Logo Przewdonik Katolicki

Kardynał opowiada o Człowieku

ks. Dariusz Madejczyk
Fot.

Z producentem filmu Świadectwo Przemysławem Häuserem rozmawia ks. Dariusz Madejczyk Skąd wziął się pomysł na film, który pokazuje biografię Papieża poprzez świadectwo kardynała Dziwisza? Jaka była reakcja Kardynała na taką propozycję? - Pomysł filmu pojawił się jeszcze przed premierą książki Świadectwo. Czytałem tę...

Z producentem filmu „Świadectwo” Przemysławem Häuserem rozmawia ks. Dariusz Madejczyk

 

Skąd wziął się pomysł na film, który pokazuje biografię Papieża poprzez świadectwo kardynała Dziwisza? Jaka była reakcja Kardynała na taką propozycję?

 

- Pomysł filmu pojawił się jeszcze przed premierą książki „Świadectwo”. Czytałem tę książkę zanim została wydana, prosiłem też przyjaciół, żeby ją przeczytali i podzielili się swoimi uwagami. Wszyscy mówili, że to rewelacyjna pozycja, bo osoba kardynała Dziwisza jest absolutnie bezcenna jeśli chodzi o świadectwo o życiu Papieża.

 

Po śmierci Jana Pawła II wiele osób zwróciło się do księdza kardynała z prośbą o wydanie książki czy nakręcenie filmu. Na wszystko jednak musi przyjść czas. To, że książka „Świadectwo” ukazała się w ubiegłym roku, jest w dużej mierze zasługą Gian Franco Svidercoschiego, który cieszył się dużym poważaniem u Ojca Świętego i świetnie rozumie się z kardynałem. Po wydaniu książki, która nie mogła przecież liczyć tysiąca stron (a chciałbym, żeby tak było), pojawił się pomysł, by „wydobyć” z księdza kardynała jak najwięcej. Wiadomo było, że nie będzie to proste. Spodziewaliśmy się, że po sukcesie książki kardynał Dziwisz powie: co wy jeszcze chcecie, co miałem do powiedzenia, to powiedziałem. I rzeczywiście dyskusje, przekonywania trwały wiele miesięcy…  

 

W końcu jednak się udało…

 

- Przekonanie człowieka, który zawsze żył w cieniu, by nie tylko wyszedł z cienia, lecz jeszcze stanął w świetle jupiterów, było zadaniem karkołomnym. Mieliśmy jednak szczęście. Po pierwszych minutach rozmowy na planie okazało się, że ksiądz kardynał jest stworzony do tego, aby w tym filmie wystąpić.

 

Nie ukrywam, że miałem ogromną satysfakcję. Ten film był od początku moim pomysłem i, jak to się mówi, siedział we mnie od wielu lat. Myślałem o nim jeszcze wtedy, gdy Ojciec Święty żył, ale wówczas nie można go było zrealizować. Takie są zasady w Watykanie, że sekretarz urzędującego Ojca Świętego nie udziela się medialnie, to nie jego zadanie. Wiedziałem jednak, że wcześniej czy później ten film zrobię. To, że udało się go zrealizować teraz, gdy pamięć o Janie Pawle II jest jeszcze bardzo świeża, uważam za wielki sukces.  

 

Czy był taki moment podczas realizacji filmu, który utkwił Panu szczególnie w pamięci?

 

- Urządziłem bardzo osobistą sesję z księdzem kardynałem bez kamery. To było bardzo cenne przeżycie, nikomu o tym jeszcze nie mówiłem… Była to sesja nagraniowa bez udziału reżysera, bez scenarzysty, był tylko kardynał Dziwisz, ks. Paweł Ptasznik i ja. W trakcie tej sesji zadawałem pytania, które we mnie zawsze tkwiły, pytania bardzo osobiste.

 

Pierwsze brzmiało mniej więcej tak: Księże Kardynale, co czuje człowiek, na ręce którego osuwa się postrzelony Papież? Przyznam szczerze, że byłem przekonany, że kardynał nie odpowie na to pytanie, bo dotyka ono bardzo trudnych momentów pontyfikatu i jest bardzo osobiste. Tymczasem odpowiedział i ta odpowiedź znajduje się w filmie – teraz jej nie przytoczę.

 

Pytałem też np. jak wyglądał pierwszy dzień pontyfikatu, jak się zostaje sekretarzem papieża? To była jedna z najcenniejszych sesji zrobionych dla filmu. Przygotowywałem się do niej i miałem dzięki temu sporą wiedzę, więc mogłem pytać o rzeczy trudne, nie mając jednak pewności, że ksiądz kardynał udzieli mi odpowiedzi. Pytałem wówczas między innymi także o egzorcyzmy, które odprawiał Ojciec Święty.  

 

Właśnie, scena egzorcyzmów była kręcona w Poznaniu…

 

- Tak. Egzorcyzmy zostały nakręcone, a egzorcyści mają pełną wiedzę na ten temat, konsultowaliśmy się z nimi w tej sprawie. To była bardzo ciekawa scena i niezwykle ważna dla nas. Relacja naszego dostojnego rozmówcy była bardzo szczera.

 

Z innych spraw - na pewno szeroko komentowana przez media będzie wypowiedź o drugim zamachu na Papieża w Fatimie w 1982 roku. Zdobyliśmy materiały dokumentalne z tego zamachu i wykorzystaliśmy je w filmie.  

 

Dlaczego obok księdza kardynała pojawia się w filmie drugi narrator, Michael York?

 

- Konstrukcja książki była taka, że Svidercoschi sygnalizował pewne tematy, a kardynał je rozwijał. W filmie narracja Michaela Yorka jest jakby mostem między wypowiedziami kardynała.  

 

A dlaczego właśnie Michael York został obsadzony w tej roli?

 

- To świetny aktor, aktor szekspirowski. Jest ogromnym autorytetem w Hollywood, nie splamił się żadnymi skandalami, zasłynął wyłącznie dzięki swoim rolom i to rolom wielkim. Michael umiędzynarodawia ten film. Jest osobą bardzo czytelną dla Amerykanów i dla Europejczyków.

 

Chcieliśmy też dać filmowi znakomitą oprawę muzyczną. Sięgnęliśmy do dwóch źródeł: do źródła bardzo sprawdzonego, czyli zdobywcy Oscara Vangelisa i do Roberta Jansona, lidera zespołu Varius Manx, który – o czym nie wszyscy wiedzą -komponuje również muzykę symfoniczną i muzykę filmową.  

 

Troska o międzynarodowy odbiór produkcji jest jednym z jej charakterystycznych elementów.

 

- Svidercoschi, jako współscenarzysta, cały czas pilnował, byśmy nie „spolszczyli” Papieża, byśmy pamiętali, że Papież należy do całego świata, a nie tylko do Polski. Myślę więc, że jest duża szansa, żeby ten film odniósł sukces na rynku międzynarodowym. Otrzymujemy już pierwsze reakcje od dystrybutorów i są one entuzjastyczne. To się rzadko zdarza, szczególnie u dystrybutorów amerykańskich, żeby w stosunku do dokumentu wyrażali się w ten sposób.   

 

Ta troska o widza zagranicznego to chyba nie tylko sprawa Svidercoschiego, również Pan często podkreślał ten wymiar filmu.

 

- Pamięć o Janie Pawle II przetrwa w Polsce mimo upływu lat. Odcisnął on takie piętno na ludziach w naszym kraju, jak nikt w historii. Natomiast ten film robiliśmy głównie z myślą o widzach zagranicznych. Pokazujemy w sposób bardzo świadomy Papieża - człowieka. Nie znajdzie się tu informacji na temat encyklik papieskich, nie ma długich traktatów teologicznych, nie ma naukowców wypowiadających się o różnych aspektach tego pontyfikatu. Jest kardynał, który opowiada o człowieku. I tak naprawdę poprzez człowieczeństwo staramy się opowiedzieć historię ostatnich czterdziestu lat: historię świata, Europy i Polski. Dlatego być może wiele elementów w tej produkcji jest zbyt osobistych, ale bez tych osobistych opowieści nie ma możliwości pokazania człowieka.  

 

Historia Papieża jest jednak mocno spleciona z historią Polski. Czy ten obraz powie więc także coś o Polsce?

 

- Przyznam szczerze, że takiej promocji Polski, jaką widzowie na świecie zobaczą w tym filmie, masz kraj nigdy nie miał. Pokazujemy, że Papież wyniósł z Polski wszystko, co najlepsze. On nigdy nie odwracał się od Polski, ale też nie był „polskim Papieżem”. To było niesamowite, że na początku pontyfikatu mówiło się: „Papież z Polski”, ale gdy tylko ludzie zobaczyli, jaki ten Papież jest, zaczęto mówić o nim: „nasz Papież”. Nasz film pokaże w sposób absolutnie delikatny, zręczny i inteligentny ten niezwykły element polskości Papieża.  

 

Na koniec proszę o jeszcze jedną myśl – coś, co Producent uznaje za wielki sukces.


- Podczas realizacji pracowaliśmy w autentycznych wnętrzach. Kiedy na przykład kiedy kręciliśmy sceny z dzieciństwa Karola Wojtyły, robiliśmy to w domu w Wadowicach. Oczywiście musieliśmy wprowadzić tam ekipę scenografów, ponieważ w tej chwili znajduje się tam muzeum. Kiedy kręciliśmy sceny dotyczące powołania i okresu studiów krakowskich, to naturalnie robiliśmy to w Kurii Metropolitarnej. Scenę święceń kapłańskich udzielanych przez kardynała Sapiehę kręciliśmy w tej kaplicy, w której Karol Wojtyła został faktycznie wyświęcony. Tak samo w Watykanie. Kiedy mówiliśmy o konklawe, to Michael York, zresztą jako pierwszy aktor w historii, kręcił z nami sceny w Kaplicy Sykstyńskiej. Kiedy używaliśmy naczyń liturgicznych do zilustrowania Mszy św., to były to oryginalne naczynia liturgiczne biskupa Wojtyły. Dysponowaliśmy oryginalną sutanną papieską, którą nosił Jan Paweł II. To była praca jakby z relikwiami. Z jednej strony było to poruszająca, przemawiające do wyobraźni, z drugiej - ogromnie zobowiązujące.

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki