Kościół trudnych tematów

Nie moje to miejsce na pisanie komentarzy, ale skoro komentator się rozchorował, wychodzi na to, że odezwać powinien się naczelny

Z dużym zainteresowaniem, a może właściwie zdziwieniem, przeglądam w ostatnich tygodniach prasę. Niekiedy mam bowiem dziwne wrażenie, że wszyscy wokoło piszą o Kościele więcej niż największe katolickie tygodniki. Nie ma wątpliwości, że...
Czyta się kilka minut

Nie moje to miejsce na pisanie komentarzy, ale skoro komentator się rozchorował, wychodzi na to, że odezwać powinien się naczelny…

Z dużym zainteresowaniem, a może właściwie zdziwieniem, przeglądam w ostatnich tygodniach prasę. Niekiedy mam bowiem dziwne wrażenie, że wszyscy wokoło piszą o Kościele więcej niż największe katolickie tygodniki. Nie ma wątpliwości, że pierwsze tygodnie nowego roku przyniosły wiele wydarzeń dotyczących Kościoła, które budzą mniej lub bardziej zrozumiałe emocje. Przeżywaliśmy sprawę abp. Wielgusa; potem był artykuł o kardynale Dziwiszu, od którego większość mediów zdecydowanie się zdystansowała, dostrzegając żenująco niski poziom publikacji, mającej służyć – jak się zdaje – podniesieniu sprzedaży podupadającego tytułu; na koniec, dziś rano, natrafiłem na dwa inne artykuły: jeden o kulisach zamachu na Jana Pawła II, drugi – o kapłanach porzucających stan duchowny.

Niełatwo to wszystko przetrawić. Czasami pojawia się pragnienie, by się buntować przeciwko mówieniu o Kościele, zogniskowanemu na błędach i piętnowaniu każdego potknięcia. Z drugiej jednak strony widzę w tym wszystkim jakieś zaproszenie do refleksji i do zwykłej, codziennej kapłańskiej służby.

Gdy po godzinach spędzonych przy redakcyjnym biurku wracam do parafii, siadam wieczorem w konfesjonale, sprawuję Eucharystię czy przyjmuję młodzież na spowiedź, czy też po prostu rozmawiam, pijąc herbatę z miodem, przekonuję się, że Kościół, w którym na co dzień jestem, ten mój, tak mi bliski, parafialny – Kościół zwykłych ludzi – potrafi podnosić na duchu i obdarzać całym niezwykłym pięknem ludzkiego życia. I czyni to w taki sposób, że wszystko, co piszą gazety czy pokazuje telewizja, schodzi na drugi plan i traci na znaczeniu.

Z pewnością nie można przejść obojętnie wobec faktów, które dotykają Kościoła, bo to przecież nasz Kościół. To my nim jesteśmy. I boli mnie każde odejście z niego tak kapłana, jak i człowieka świeckiego.

Trzeba sobie też powiedzieć, że nie można w prosty, a właściwie bezwzględny sposób zrzucić winy na innych – instytucje, struktury, biskupów… Jak się bowiem okazuje – a w ostatnim czasie miało to kilka razy miejsce – pod płaszczem wielkich teologicznych wywodów, słów krytyki i wezwań do przemiany kryje się, niestety, osobiste pogmatwane życie i uwikłanie w historie, z których nie wiadomo jak wybrnąć.

Daleki jestem od prostych i bezwzględnych ocen braci, którzy odeszli z kapłaństwa. Zbyt wiele godzin spędziłem w konfesjonale i na tyle często sam stawałem i staję po drugiej stronie konfesjonałowej kratki, że słowa potępienia skierowane do człowieka są mi zupełnie obce, choć czymś oczywistym pozostaje obowiązek napiętnowania zła i wołanie o nawrócenie. Bo przecież świadomość grzeszności nie jest nigdy zgodą na grzech, zwłaszcza na trwanie w nim.

Może te dyskusje na trudne tematy z życia Kościoła, zwłaszcza zaś duchowieństwa, pomogą nam wszystkim trochę przybliżyć się do prawdy o nas samych? Nie jest bowiem rzeczą ewangeliczną – zresztą powinniśmy, to dobrze wiedzieć – rzucanie wyroków na innych, gdy nie potrafimy, albo nie chcemy, spojrzeć na siebie obiektywnie.

Nie wyjmuje się źdźbła z oka brata, gdy ma się belkę w swoim… Może to jedno zdanie trzeba sobie wciąż przypominać? I wtedy, gdy się odchodzi, i gdy się pozostaje. Im bowiem więcej w nas pokory, tym więcej zrozumienia – wpierw dla innych, a potem dla siebie.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 6/2007