Logo Przewdonik Katolicki

Augustowskie szyszki

PK
Fot.

Wokół mnie jest totalna pustka i niemal absolutna cisza. Ale gdy słyszę w koronach drzew nadchodzący wiatr, muszę zejść niżej i kurczowo złapać się pnia. Kiedy wiatr się uspokaja, wspinam się z powrotem, żeby zebrać kolejną partię szyszek z samego czubka sosny. Za chwilę wiatr powraca. Znowu muszę uciekać niżej. Bo to nie są przelewki, jestem w końcu kilkadziesiąt metrów nad...

Wokół mnie jest totalna pustka i niemal absolutna cisza. Ale gdy słyszę w koronach drzew nadchodzący wiatr, muszę zejść niżej i kurczowo złapać się pnia. Kiedy wiatr się uspokaja, wspinam się z powrotem, żeby zebrać kolejną partię szyszek z samego czubka sosny. Za chwilę wiatr powraca. Znowu muszę uciekać niżej. Bo to nie są przelewki, jestem w końcu kilkadziesiąt metrów nad ziemią…

Moje szyszkowe zbieractwo zaczęło się siedem lat temu. I co roku, najczęściej dwa tygodnie przed Bożym Narodzeniem, wyjeżdżam w tym celu do jakiegoś nadleśnictwa na wschodzie Polski. Tam jest najczystsza przyroda, największe powierzchnie do zbiorów i najstarsze drzewa. Bo szyszka szyszce nierówna. Przydatne na potrzeby przyszłej hodowli są tylko szyszki zdrowe, zamknięte i dlatego można je zbierać jedynie zimą. A wiadomo, jaki jest wówczas klimat na wschodzie – siarczysty mróz i wysokie śniegi. To jednak pozwala poczuć namiastkę prawdziwych alpejskich warunków i zimowej wspinaczki. Tyle że zamiast gór człowiek zmaga się z oblodzonymi drzewami.

W drodze na czubek
Na pewno nie jest to „zabawa” dostępna dla zwykłego śmiertelnika, bo wysokość sosny pospolitej dochodzi do – bagatela – 30-35 metrów. Ot, taki 10-piętrowy wieżowiec, na który trzeba się wspiąć i to nierzadko przy silnym wietrze, w śniegu i lodzie.

Oprócz doświadczenia wspinaczkowego niezbędna jest też umiejętność wyszukiwania właściwych drzew. Trzeba trochę pokrążyć po lesie z lornetką i rozpoznać z dołu, czy szyszki są zamknięte, zdrowe.

Sama wspinaczka pod względem technicznym przypomina tę stosowaną w lodowych ścianach. Najczęściej używa się doń specjalnych kolców, które wbija się w drzewo, i za ich pomocą posuwa w górę, posługując się dodatkowo pętlą oplatającą pień. A potem to już normalne przepinanie się na linie, zakładanie stanowiska asekuracyjnego itp. Wchodzenie na czubek drzewa jest dość męczące i zajmuje przeciętnie ok. 40 minut.

Granice ryzyka
Na samej górze stoi się już tylko na gałązkach grubości palca, jednocześnie będąc przypiętym do niewiele grubszej gałęzi. Dodatkowa asekuracja założona kilka metrów niżej zapobiega upadkowi. To może uratować życie, ale zdrowie już niekoniecznie.

Dobrze więc wiedzieć, do jakiego momentu da się wejść i ile można zaryzykować. Ale dotrzeć na sam czubek trzeba – bo właśnie tam drzewa są najzdrowsze, a szyszki najlepsze. I tylko takie trafiają potem do wyłuszczarni w nadleśnictwie, do banku nasion, w końcu do szkółki leśnej.

W czasie urodzaju można dziennie zebrać nawet 60 kilogramów szyszek. Z pojedynczego drzewa przeciętnie 10 kilogramów. To oznacza cztery, pięć, takich podejść w ciągu dnia. Więcej się nie da. To jest ciężka fizyczna harówka, walka w mrozie, niekiedy tak dużym, że stalowe karabinki przymarzają do rąk.

Gdzieś, kiedyś...
Czasami zastanawiam się, po co mi to całe zbieranie, zaraz jednak odpowiadam sobie w duchu: a choćby po to, żeby usiąść w koronie drzewa, popatrzeć na bezmiar lasu i śnieżnej bieli, wyciszyć się. Po takim dwutygodniowym pobycie w leśniczówce, w środku Puszczy Augustowskiej, powrót do dużego miasta jest szokiem. Tam rezerwat przyrody, wilki, rysie i totalna cisza, a tu spaliny, hałas i wieczny pośpiech.

Kiedyś można było utrzymać się tylko ze zbierania szyszek, dzisiaj zarobki z tego tytułu są nieporównanie mniejsze. Dlatego na co dzień pracuję w firmie alpinistycznej, zajmuję się pracami na wysokościach: malowaniem kominów, instalacją wież telefonii komórkowych, myciem wieżowców. Te wszystkie zajęcia pozwalają mi realizować moją największą pasję: wyjazdy w dalekie góry. Plany na przyszły rok to Ameryka Południowa i jej najwyższy szczyt Aconcagua. Ciągnie mnie zresztą może nie tyle w Himalaje, co raczej w góry mniej uczęszczane, takie jak peruwiańskie Andy. Ale na szyszki zawsze znajdę czas.

Wojtka Dutkiewicza
wysłuchał Łukasz Kaźmierczak

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki