Logo Przewdonik Katolicki

Przestrzenny nieład

Jan Pospieszalski
Fot.

Mimo łagodnej zimy akurat tego dnia było minus 15. Nie wystraszyło to na mieszkańców Zalesia. Od rana nadciągali pojedynczo i w grupach na Górki Szymona. W ciągu kilkudziesięciu minut nad rzeką Jeziorką, na niewielkich piaszczystych wzniesieniach, stało już około dwóch tysięcy protestujących. W rekach trzymali transparenty, niektórzy powyciągali...

 


Mimo łagodnej zimy akurat tego dnia było minus 15”. Nie wystraszyło to na mieszkańców Zalesia. Od rana nadciągali pojedynczo i w grupach na Górki Szymona. W ciągu kilkudziesięciu minut nad rzeką Jeziorką, na niewielkich piaszczystych wzniesieniach, stało już około dwóch tysięcy protestujących. W rekach trzymali transparenty, niektórzy powyciągali narodowe flagi. Dwie emerytki przyniosły biało-żółtą chorągiew papieską, a młodzi, jak na rasowych eko-protestach tańczą z gwizdkami i bębnami. Trochę dalej matki z wózkami utrzymują bezpieczną odległość aby hałaśliwa grupa nie wystraszyła dzieci. Naprzeciw barakowóz, spychacz i rozpoczęty wykop, odgrodzony na prędce biało-czerwoną taśmą. Tablica ostrzega: Teren budowy - wstęp surowo wzbroniony! Między manifestantami, a budową uwijają się radni wiedząc, że to ostatnia szansa zachowania twarzy w tym kompromitującym samorząd konflikcie. Korzystają z obecności kamer żeby wygłosić buńczuczne deklaracje - zresztą zupełnie sprzeczne z dotychczasowymi ich decyzjami. Skala protestu, determinacja mieszkańców,  a przede wszystkim obecność mediów, dokonała czarodziejskiej przemiany. Na Górkach Szymona- w unikalnych krajobrazie, nie wyrosną pensjonaty. Pozwolenie na budowę zostaje uchylone. A przecież sprawa wydawała się prosta. Budowa nie miała niezbędnych opinii, planowana była z pogwałceniem lokalnych planów zagospodarowania przestrzennego, przepisów dotyczących ochrony krajobrazu i wbrew zdrowemu rozsądkowi. Mimo to samorząd do spółki z inwestorem potrafił tak kreatywnie zinterpretować zapisy, że można było rozpocząć budowę. Towarzystwo Przyjaciół Zalesia Dolnego - organizator protestu, na szczęście nie docenił kreatywności i mieszkańcy własnym ciałem obronili fragment unikalnego, krajobrazu. 


Ten przykład jest niestety wyjątkiem od ponurej reguły.


Polskie miasta i tereny podmiejskie stały się łupem deweloperów. A ci zachowują się jak na terenie podbitym. Proceder jest możliwy bo samorządy nie mają wizji rozwoju miast i osiedli. Słowo urbanistyka radnym prędzej już kojarzy się z urologią niż z planowaniem. Tereny zabudowuje się tak, by zmaksymalizować zyskowność inwestycji. Nie tylko ignorując walory krajobrazowe, ale nie zostawiając miejsca na drogi dojazdy, trasy szybkiego ruchu. Decyzje samorządowców, urzędników i lokalnych polityków wyglądają jakby podejmowane były z myślą o zyskach inwestorów, a nie w trosce o interes publiczny. Powszechny jest brak starań o harmonijny rozwój miasta, o przestrzeń wspólną, o miejsca dostępne dla mieszkańców, rekreację, tereny zielone, infrastrukturę sportową.


W efekcie Polska jest jednym z najbardziej zdewastowanych urbanistycznie krajów UE. Najbrzydszych i najbardziej chaotycznie zabudowanych. Podmiejskie osiedla przypominają latynoskie fawele. Kiedyś pola uprawne i ogrody, decyzjami spolegliwych samorządowców, przemianowane zostają na tereny budowlane. Tam gdzie były pola truskawek powstają szeregowe domki, a w nie, bez składu powtykano  jakieś wielkie bloki i strzeżone mini kondominia. Entuzjazm budowania nie idzie w parze z elementarną wizją rozwoju osiedla i lokalnej infrastruktury. W efekcie dróżka dojazdowa do truskawkowego pola zachowując swoją dawną szerokość pokrywana jest tylko asfaltem, a po obu stronach tłoczą się nowe domy. Każdy inny. Radosna twórczość i szlachetny polski indywidualizm, sprawia że spacerując (z narażeniem życia - bo nikt nie pomyślał o chodnikach), mijamy „zamki Gargamela”, pokryte plastikowym seitingiem kanadyjskie osiedla, dworki, domy z bali i bunkry z pustaków. Rano w godzinach wyjazdu do pracy i szkół,  korki tworzą się już za bramą, a oczekujący na wyjazd w ciasnych uliczkach, oszukani przez zaradnych radnych i deweloperów, mieszkańcy modlą się żeby nigdy nie trzeba było wzywać karetki pogotowia. W tych warunkach - nie dojedzie. W wielu podmiejskich osiedlach w razie pożaru, interwencja strażaków możliwa będzie chyba tylko z powietrza. 


Nieprawidłowości w urbanistyce jak w soczewce skupiają większość patologii ostatnich kilkunastu lat. To kolejny dowód na słabość instytucji państwa. Trudno w to uwierzyć ale ponad 90% obszarów kraju, do dziś nie ma planów zagospodarowania przestrzennego. Umożliwia to gigantyczne nadużycia i korupcję, bo pozwolenia na budowę wydają urzędnicy w oparciu o niejasne kryteria. Nie bez kozery dwie głośne prowokacje CBA: historia posłanki PO Beaty Sawickiej i odrolnienie ziemi na Mazurach, dotyczyły właśnie relacji polityk - deweloper. Sprawa jest poważna bo konsekwencje odczuwamy wszyscy. Realizowane inwestycje, na pokolenia zdeterminują charakter i kształt naszych miast i osiedli. Popsuto już bardzo wiele. Zafundowano nam życie w paskudnym otoczeniu. Odpowiedzialność za ten stan ponoszą solidarnie politycy i samorządowcy. Dziś pod pretekstem walki z biurokracja w tzw. komisji Palikota przygotowywane są projekty uproszczenia przepisów. Czy przepisy organizujące ład przestrzenny, wpływające na jakość życia naszego, naszych dzieci i wnuków, zostaną „uproszczone” w interesie obywateli czy właśnie deweloperów? Okaże się już wkrótce.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki