Logo Przewdonik Katolicki

Czytaj, kiedy tylko możesz

Weronika Stachura
Fot.

Jej lektura jest jedną z najlepszych form spędzania wolnego czasu, bawi, wzrusza, wprowadza w doskonały nastrój, a jednocześnie będąc doskonałym nośnikiem najważniejszych w życiu wartości i tradycji, również wychowuje książka.

 

Jej lektura jest jedną z najlepszych form spędzania wolnego czasu, bawi, wzrusza, wprowadza w doskonały nastrój, a jednocześnie będąc doskonałym nośnikiem najważniejszych w życiu wartości i tradycji, również wychowuje – książka.

 

Cervantes i czerwona róża

Jak wynika z nienapawających optymizmem sondaży przeprowadzanych w ciągu ostatnich miesięcy, coraz częściej jest usuwana w cień. Można nawet rzec, że nie jest już trendy, że szkoda nam czasu na czytanie. Zbliżający się jednak kolejny już Światowy Dzień Książki, obchodzony 23 kwietnia, napawa nadzieją na zmianę opłakanej sytuacji, w jakiej znajduje się  polskie czytelnictwo. Warto zatem przypomnieć na początku, że pomysł na uczczenie książki narodził się już w 1926 roku w Walencji. Jego autorem był wydawca – Vicente Clavel Andrés, który z racji swego pochodzenia chciał połączyć święto z bodaj najsławniejszym hiszpańskim pisarza – Miguelem de Cervantesem. Wybór padł właśnie na 23 kwietnia, zgodnie z kalendarzem gregoriańskim, dzień śmierci zarówno autora Don Kichota, Inki Garcilasa de la Vegi – kolejnej dumy hiszpańskiej literatury, jak i według kalendarza juliańskiego – Williama Szekspira. Oprócz rocznicy śmierci tych znamienitych dla literatury postaci, 23 kwietnia jest również narodowym świętem Katalonii, bowiem przypada wtedy wspomnienie jej patrona – św. Jerzego – pogromcy smoka, z którego krwi, zgodnie z tradycją, miały wyrastać róże. Z czasem kwiaty te stały się formą podarunku dla katalońskich kobiet, a te, nie chcąc być dłużne, w zamian obdarowywały swoich darczyńców książkami. Dziś zwyczaj ten przekroczył już granice Hiszpanii. Decyzją UNESCO od 1995 roku 23 kwietnia jest Światowym Dniem Książki i Praw Autorskich.

 

Przygnębiające statystyki

Nie ulega wątpliwości, że mamy obecnie do czynienia z prawdziwym kryzysem lektury, o którym donoszą przygnębiające statystyki, ukazujące prawdę o kontaktach Polaków z książką. Zgodnie z nimi aż 63 proc. rodaków nie miało z nią styczności w ostatnim czasie. Przy okazji badań tego typu zazwyczaj wymienia się już praktycznie jednym tchem przyczyny tego stanu rzeczy: tempo życia i związany z nim permanentny wręcz brak czasu. Wspomina się również o takich formach rozrywki jak telewizja czy Internet. Ten ostatni zwykle winny jest wszelkim negatywnym, w mniemaniu wielu, przemianom społeczno-kulturowym zachodzącym we współczesnym społeczeństwie. Warto jednak potrudzić się i spróbować spojrzeć na Internet z innej perspektywy i dostrzec w nim pozytywne aspekty. Wszystko bowiem wskazuje na to, że stał się on już nieodłącznym elementem naszej rzeczywistości.

 

Technologia na ratunek czytelnictwu?

Zdają sobie z tego sprawę również literaturoznawcy, czego dowodem jest pojęcie liternetu, którym to po raz pierwszy posłużył się Jerzy Ablewicz podczas sesji naukowej odbywającej się na Uniwersytecie Jagiellońskim w kwietniu 2002 roku. Termin pochodzący od słów: literatura i Internet obejmuje rozliczne zjawiska literackie występujące w Sieci, do których należy m.in.: literatura i życie literackie w Sieci, autorskie strony pisarzy, e-booki – elektroniczne książki, archiwizację literatury oraz hipertekst w literaturze. Co istotne, jak podkreślają badacze, hiperksiążka nie jest tożsama z e-książką, która jest wyłącznie elektroniczną wersją drukowanej publikacji, bowiem posiada cechy właściwe hipertekstowi, wśród nich przede wszystkim przestrzenność. Dzięki odczytywaniu hipertekstu w Sieci odbiorca doświadcza przekazu odmiennego od tradycyjnej formy drukowanej, gdyż pozbawionej a priori uporządkowania. Dzięki temu zabiegowi uwaga koncentruje się na przeżywaniu „związanego z masą bodźców, których nie jesteśmy w stanie zintegrować, przeżywania, które staje się nieustannym szokiem, zdziwieniem. Tego właśnie musi dostarczać nam artysta – szoku, który wyrwie nas z doświadczenia”, jak skomentuje to Marcin Sieńko, autor m.in. książki pt. „Człowiek w pajęczynie. Internet jako zjawisko kulturowe”. Z dorobku polskiej literatury hipertekstowej warto wymienić: „Blok” Sławomira Shutego czy „Koniec świata według Emeryka” Radosława Nowakowskiego. W tej ostatniej powieści, co ciekawe, nie odnajdziemy ilustrujących tekst rysunków czy fotografii. Na szatę graficzną składa się bowiem zasługujące na uwagę animacje, do których niezbędne jest wykorzystanie techniki komputerowej. Oprócz tego pozwalają one na przesuwanie na monitorze najmniejszych części hipertekstu - leksji, które zgodnie z zamiarem autora mają ukazywać się fragment po fragmencie. Co ciekawe, w odróżnieniu od innych hiperpowieści, hiperłącza nie mają tu na celu rozbicia wątku fabularnego. Przeciwnie, służą wzmocnieniu więzi między poszczególnymi częściami tekstu, osiągając znany w tradycyjnie publikowanych powieściach efekt nagłej zmiany narracji.

 

 

Nowości

Możemy się spodziewać, że i tegoroczny Światowy Dzień Książki będzie okazją do debaty o stanie polskiego czytelnictwa. Zamiast jednak ponownie sporządzać listę powodów, dla których coraz rzadziej sięgamy po jakąkolwiek lekturę, warto zwrócić się ku, z pewnością dla wielu, nowym propozycjom realizacji literatury, a takimi niewątpliwie są powieści hipertekstowe. Inteligentnemu społeczeństwu, a za takie przynajmniej chcielibyśmy uchodzić, nie trzeba chyba przypominać o rozlicznych zaletach, jakie niesie ze sobą lektura, warto więc po prostu skorzystać z rady Mikołaja Reja: „a to miej na pilnej pieczy, abyś czytał, kiedy tylko możesz”.

 


 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki