Logo Przewdonik Katolicki

Tu mnie postawili, tu pozostanę...

Adam Gajewski
Fot.

7 września poświęcono tablicę i dzwon upamiętniający odwagę i ofiarę zwykłego-niezwykłego człowieka. Szkolnego woźnego. Także jego najbliższych. Kiedy do wielkiej, ogólnej tragedii podchodzimy pochylając się nad pojedynczym losem czy wydarzeniem, najczęściej widzimy i rozumiemy więcej. Na pewno silniej odczuwamy. Zagłada rodziny Młyńskich była epizodem w krwawej historii...

7 września poświęcono tablicę i dzwon upamiętniający odwagę i ofiarę zwykłego-niezwykłego człowieka. Szkolnego woźnego. Także jego najbliższych.

Kiedy do wielkiej, ogólnej tragedii podchodzimy pochylając się nad pojedynczym losem czy wydarzeniem, najczęściej widzimy i rozumiemy więcej. Na pewno silniej odczuwamy. Zagłada rodziny Młyńskich była epizodem w krwawej historii drugiej wojny światowej, męczeństwie Bydgoszczy, ale właśnie w niej odnalazł się ogromny ładunek najważniejszych treści, ponadczasowej prawdy o ludziach – o bohaterstwie, sumienności, przeciwstawionej tępemu okrucieństwu.


Choć przez lata zmieniały się nazwy, zmieniał się profil placówek edukacyjnych działających w murach dzisiejszego Zespołu Szkół nr 3 w bydgoskiej dzielnicy Okole, to jeden przedmiot pozostawał wciąż ten sam – szkolny dzwon, wiszący tuż obok schodów prowadzących do „służbówki” woźnego. Zanim upowszechniły się dzwonki elektryczne, gong wyznaczał rytm dnia. Przed ostatnią wojną tym właśnie dzwonem posługiwał się woźny Michał Młyński. Mieszkał on w budynku na stałe, wraz z rodziną.

Gdy 7 września bieżącego roku licealiści i gimnazjaliści zebrali się na boisku, dzwon znów przemówił, po raz pierwszy od wielu lat. Nowe, kute serce, odrestaurowany płaszcz, wydały czysty dźwięk. Właśnie przypadała 68. rocznica tragicznej śmierci Młyńskich. W roku 1939 Michał Młyński, jego żona Franciszka, dziewiętnastoletnia córka Leokadia i szesnastoletni syn Edmund zostali bestialsko zamordowani przez niemieckich żołnierzy. Dramat wydarzył się w szkole.


Komu bije ten dzwon? Pamięci rodziny Młyńskich!

„Pedel” odważny jak Leonidas
Jak Bydgoszcz Bydgoszczą, woźny w gwarze uczniowskiej, języku potocznym, nazywany jest „pedlem”. W rozmaitych „wspomnieniach niebieskich mundurków” bywa to persona rysowana najczęściej ze szczyptą ciepłego humoru, bohater anegdot i legend. Michał Młyński swoją legendę napisał sam – jak najbardziej poważną, wzniosłą w prostocie. Utrwaloną w roku 1945, dzięki zeznaniom dorosłego syna Młyńskich, Franciszka, złożonym przed Komisją Badania Zbrodni Hitlerowskich.

Niemiecka inwazja odroczyła rozpoczęcie nauki przez dzieci. Szkoły pozostawały puste. Pomimo chaosu, ewakuacji wielu urzędników i instytucji państwowych, woźny Młyński postanowił nie opuszczać powierzonej sobie placówki. Ostrzegano go. Franciszek namawiał do czasowej przeprowadzki do swego mieszkania. Rozmawiał o tym z ojcem. Wtedy miały paść najważniejsze słowa: – „Tu mnie postawili, tu pozostanę” – stwierdził Michał Młyński. W nocy, z 7 na 8 września Niemcy nachodzą gmach szkolny, całą rodzinę wywlekają w ciemność. Oględziny ciał, odnalezionych potem w zasypanym rowie przeciwlotniczym na szkolnym dziedzińcu, wyraźnie mówiły o gehennie niewinnie mordowanych. Zmasakrowane kolbami twarze, wybite zęby… Leokadia obejmowała za szyję leżącą obok matkę, co świadczyć może, że była grzebana żywcem. Dla morderców sam fakt pozostawania polskiej rodziny w opustoszałym gmachu publicznym został potraktowany jak rzucona rękawica.

Bydgoski „pedel” okazał się Leonidasem.

Inicjatorem odnowienia szkolnego dzwonu memorialnego, było grono pedagogiczne III Liceum Ogólnokształcącego im. Adama Mickiewicza w Bydgoszczy, głównie historyk – Sebastian Malinowski. Prace metaloplastyczne nieodpłatnie wykonał mistrz kowalski Zbigniew Szerląg.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki