Logo Przewdonik Katolicki

W cieniu góreckich dębów

ks. ppłk Tadeusz Łukaszczyk
Fot.

Gawęda VI Dęby wspominane są w Biblii kilkakrotnie, między innymi w Księdze Rodzaju, we fragmencie opisującym spotkanie Boga z Abrahamem pod dębami Mamre (Rdz 18, 1). Te drzewa symbolizują siłę miejsca uświęconego obecnością Boga, są niezwykłe. Tu, w góreckim gaju, pod czujnym spojrzeniem Matki Bożej, dęby również leczą odwar z ich kory dębowej stosuje...

Gawęda VI

Dęby wspominane są w Biblii kilkakrotnie, między innymi w Księdze Rodzaju, we fragmencie opisującym spotkanie Boga z Abrahamem „pod dębami Mamre” (Rdz 18, 1). Te drzewa symbolizują siłę miejsca uświęconego obecnością Boga, są niezwykłe.

Tu, w góreckim gaju, pod czujnym spojrzeniem Matki Bożej, dęby również leczą – odwar z ich kory dębowej stosuje się jako lek, używany wewnętrznie i zewnętrznie na liczne schorzenia skóry, rany, oparzenia, odmrożenia. Niezliczone wota są tego dowodem. Ludzie zostali wyleczeni. Ktoś ich jednak do tego miejsca, w nadziei i modlitwie, musiał doprowadzić. Paralityka z Ewangelii niosło czterech ludzi, zdjęli powałę dachu, aby ulżyć choremu w drodze do Jezusa, który może uczynić cud. Wyleczenie nastąpiło.

Stanąłem kiedyś w Lourdes, z „moimi” żołnierzami, zdumionymi widokiem żołnierzy różnych armii świata – posługujących chorym. – O, taki widok z pewnością jest niecodzienny – komentował górecki dąb Skarbek. To prawda – mało wiemy w Polsce, że od zakończenia II wojny światowej, armie zachodnie, ale też i Wojsko Polskie tam pozostałe, każdego roku spotykali się i spotykają w tym sanktuarium na południu Francji, aby w cieniu Groty Massabielskiej prosić Maryję o dar pokoju, dać świadectwo pokuty i miłości na rzecz chorych. To przejmujące wyznanie wiary. Obrazy z 37. Pielgrzymki Armii Świata do Uzdrowicielki Chorych wciąż były wyraziste. Głos Skarbka znów dotarł do moich uszu: – A wam, żołnierzom polskim, co przypadło w udziale? No cóż, w roku 1995 mogliśmy tylko wszystko „oglądać”. Podobnie Słowacy, Węgrzy, Czesi, Ukraińcy. Wojsko nasze nie rozumiało jeszcze wtedy wymiaru modlitwy pielgrzymów. Nie widziało wyraźnie różnicy pomiędzy pielgrzymką a wycieczką. – Co to tak szumi? – zapytał mnie generał z Warszawy, którego rano spotkałem przed naszym obozem. Odparłem: – Niech pan wejdzie na pagórek, a ujrzy, jak się Niemcy i Austriacy modlą.

Wszedł, a ja za nim. Nic nie powiedzieliśmy do siebie, spoglądając w dół, gdzie szeregi naszych sojuszników odmawiały poranne modlitwy. Pierwszy otworzyłem usta: – Gdyby pan generał obudził teraz wszystkich naszych żołnierzy, wezwał do porannej modlitwy, co by się stało? – zapytałem. – Nie wiem – odparł. Ja jednak widziałem już naganę prasową, że oto zmusza się wojsko do czegoś, co jest odbierane jako sprawa prywatna. Klerykalizm, zacofanie! – krzyczałaby liberalna prasa. Niemcom, Austriakom jakoś to nie przeszkadzało.

Żołnierze świata w Lourdes… Pamiętam ducha modlitwy, posługę chorym, ale także ogromną uprzejmość, takt, koleżeństwo, kindersztubę. Nie mogliśmy się otrząsnąć, widząc, jak „dyżurny” – sierżant armii niemieckiej – przy wszystkich, wygonił od śniadania polskiego pułkownika, gdy ten w dresie sportowym wszedł do namiotu, gdzie spożywano poranny posiłek. Zobaczyliśmy, jakież wynieśliśmy braki z „minionej epoki”. Latami przyszło nam je odrabiać. Także tam. Uzdrowienie człowieka rozpoczyna Chrystus, przez wstawiennictwo swojej Matki, od uleczenia wewnętrznego. Byłem przy tym, jak nadzieja rodziła się dla rodzimej wojskowej społeczności, której aż do teraz służę. Mamy fundament, bez którego głośna zmiana tradycji wojska, byłaby fikcją i iluzją, gdyż braknie wtedy tej przedziwnej siły, mobilizującej do naśladowania. Wagę swoją musi mieć zawołanie – „Stajemy jak Ojce”!

Rok 1995

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki