co ks. Lombardi użył sam Benedykt XVI, mówiąc dwa miesiące temu: „Odbędę pielgrzymkę do Ziemi Świętej; odwiedzając miejsca uświęcone ziemskim życiem Jezusa będę prosił Pana o błogosławiony dar jedności i pokoju dla Bliskiego Wschodu i dla całej ludzkości”.

Na owo duchowe znaczenie papieskiej wizyty w Izraelu zwracał również uwagę, znający doskonale miejscowe realia, bp Antonio Franco, dodając jednak, że przy obecnych uwarunkowaniach modlitwa o pokój będzie miała także swoje wcale niemałe znaczenie polityczne. Nuncjusz apostolski w Izraelu przypomniał też, że Papież przybędzie do Ziemi Świętej jako pasterz Kościoła, a nie jako głowa Państwa Watykańskiego. A to oznacza, że Benedykt XVI będzie chciał wykorzystać maksymalnie swój pobyt w Izraelu do umocnienia miejscowych chrześcijan. Ci zaś – w zdecydowanej większości Arabowie - są dziś obywatelami drugiej kategorii, doznającymi krzywd zarówno ze strony Palestyńczyków, jak i Żydów.  – Wizyta papieża w Betlejem ściągnie uwagę świata na sytuację chrześcijan, która od dawna jest zapomniana i nie piszą o niej media – nie pozostawił złudzeń co do papieskich zamiarów kard. Walter Kasper, przewodniczący Papieskiej Rady Popierania Jedności Chrześcijan.

Jednak najważniejszymi punktami wizyty Benedykta XVI w Izraelu i niejako jej ukoronowaniem będą trzy uroczyste Msze św.: przy Bazylice Konania w Jerozolimie, na Placu Żłóbka w Betlejem oraz na wzgórzu zwanym Urwiskiem w Nazarecie.

Sporo miejsca w czasie papieskiej pielgrzymki do Izraela  zajmie z pewnością także próba pogłębienie dialogu z muzułmanami, a nade wszystko z wyznawcami judaizmu.  – Chodzi o znalezienie równowagi między spotkaniami z żydami w Izraelu a spotkaniem z chrześcijanami, którzy w większości zamieszkują tereny palestyńskie – stwierdził kard. Kasper, zaznaczając, że „jest to trudne zadanie i tym samym wizyta ta jest tym bardziej konieczna”.

Wielkie problemy stwarza już sam termin papieskiej wizyty: 14 maja Izraelczycy obchodzą święto narodowe związane z rocznicą utworzenia Państwa Izrael, ale w tym samym dniu Palestyńczycy czczą swój Dzień Żałoby - Nagbę, dzień pamięci o exodusie ludności palestyńskiej, będącym rezultatem izraelskiej wojny niepodległościowej w 1948 r.

Benedyktowi XVI potrzebne więc będą - zarówno tego dnia, jak i podczas całej wizyty w Izraelu  - zręczność i wyczucie godne cyrkowego linoskoczka. „Niechrześcijańska” część programu papieskiej podróży do Ziemi Świętej zdaje się jednak świadczyć o tym, ze Papież doskonale wie, co robi. Poszczególne jej punkty są dobrane i ułożone z wyczuciem, taktem oraz zachowaniem odpowiednich proporcji. Benedykt XVI odwiedzi więc memoriał Holokaustu w instytucie Yad Vashem, Ścianę Płaczu, a także meczet Al-Aksa na jerozolimskim Wzgórzu Świątynnym. Ponadto złoży prawdopodobnie wizytę w obozie dla uchodźców Al- Ayda, na przedmieściach Betlejem, co ma być wyrazem jego solidarności z narodem palestyńskim.

Szkoda tylko, że nie dojdzie do pobytu Benedykta XVI w Strefie Gazy, mimo że Papież bardzo tego pragnął. Tym sposobem stracono bowiem szansę na niezwykle potrzebny, bezprecedensowy i bardzo wyrazisty gest dyplomatyczny. W całym Izraelu nie znalazł się jednak nikt, kto byłby w stanie zagwarantować Papieżowi bezpieczeństwa w czasie jego wizyty w Gazie…

 

 

 


 

Program wizyty Papieża w Ziemi Świętej

 

Poniedziałek, 11 maja 2009: Przybycie i oficjalne powitanie

- Przylot do Międzynarodowego Portu Lotniczego im. Ben Guriona (z Jordanii), oficjalna ceremonia powitania przez prezydenta Szymona Peresa

- Oficjalna ceremonia powitalna i spotkanie z prezydentem Szymonem Peresem

- Wizyta w Yad Vashem, Instytucie Pamięci Męczenników i Bohaterów Holocaustu


Wtorek, 12 maja 2009: Jerozolima i Msza w Dolinie Cedronu

- Wizyta na Wzgórzu Świątynnym i spotkanie z Wielkim Muftim

- Wizyta przy Ścianie Płaczu w towarzystwie Naczelnych Rabinów

- Wizyta u Naczelnych Rabinów Izraela w synagodze Heichal Shlomo

- Wizyta na Górze Syjon i w Wieczerniku (miejscu Ostatniej Wieczerzy) oraz odprawienie Eucharystii

- Wizyta w kościele Getsemani, a po południu uroczysta Msza św. w Dolinie Cedronu


Środa, 13 maja 2009: Wizyta w Betlejem

- Celebrowanie Mszy św. na Placu Żłóbka


Czwartek, 14 maja 2009: Wizyta w Nazarecie

- Poranna Msza powszechna na Górze Strąceń

- Wizyta w Bazylice Zwiastowania


Piątek, 15 maja 2009

- Wizyta w Bazylice Grobu Pańskiego na Starym Mieście w Jerozolimie

- Oficjalne pożegnanie i ceremonia w Międzynarodowym Porcie Lotniczym im. Ben Guriona, przemówienia prezydenta Szymona Peresa i Papieża Benedykta XVI

 

 

 



 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki