W cieniu góreckich dębów

Gawęda V

Kiedy dziś wszedłem do góreckiego gaju, ujrzałem wokół ślady Festiwalu Piosenki Religijnej Maria-Carmen. Wygnieciona trawa, postrzępione krzewy świadczyły, że musiało być tu niedawno wielu ludzi. Teraz jest jednak pusto. Staram się spojrzeć na siebie, na gaj, z oddali, perspektywy. Zadaję sobie pytanie: Co jest i powinno być tutaj trwałe i nienaruszalne,...
Czyta się kilka minut

Gawęda V

Kiedy dziś wszedłem do góreckiego gaju, ujrzałem wokół „ślady” Festiwalu Piosenki Religijnej „Maria-Carmen”. Wygnieciona trawa, postrzępione krzewy świadczyły, że musiało być tu niedawno wielu ludzi. Teraz jest jednak pusto. Staram się spojrzeć na siebie, na gaj, z oddali, perspektywy. Zadaję sobie pytanie: Co jest i powinno być tutaj trwałe i nienaruszalne, co zaś można zmieniać i na ile?

Tak rozmyślając, stanąłem na skraju drogi przy kasztanowej alei. Powiodłem wzrokiem ku stacji kolejki wąskotorowej, która łączyła miasteczko z Nakłem, Białośliwiem. Podróżowało się w bajecznym krajobrazie jezior, głębokich parowów, sadów , ogrodów i pól. Podróżnych, „zbieranych” po drodze do śmiesznych wagoników, napominał konduktor: „Nie kołysać! Bo wypadniemy z toru!”. Dziś już nie ma poczciwej ciuchci. Jej żelazny trakt – rozmontowany albo zarośnięty. Dzisiejszy świat to jednak nieustanny ruch, pęd, zmiana.

A dawne odpusty? Nie ma już w góreckiej alei okaleczonych ludzi, kalek bez nóg, rąk, z kulami leżącymi opodal ciała – jak to pamiętam z młodości. Okrzyki błagających o litość, o wsparcie, drobny pieniążek. Czasem z boku ktoś rzucił złowrogi komentarz: „Nie dawaj, tamten udaje inwalidę, a na wódkę zbiera!”. Ludzka ciżba!

Na sławne odpusty czekało się cały rok. Nie było mowy, aby którykolwiek z uczniów tutejszej szkoły mógł wyślizgnąć się wcześniej na kościelne święto. Skrupulatnie sprawdzano na każdej lekcji obecność. Sankcjami grożono rodzicom. Ale pięknie ukwiecone, przystrojone powozy odpustowe i tak odwracały naszą uwagę od słów nauczycieli. Koledzy z wiosek byli mniej bojaźliwi, gdyż ich rodzice zdecydowanie mało przejmowali się możliwymi restrykcjami władz. Gospodarze od zawsze wszak dowcipkowali: „Wolność w zagrodzie – równa wojewodzie”.

Konie mechaniczne dziś już na dobre zastąpiły te żywe, które zjawiały się w sanktuarium w pięknych uprzężach, określających zamożność danego gospodarza. Prawdziwy już luksus, bogactwo kilku miejscowych rolników, znamionowała garbata warszawa – auto na licencji sowieckiej. Motocykle różnych marek, oparte o drzewa w gaju, też należały do pielgrzymów.

Kto wtedy jeździł w kasku?! Nikt! Głowy kobiet okrywały kolorowe chustki chroniące odświętną „undulację” – jak mawiała moja babcia. Mężczyźni ubierali „pilotki” z charakterystycznymi przysłonami uszu.

Dużo było zieleni i bieli w kreacjach pań, białych i czerwonych korali. Wiejscy ludzie naturalnie jakoś nanosili na stroje kolory przyrody, z którą się w przedziwny sposób – przez pracę swoich rąk – utożsamiali. Robiło to na mnie wrażenie.

Za bramą sanktuarium trzymało się już zwykle czapkę w dłoniach, na znak szczególnego szacunku. Osobne miejsce zajmują w mojej pamięci twarze pątników, zaabsorbowanych kramikami ze słodyczami, zabawkami. Pamiętam owe wiatraki, pistolety na „korki”, koguciki, ręcznie wyrabiane „gwizdałki”. Uwielbiałem słodką cukrową watę…

– Nie wszystko było takie idealne, jak te twoje wspomnienia… – przerwał mi rozmyślania wysuszony dąb Wilczek: – Oto widzisz przed sobą wrak drzewa, które wtedy właśnie zabijało paliwo rozlewające się z motocykli. Ludzie zawsze byli nieostrożni, bywali i szorstcy dla przyrody… – dodał. Spojrzałem ze współczuciem na istotnie zniszczony dąb. Tak pewnie było. Na Wilczku wisi już dziś tabliczka z napisem „Pomnik przyrody”. Ucieszyłem się. Może z tym kalectwem, jakie mu wyrządzili ludzie, przetrwa jednak jeszcze wiele dziesięcioleci na swoim miejscu? Będzie przestrogą dla wszystkich, którzy przez nieostrożność i głupotę trują naszą przyrodę. – Żadne napisy i prośby nie gwarantują niczego, kiedy ludziom zabraknie serca – ciągnął dąb dalej. – Oczywiście – zgodziłem się. – Musi być duchowa wrażliwość.

– Tak! Tej wrażliwości duchowej mamy prawo od ludzi się spodziewać, bo my dłużej od was na ziemi jesteśmy – spointowało drzewo.

Poszedłem dalej w gaj, niosąc w sobie piękne słowa Prymasa Wyszyńskiego, iż człowiek jest dziedzicem Bożych posiadłości. Należy mu się szacunek, ale i on powinien kochać przyrodę.

Dziedzic, zatopiony niemal w odpadach technicznych, przemysłowych… Taki oto teraz świat.

– Dziedzictwo wasze trwa nieodwołalnie. Nawet pod pryzmą śmieci. Za wszystko jesteście i będziecie odpowiedzialni – wtrącił raz jeszcze Wilczek.

Idę w stronę klasztoru. Kilka plastikowych kubków po kawie czy herbacie toczy się przez środek alei z szumem. Trzeba się pochylić, pozbierać wszystkie. Powraca zaraz naturalna harmonia.

Kilkakrotnie poruszyłem ramieniem góreckiej pompy przy studzience i zaczerpnąłem źródlanej wody.

Miałem wrażenie, że słyszę dookoła prośbę drzew – prośbę o uznanie rangi tego miejsca. Dęby mówiły: – Jesteśmy tu dla was. Jesteśmy waszą oazą na pustyni hałasu, zaśmieconych ulic waszych miast i miasteczek. Pochylcie się prawdziwie nad naszym wołaniem, bo nie można dosięgać źródła na stojąco…

To też prawda. Zgiąłem się nad tryskającym strumieniem jeszcze bardziej.

Lipiec 1990 roku

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 28/2007