Logo Przewdonik Katolicki

Jeszcze wiele nam brakuje

Krzysztof Skowroński
Fot.

Trwa bitwa o Lecha Wałęsę. Dyskusja rozpoczęła się falstartem. Jeszcze nie było książki, a już powstały obozy polityczne. Ci sami aktorzy, te same podziały. Znów dzieli gruba kreska. Tak jakby w Polsce nic od 1990 roku się nie wydarzyło. Oczywiście, jest jeden znaczący wyjątek sam bohater, były prezydent Lech Wałęsa. Tak jak kiedyś obóz walki z grubą...

 


Trwa bitwa o Lecha Wałęsę. Dyskusja rozpoczęła się falstartem. Jeszcze nie było książki, a już powstały obozy polityczne. Ci sami aktorzy, te same podziały. Znów dzieli gruba kreska. Tak jakby w Polsce nic od 1990 roku się nie wydarzyło. Oczywiście, jest jeden znaczący wyjątek – sam bohater, były prezydent Lech Wałęsa. Tak jak kiedyś obóz walki z grubą kreską zjednoczył się wokół Lecha, tak teraz Lechu zgromadził wokół siebie obóz przeciwny. Wtedy o symbolu mówili Kaczyńscy, teraz Michnik. Wtedy Michnik obawiał się dyktatora Wałęsy, chciał go zamknąć w archiwum polskiej walki, a Kaczyński uznawał, że tylko Wałęsa może dokończyć solidarnościową rewolucję. Teraz jest inaczej.


Szkoda, że uczestnicy sporu nie potrafią normalnie dyskutować, że w czasie polskich dyskusji rozum śpi, że złość i niechęć osobista są ważniejsze od faktów. System demokratyczny jest systemem wolności, wolności słowa, badań naukowych, każdy może napisać i powiedzieć co chce, a jeśli mówi nieprawdę, jest sąd, który może to rozstrzygnąć. Jeśli sprawa Lecha Wałęsy znajdzie się w sądzie, to sąd nie rozstrzygnie sporu historycznego, tylko odpowie na pytanie, czy historycy rzetelnie badali dokumenty, czy też w złej wierze nadinterpretowali fakty.


W wywiadzie udzielonym Trójce poseł do euro parlamentu, były opozycjonista Bogusław Sonik, komentując sprawę „Bolka”, przypomniał los św. Pawła. Tak naprawdę, gdyby Wałęsa miał w swoim życiu epizod współpracy z SB, całością swojego życia już dawno zatarł ślady z początku lat 70. Ale problem nie w tym, co działo się w latach 70., ale w tym, co działo się w latach 90. Ukradzione dokumenty, dymisje szefów UOP, zaginione mikrofilmy. Widać w tych aktach nieuzasadniony strach. Strach, który nakazał złamanie zasad demokratycznego państwa.


Ale i to zachowanie mogłoby być usprawiedliwione. W Polsce były radzieckie wojska i jeszcze wiele złego mogło się zdarzyć. Wałęsa mógł uznać, że demokracja nie jest na tyle dojrzała, by wdać się w dyskusje na temat własnej przeszłości. Ale teraz w tej dyskusji jako wolni ludzie, bez nienawiści, powinniśmy odnosić się do faktów. Przeczytać książkę, przeczytać dokumenty i zobaczyć, jak złożony jest los człowieka, z którego historia zrobiła uniwersalny ogólnoświatowy symbol. Nieracjonalność dyskusji, wekslowanie jej na tory boczne, zadawanie pytań o to, czy IPN miał prawo wydawać książkę, czy ci historycy mieli prawo ją napisać, czy powinni ją napisać inni, jest absurdalne. Książka poza wszystkim obnaża słabość polskich mediów z początku lat 90. Wiadomości o niszczeniu akt przedostawały się do prasy, ale nie pamiętam wielkich dyskusji na ten temat. Zgodzono się przez aklamację, że nie warto tego badać i o tym pisać. To pokazuje, jak niedojrzałą była demokracja w Polsce kilkanaście lat temu. Na szczęście i to jest pozytywne, teraz jest inaczej. Dyskusja o książce nie jest jedyną, która w ostatnim czasie przelała się przez polskie media. Druga dotyczyła czternastoletniej Agaty. W tej dyskusji podobnie ideologia przesłania prawdę. Zadziwiający jest poszerzający się zbiór ludzi, którzy nie uznają najprostszych faktów, związków przyczynowo-skutkowych, którzy wierzą w coś, co prawdą nie jest, i głoszą ją z pewnością i zaciekłością, oskarżając innych, tych, którzy nie chcą iść z nimi o wszelkie zło, brak tolerancji, szacunku, poszanowania intymności, wtrącanie się w nie swoje sprawy. Nie chcą uznać najprostszego faktu, że człowiek istnieje od poczęcia, że zabieranie komuś szansy, zanim wystartował, jest najwyższą, niczym nieusprawiedliwioną zbrodnią. Człowiek od samego początku swego istnienia, każdy i niezależnie od wszystkich okoliczności zasługuje na poszanowanie. I gdybyśmy bardziej przejmowali się nauką Jana Pawła II, to zarówno sprawa Lecha Wałęsy, jak i Agaty znalazłaby swoje pozytywne rozwiązanie. Zrozumienie, przebaczenie i szacunek – tego na pewno w Polsce brakuje.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki