Logo Przewdonik Katolicki

Zmienić naturę, by zmienić serce

Abp Stanisław Gądecki
Fot.

W trzech pierwszych wiekach Ojcowie Kościoła wcudach widzą znaki od Boga, wydarzenia, które wzbudzają podziw isą jednocześnie świadectwem Boskiej ingerencji. Zmianę przynosi dopiero myśl św. Augustyna (IV-Vwiek). Jego sposób interpretowania cudu będzie obecny aż do końca XII stulecia. Św. Augustyn w dziele zatytułowanym De utilitate...

W trzech pierwszych wiekach Ojcowie Kościoła w cudach widzą „znaki” od Boga, wydarzenia, które wzbudzają podziw i są jednocześnie świadectwem Boskiej ingerencji.



Zmianę przynosi dopiero myśl św. Augustyna (IV-V wiek). Jego sposób interpretowania cudu będzie obecny aż do końca XII stulecia. Św. Augustyn w dziele zatytułowanym „De utilitate credendi” (O pożytku płynącym z wiary) pisze tak: „Cud jest to fakt wzniosły, nadzwyczajny, przekraczający możliwości [natury] i niespodziewany dla osoby, która go podziwia”. A w innym dziele „Contra Faustum” (Przeciwko Faustowi) dodaje: „Nazywamy wielkim bądź cudownym coś, co Bóg czyni wbrew znanemu nam i zwyczajnemu biegowi natury”.


Cud na trzy sposoby


Obie te definicje dały początek klasycznemu podziałowi cudów, jaki obowiązywał w teologii scholastycznej wieków średnich. Dzieliła ona cuda na trzy grupy: te, które mają charakter nadnaturalny (supra naturam), te, które dokonują się z pominięciem naturalnych przyczyn (praeter naturam), oraz te, które burzą naturalny porządek rzeczy (contra naturam).

Do pierwszych można zaliczyć te fakty, które w porządku naturalnym w ogóle nie mogą mieć miejsca, jak na przykład zmartwychwstanie umarłych w dniu ostatecznym; do drugich – wydarzenia, które wprawdzie mogłyby się dokonać również w porządku natury (np. po zastosowaniu terapii bądź jakichś procesów chemicznych lub fizycznych), lecz w danym wypadku nie można stwierdzić żadnej naturalnej ich przyczyny; do trzecich natomiast – fakty, które zdają się sprzeciwiać naturalnemu porządkowi rzeczy, jak na przykład cudowne ocalenie wrzuconych do ognia młodzieńców (por. Dn 3, 22-24) lub dziewicze poczęcie i narodzenie Chrystusa (por. o. Paweł Krupa OP, „Co to jest cud?”).

Ta ostatnia kategoria cudów zrobiła w historii myśli ludzkiej sporo zamieszania. Otóż ideologowie doby Oświecenia (zwłaszcza Jean Jacques Rousseau), kpiąc z łatwowierności ludu chrześcijańskiego, dowodzili, iż jest niedorzecznością intelektualną z jednej strony i religijnym bluźnierstwem z drugiej, przypisywać Bogu stworzenie natury oraz ustanowienie jej praw, a potem dowolne ich burzenie. Jeżeli zgodzimy się, iż Bóg działa przeciw naturze, to albo nie jest On twórcą jej niezmiennych praw i w konsekwencji coś takiego jak stworzona przez Niego natura nie istnieje, albo też jest On wewnętrznie sprzeczny, co poważnie naruszałoby sensowność wiary.



Cud a prawa natury


U św. Tomasza z Akwinu znajdujemy rozwinięcie myśli Augustyna, a także próbę odpowiedzi – z wyprzedzeniem czterech stuleci – na zarzuty francuskich ideologów Oświecenia. W jednym z artykułów swojej „Sumy teologii” św. Tomasz, wychodząc od augustyńskiej definicji, rozwija własną naukę. Cud, według niego, to wydarzenie, które budzi podziw, ponieważ nie znamy jego przyczyn. Do tej kategorii nie należą jednak te fakty, których przyczyny – choć zakryte dla przeciętnego człowieka – mogą być poznane przez naukowców. Cudem jest jedynie takie wydarzenie, którego wyłącznym i absolutnym sprawcą jest Bóg, a nie jakiekolwiek przyczyny naturalne.

W „De potentia” św. Tomasz przedstawia cuda contra naturam w sposób bardzo szczególny. Za przykład takiego cudu uznał on np. epizod z Księgi Daniela. Otóż Bóg, ratując trzech młodzieńców przed płomieniami, nie zniszczył ani nie zanegował natury ognia, czyli spalania, o czym na własnej skórze mogli przekonać się słudzy złego Nabuchodonozora. Jednak w stosunku do trzech wybrańców skutki kontaktu z ogniem zostały zniesione. Bóg więc nie tyle zadziałał „wbrew naturze” ognia, ile zawiesił jego działanie w stosunku do trzech skazańców. To my, ze względu na skutki cudu, z naszego punktu widzenia, postrzegamy je jako „przeciwne naturze”, choć w swej istocie takie nie są. Ten rodzaj cudów stanowiłby więc raczej podzbiór kategorii cudów praeter naturam, czyli z pominięciem przyczyn naturalnych.

A zatem – jak zauważa o. Krupa – aby jakiś fakt można było nazwać cudem, musi on zachodzić w porządku natury. Dlatego cudami nie są zjawiska takie, jak stworzenie świata czy usprawiedliwienie grzesznika, gdyż w tych przypadkach Bóg nie zastępuje żadnych naturalnych możliwości natury – fakty te bowiem są domeną łaski, a nie natury. Bóg od samego początku jest ich jedyną przyczyną.

W takiej sytuacji należałoby raczej mówić nie tyle o cudach, co o tajemnicach wiary.

„Czy przez swoje cudy – pyta

o. Jacek Salij – Chrystus łamał albo zawieszał prawa natury? Otóż nie. Nawet kiedy wskrzesił rozkładającego się już Łazarza, nie działał wbrew prawom natury ani obok nich. On wówczas objawił nową naturę: tę naturę, która już nie będzie panowała nad człowiekiem ani go sobą przygniatała, dlatego że człowiek – wyzwolony z grzechu i potężny swoją jednością z Bogiem – będzie panował nad nią, a ona przez to będzie wywyższona i uszlachetniona. Również inne cudy Chrystusa objawiały tę naturę czasu eschatologicznego, naturę nowego stworzenia: zarówno cud chodzenia po wodzie, jak i cud przyjścia pomimo zamkniętych drzwi. I to także sobie zapamiętajmy: Cud nigdy nie łamie praw natury ani ich nie zawiesza, cud jedynie bardziej lub mniej ujawnia ostateczną sytuację natury, sytuację natury w świecie bez reszty zwróconym ku Bogu” (o. J. Salij, „Dlaczego dziś tak mało cudów?”).

Cud nie łamie więc praw natury, ale ją doskonali, zgodnie zresztą z tendencją całego stworzenia, które – jak uczy św. Paweł – jęczy oczekując na odkupienie: „Wiemy przecież, że całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia” (Rz 8, 22). Bóg nie lubi naruszać naturalnego biegu rzeczy – ani praw fizyki i biologii, ani praw rządzących dobrem i złem. Nie lubi, ponieważ jest Miłością i drogą cierpliwej miłości – bez zewnętrznych nacisków – prowadzi świat do zbawienia. Ostatecznie jednak każdy byt należy bezwzględnie do Boga i dlatego żaden zbrodniarz, nawet szatan, nie może bez naszego współudziału wyrządzić nam krzywdy ostatecznej; nie może zabić duszy. To nieskończenie dużo, choć z pozycji człowieka udręczonego może się to wydawać bardzo mało.



Cuda fałszywe i prawdziwe


Pan Jezus, sam czyniąc cuda, przestrzegał przed fałszywymi mesjaszami i prorokami, którzy „działać będą wielkie znaki i cuda, by w błąd wprowadzić, jeśli to możliwe, także wybranych” (Mt 24, 24). Apostoł Paweł fałszywe cuda przypisywał szatanowi (por. 2 Tes 2, 9-11). Z kolei św. Jan w Apokalipsie mówi się o tym, że celem fałszywych cudów jest doprowadzenie ludzi do tego, ażeby zaczęli kłaniać się Bestii (Ap 13, 13-14; 16, 13-14).

Fałszywe cuda rozpoznajemy po tym, że wprowadzają one zamęt w nasze relacje z Bogiem, a nawet podpowiadają nam odejście od Boga i skierowanie ku bożkom. Dodatkowym kryterium fałszywości cudu jest interesowność cudotwórcy i jego ślepota na prawa miłości oraz obietnicę życia wiecznego.

Magia jest łatwiejsza niż cud. Łatwiej związać człowiekowi nogi magicznym zaklęciem, zahipnotyzować, użyć różnych technik manipulacji emocjami, niż przemienić jego serce. Cud jest zawsze związany z przemianą serca, magia tego nie potrzebuje. Magia dotyczy wyobraźni – cuda dotyczą rzeczywistości. Magia to brak kontaktu – cud to spotkanie. Cud daje wolność – magia zniewala.

Czasem zdarza się, że wpatrujemy się w jakieś zło w naszym życiu, jak zaczarowani i nie umiemy go przezwyciężyć. Nasze życie duchowe zatrzymuje się

w miejscu. Zachowujemy się jakby ktoś nałożył na nas pęta, wypowiedział zaklęcie. Czasami ten stan trwa całe lata. Zmieniają się pory roku, a my trwamy w tym czarodziejskim uścisku.

Całkiem inaczej działa łaska. Nasza wrażliwość pod jej wpływem wzrasta. Bo grzech ma w sobie coś z magii, a łaska jest cudem (por. Ela Konderak, „Magia łatwiejsza niż cud”).



Mało cudów dzisiaj?


Dlaczego dzisiaj spotykamy wokół nas tak mało cudów? Otóż dzisiejszy człowiek uznaje właściwie tylko dwa wymiary rzeczywistości, materię i kulturę, zamknął się natomiast na wymiar duchowy, czyli akurat ten, który przekracza ramy czasoprzestrzeni. W tej dwuwymiarowej rzeczywistości cud jest faktycznie czymś niezrozumiałym, nielogicznym i niepotrzebnym.

Człowiek duchowy z kolei nieustannie obraca się w kręgu cudów. Ta sama materia, którą wszyscy dotykamy, ważymy, mierzymy i używamy, jest prześwietlona światłem Bożym, niewidzialnym jednak dla ludzi nieduchownych. Jednak dopiero w tym świetle ujawnia swoją niezwykłą wspaniałość. Dopiero w tym świetle możemy doświadczyć, że Boża Opatrzność ogarnia dosłownie każdą chwilę naszego życia, że Najlepszy Ojciec opiekuje się nami bez reszty. Nawet choroby, cierpienia i prześladowania, którym na równi podlegają wszyscy ludzie, są przeniknięte mocą Bożą, na którą ludzie nieduchowi są zamknięci (por. o. J. Salij, „Dlaczego dziś tak mało cudów?”). „Bo kto ma, temu będzie dane, a kto nie ma, temu zabiorą i to, co mu się wydaje, że ma” (Łk 8, 18).

Cudów jest mało tylko dla tych, którzy nie dostrzegają w rzeczywistości jej najważniejszego wymiaru. Blaise Pascal twierdził, iż „cud jest wystarczająco jasny dla tych, którzy chcą wierzyć i wystarczająco zaciemniony dla tych, którzy nie chcą wierzyć!”.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki