Kopiuj - wklej

Choć dla wielu przełom stycznia ilutego to czas zimowego wypoczynku, oderwania się od codziennych zajęć, szusowania nie tylko po polskich, ale ieuropejskich stokach, to dla znacznej grupy, jaką stanowią studenci, to jeden znajmniej przyjemnych okresów wciągu całego roku akademickiego sesja zimowa.

To swoiste preludiumdo sesji letniej, jednak iona...
Czyta się kilka minut

Choć dla wielu przełom stycznia i lutego to czas zimowego wypoczynku, oderwania się od codziennych zajęć, szusowania nie tylko po polskich, ale i europejskich stokach, to dla znacznej grupy, jaką stanowią studenci, to jeden z najmniej przyjemnych okresów w ciągu całego roku akademickiego – sesja zimowa.

To swoiste preludium do sesji letniej, jednak i ona nierzadko jest źródłem bezsenności czy ścisku żołądka dla wielu żaków. Często warunkiem uzyskania wpisu z zajęć za semestr zimowy jest dostarczenie w wyznaczonym terminie pracy semestralnej. Mimo że ich tematy są podane do wiadomości z wyprzedzeniem czasowym, to można zaryzykować stwierdzenie, że niemalże każdy student stanął kiedyś przed dylematem: skorzystać z „pomocy” czy też nie? Pokusa to niemała, tym bardziej że o nią nietrudno. Praktycznie każdy słup w okolicach wyższych uczelni oklejony jest ogłoszeniami typu: „Prace każdego rodzaju: roczne, licencjackie, magisterskie, szybko, tanio i bez problemu”, nie wspominając o Internecie, który stanowi, wydaje się, bezgraniczne źródło takich propozycji. Warto zastanowić się, dlaczego od kilku lat stają się one tak popularne wśród polskich studentów.

Zrób to sam – to za trudne

Z pewnością ze zjawiskiem plagiatu nie muszą mierzyć się wyłącznie uczelnie XXI wieku. I dziś możemy usłyszeć o licznych pracach np. magisterskich sprzed kilkudziesięciu lat, pisanych niesamodzielnie, lecz nie ulega wątpliwości, iż w ostatnim czasie mamy do czynienia z nasileniem się tego zjawiska. Co sprawia, że coraz więcej studentów, mówiąc kolokwialnie, „idzie na łatwiznę” i decyduje się na kradzież czyjegoś tekstu? Pierwszym nasuwającym się powodem jest zwykłe lenistwo. Pokolenie wychowane na kulturze obrazu, a nie pisma, niecierpliwe, nieumiejące nic stworzyć, a jedynie odtworzyć – to tylko nieliczne epitety, którymi zwykło się określać współczesnego żaka. Łatwiej jest przecież parokrotnie kliknąć w klawiaturę, aniżeli spędzać godziny w czytelni czy bibliotece. Niewątpliwie nie brakuje osób myślących właśnie w taki sposób. Jednak czy za tym nie kryje się coś więcej? W Europie tylko w przeciągu pięciu lat liczba studentów wzrosła aż o trzydzieści procent. Tym samym rywalizacja o stopnie czy liczne stypendia wzrasta. Studentom coraz częściej zależy na uzyskaniu wysokiej średniej, która często w połączeniu ze zdobytym doświadczeniem stanowi atut przy staraniu się o dobrą pracę. Kolejny argument ze społecznej aprobaty oszukiwania podczas egzaminów czy dokonania plagiatu prac. Po prostu takie zachowanie jest akceptowane, a nawet podziwiane. Przecież nawet ci, „z pierwszych stron gazet”, tak postępują – głośna sprawa gwiazdy amerykańskiej telewizji Marthy Stewart. Badanie przeprowadzone pośród dwudziestu pięciu tysięcy uczniów amerykańskich szkół ponadpodstawowych wykazało, że ponad połowa z nich uważa, że do osiągnięcia sukcesu można posłużyć się kłamstwem czy oszustwem.

Skazuję cię na…

Co zatem grozi studentowi, który oddał niesamodzielną pracę? W Chinach czy Korei grozi za to kara nawet do siedmiu lat więzienia. W Polsce jeszcze nie wprowadzono tak restrykcyjnych przepisów, jednak w obliczu fali plagiatów w ostatnich latach polskie uczelnie starają się nie pozostawać biernymi. Na niektórych z nich wprowadzono już specjalne antyplagiatowe programy. Choć przyniosły one pożądane skutki, można było usłyszeć o odebraniu tytułu magistra tylko na jednej z uczelni, to coraz częściej nie są one już wystarczająco zaawansowane; poza tym nie mogą stanowić jedynego źródła weryfikacji danej pracy. Często też jedyną karą jest po prostu jej niezaliczenie. 

Oczywiste jest, że w przypadku udowodnienia plagiatu odpowiedzialność ponosi student. Ale czy jest on jedynym winowajcą? Osobną kwestię stanowią przecież agencje trudniące się pisaniem gotowych prac, a zwłaszcza osoby bezpośrednio je piszące. Czy i one nie powinny poczuwać się do winy? Czy taka praca, często będąca dobrze płatną, zagłusza wyrzuty sumienia? I najważniejsze: czy nawet drobne oszustwa, ściąganie, nie spotykało się ze zdecydowanym sprzeciwem opinii publicznej, społecznym ostracyzmem, a nie z powszechnym stwierdzeniem: „przecież wszyscy tak robią”?

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 5/2008