Wszystko już było?
Wrogowie religii w szkole są niespożyci w swoich pomysłach. Chociaż żaden z czarnych scenariuszy nie spełnił się, a wszystkie podejmowane działania okazywały się nieskuteczne oni nie ustają. Współczesna lewica, aby nie zniechęcać do siebie społeczeństwa, często ukrywa swe prawdziwe zamiary pod osłoną haseł, które...
Wszystko już było?
Wrogowie religii w szkole są niespożyci w swoich pomysłach. Chociaż żaden z czarnych scenariuszy nie spełnił się, a wszystkie podejmowane działania okazywały się nieskuteczne – oni nie ustają. Współczesna lewica, aby nie zniechęcać do siebie społeczeństwa, często ukrywa swe prawdziwe zamiary pod osłoną haseł, które same w sobie są dobre i pociągające. Oto ostatnio zapałała wielką troską o jakość katechezy i dobro katechizowanych. W imię tej troski prominentny działacz lewicy nawołuje więc do usunięcia religii ze szkół i przeniesienie jej do salek katechetycznych. Na internetowym portalu dzielnie wspiera go partyjna koleżanka Magdalena Środa. Jakże piękna i wzruszająg p yj g ca ta troska! Trudno jednak uwierzyć w szczerość zamiarów, kiedy w pamięci mamy liczne przejawy wrogości lewicy wobec religii. Całkiem niedawno w mediach pojawiła się informacja, że dwaj prominentni politycy SLD pojechali do Hiszpanii, by poznać strategię walki z Kościołem w tym kraju. Guru europejskich antyklerykałów José Luis Zapatero miał ich instruować, jak zwalczać Kościół i ograniczać jego rolę w życiu publicznym. W tym kontekście ta „wzruszająca” troska lewicy o lekcje religii jakoś dziwnie przypomina bajkę Ignacego Krasickiego opowiadającą o starej, zniedołężniałej czapli. Miała ona trudności z łowieniem ryb. Wpadła więc na pomysł, by ryby same wskakiwały jej do dzioba. Rozpuściła pogłoskę, że rybacy zamierzają osuszyć staw i pozbierać je z dna. Naiwne ryby same wtedy poprosiły przebiegłą czaplę o przeniesienie do drugiego stawu. Oczywiście ryby nigdy nie dotarły na miejsce. Zakończyły żywot w jej żołądku. Jan Onufry Zagłoba miał zwyczaj wypowiadać w podobnych sytuacjach obłudy znamienitą sentencję: „Diabeł się w ornat ubrał i ogonem na Mszę dzwoni”. Chyba nic lepiej nie pasuje do tych publicznych wypowiedzi polityków, „zatroskanych” o jakość katechezy.
Banały i ogólniki
Można by nad nowymi rewelacyjnymi pomysłami lewicy przejść do porządku dziennego, jak nad wielu poprzednimi, gdyby nie szereg przekłamań. Widać je dobitnie chociażby w wypowiedzi pani Środy. j Najpierw trzeba powiedzieć, że religia wróciła do szkół, a nie została wprowadzona. Dalej – katecheci kończą studia magisterskie z teologii z przygotowaniem pedagogicznym, nie można więc mówić o nieprzygotowanych merytorycznie nauczycielach katechezy. Katecheci nie otrzymają misji kanonicznej do uczenia religii bez kwalifikacji i podlegają normalnym obowiązkom szkolnym, jak wszyscy nauczyciele. Mają hospitacje dyrekcji, wizytatora katechetycznego i kuratoryjnego. Od lat jest zatwierdzona podstawa programowa i system oceniania. Poza ogólnikami i banałami pani Środa nie potrafi podać żadnych g sensownych argumentów za wycofaniem religii ze szkół. Jej rozumowanie może być zadowalające tylko dla tych, którzy sami nie potrafią myśleć lub myślą podobnie jak ona.
W tym szaleństwie jest metoda
Propozycjom lewicy spieszą w sukurs media – zawsze stojące po jedynie słusznej stronie. Doniesienia medialne układają się w pewien cykl. Najpierw ogłaszają, że księża nie chcą uczyć religii w szkole, później, że religii w szkole nie chcą dzieci, a na końcu, że nie chcą jej także rodzice. Oczywiście, medialne doniesienia poparto wynikami badań przeprowadzonych na zlecenie gazety na „reprezen- tatywnej” grupie obywateli. Wydawać by się mogło, że wniosek jest oczywisty: skoro nie chcą uczyć religii w szkole księża, nie chcą jej i dzieci, i rodzice, to nie pozostaje nic innego, jak wyrzucić religię ze szkół. Pozornie wygląda to logicznie. Pozornie, bo trudno mieć zaufanie do sondaży przeprowadzanych „na zlecenie”. Oto chociażby według sondażu przeprowadzonego na zlecenie dziennika „Polska”, tylko połowa rodziców chce, aby nauczanie religii odbywało się w szkole. Tymczasem w nieco wcześniejszym sondażu „Gazeta Wyborcza”, którą trudno posądzać o entuzjazm dla religii w szkole, ogłasza, że chce jej 65 proc. rodziców. Skąd tak duża rozbieżność? Czy to rodzice zmieniają zdanie co dwa tygodnie, czy może ktoś kłamie?
Komu przeszkadza religia w szkole?
Niewątpliwie nie chce jej lewica. Przedstawiciele tych środowisk starają się narzucić styl wychowania umożliwiający ukształtowanie człowieka, którym łatwo będzie można rządzić, który pozbawiony jest wsparcia rodziny i wspólnoty religijnej i z konieczności zdany na „łaskawość” i „pomoc” ze strony polityków. Niewątpliwie nie popierają religii w szkole ludzie niewierzący czy obojętni religijnie. Zdaję sobie sprawę, że również spora część młodzieży nie jest entuzjastą tej formy nauczania. Wątpię jednak, czy ci uczniowie, którzy nie wyrażają entuzjazmu z uczestniczenia w nauczaniu religii w szkole, chętnie by przychodzili do salki katechetycznej. Pewnie także o to chodzi lewicy... Wysiłki lewicy poparli tzw. postępowi katolicy. Znamienne, że w „Tygodniku Powszechnym”, deklarującym w podtytule katolickość pisma, pojawia się artykuł pod znamiennym tytułem: „Ciało obce”, co już na wstępie sugeruje czytelnikom myśl, że lekcje religii są takim właśnie niepożądanym elementem wśród szkolnych przedmiotów. Nasze społeczeństwo jest w zdecydowanej większości katolickie i to trzeba uszanować, chyba że wracamy do czasów komunizmu, kiedy chciano zepchnąć Kościół do tzw. kruchty i zamknąć usta duchownym.
Co w zamian?
Wyrzucenie religii ze szkoły oznaczałoby jej powrót do salek katechetycznych. Niektórzy wspominają to z sentymentem. Zwłaszcza ci, którzy katechezę traktowali dość „rozrywkowo”, jak świadczy o tym pewna wypowiedź na internetowym forum: „Religia wyglądała tak, że się śpiewało piosenki, ksiądz grał na gitarze, jakieś tam ogólne rozmowy o życiu były, dobrą ocenę się dostawało za przychodzenie i przyzwoite zachowanie, uczestniczenie we Mszy Świętej. Ogólnie był to przed- , miot niewymagający zupełnie wysiłku intelektualnego i opanowywania materiału na poziomie porównywalnym choćby do innych przedmiotów. Można było spotkać się ze znajomymi, powygłupiać, później wrócić do domu. Słowem, było fajnie”. Można pytać, co zostało po takiej katechezie, poza miłymi wspomnieniami… Ale jest też druga strona medalu. Wielu ludzi nie wie lub nie pamięta, ile to dzieci i młodzieży w tamtych czasach wcale nie docierało do salek katechetycznych. Dla wielu salki były umiejscowione zbyt daleko od szkoły, często kilka kilometrów, a zajęcia odbywały się najczęściej w godzinach popołudniowych, w porze, gdy młodzież oczekiwała już na autobus do domu. Ponadto były trudne warunki lokalowe, zwłaszcza w odległych od kościoła punktach. Małe dzieci rodzice musieli odprowadzać na katechezę popołudniami. Naiwnością byłoby sądzić, że powrót religii do salek będzie remedium na wszystkie bolączki katechezy, tak samo, jak złudne były oczekiwania, że jej powrót do szkół naprawi wieloletnie zaniedbania w oświacie.
Czas na refleksję
To prawda, że religia w szkole nie jest w najlepszej formie. Składa się na to wiele przyczyn. Zawinili ludzie Kościoła, którzy nie potrafili od początku zadbać o jasny status katechezy i katechety. Zaowocowało to tym, że w wielu szkołach religia traktowana jest ciągle po macoszemu: brak wyznaczonej sali, pomocy katechetycznych, nierzadko nieprzyjazne nastawienie dyrekcji. Jeżeli dodać do tego tworzenie przeświadczenia, że jest ona przedmiotem „drugiej kategorii” – to wszystko pozostawia zły ślad. Winą odpowiedzialnych za katechezę jest też to, że pozwalali, aby katecheza dryfowała od katechezy do religioznawstwa. Nie bez winy są katecheci: świeccy i duchowni, którzy zbyt często są tylko nauczycielami religii, a własną nieudolność zrzucają na niepokorną młodzież. Nie bez winy jest też młodzież, która przychodzi z coraz bardziej zlaicyzowanych środowisk rodzinnych i na katechezie potrafi przyjmować tylko postawę roszczeniową.Warto przemyśleć jeszcze wiele spraw i z pokorą przyznać, że wina jest po wielu stronach. Potrzeba dziś uczciwej dyskusji nad katechezą w szkole. Tylko czy do tego uprawnione są środowiska, które ze swojego założenia i praktyki są wrogo nastawione do Kościoła? Jak słusznie zauważył niedawno redaktor naczelny „Przewodnika Katolickiego”, dyskusje podejmowane przez lewicowe środowiska „zamiast budować i prowadzić do twórczych wniosków, zazwyczaj są tylko sianiem fermentu, który niczemu nie służy”. Jest dużo ważniejszych spraw w szkole, którymi należałoby się zająć!
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













