Logo Przewdonik Katolicki

Potrzeba wielkiego obiektywizmu

Łukasz Kaźmierczak
Fot.

Z prof. dr. hab. Wojciechem Łączkowskim, przewodniczącym Kościelnej Komisji Historycznej, rozmawia Łukasz Kaźmierczak Powołanie kościelnej komisji to dowód na to, że Kościół zaczyna w końcu dostrzegać wagę problemu lustracyjnego... Z tego też powodu zgodziłem się na udział w pracach Komisji Historycznej, uznając, że wymaga tego potrzeba chwili. Kościołowi z pewnością...

Z prof. dr. hab. Wojciechem Łączkowskim, przewodniczącym Kościelnej Komisji Historycznej, rozmawia Łukasz Kaźmierczak

Powołanie kościelnej komisji to dowód na to, że Kościół zaczyna w końcu dostrzegać wagę problemu lustracyjnego...
– Z tego też powodu zgodziłem się na udział w pracach Komisji Historycznej, uznając, że wymaga tego potrzeba chwili. Kościołowi z pewnością nie chodzi o zamiatanie czegokolwiek pod dywan, tylko o uczciwe i spokojne rozwiązanie trudnego zagadnienia związanego z lustracją duchowieństwa. Ale żeby tak się stało, potrzebne jest ostudzenie emocji i naprawdę obiektywne spojrzenie na to, co jest zawarte w teczkach bezpieki. Ważne jest, by nie patrzeć na nie tylko z czysto formalnego punktu widzenia, od razu zachłystując się tym, że jakiś tam esbek coś sobie napisał.

Te dokumenty wymagają skrupulatnej weryfikacji i dokładnego sprawdzenia, co się kryje za każdym z nich. Musimy znaleźć odpowiedź na pytanie, czy fakt zarejestrowania danego kapłana oznacza, że był on autentycznie zaangażowany we współpracę mającą na celu szkodzenie Kościołowi lub innym ludziom, czy może jednak mamy do czynienia z pustym werbunkiem, a jego „współpraca” była fikcją. Na tym m.in. polega praca Kościelnej Komisji Historycznej.

Dziś potrzeba takiego działania jest paląca jak nigdy wcześniej...
– Wszyscy mamy świadomość, że trzeba szybko coś zrobić, bo od pewnego czasu rzeczywiście dzieją się dziwne rzeczy wokół sprawy lustracji duchowieństwa. Co chwila pojawiają się jakieś nowe doniesienia i nowe sensacje oparte najczęściej na pomówieniach. Na ogół zamiast dowodów mamy do czynienia z insynuacjami i zaocznym ferowaniem wyroków. Zupełnie jakby komuś celowo zależało na tym, by wzbudzić jakąś niechęć do Kościoła. Komisja ma te sprawy wreszcie uporządkować. Chcemy spokojnie sprawdzić dokumenty SB i uczciwie, obiektywnie zbadać, co jest w nich naprawdę zawarte.

Jakie kryteria stosuje komisja, badając dokumenty komunistycznej bezpieki dotyczące osób duchownych?
– Sprawdzamy przede wszystkim, czy dana osoba była aktywnym, świadomym i tajnym współpracownikiem, jakie miała intencje i czy jej działalność wyrządziła krzywdę innym. Dopiero na tej podstawie można wyrokować o ewentualnej rzeczywistej współpracy z SB.

Kiedy możemy spodziewać się pierwszych efektów Waszej działalności?
– Proszę pamiętać o tym, że porządek kościelny jest inny niż porządek państwowy. Komisja nie występuje w roli prokuratora, czy sędziego, ani też nie pracuje na rzecz organów państwowych bądź mediów. Działamy na rzecz Konferencji Episkopatu Polski i tylko jej przedkładamy wyniki naszych prac. A to co Episkopat z tym zrobi, to już nie należy do nas.

Mogę tylko powiedzieć, że według obecnych ustaleń informacje na temat prac komisji przekazywać będzie do publicznej wiadomości rzecznik Episkopatu ks. dr Józef Kloch.

Na ile wiarygodne wydają się Panu teczki bezpieki?
– Nasza komisja składa się z dwóch prawników i trzech historyków. Ja jako prawnik mogę odpowiedzieć na pańskie pytanie w ten sposób: wiarygodność danego dokumentu ma zawsze podwójny charakter. Jest on prawdziwy w tym sensie, że pochodzi od osoby, która go podpisała, i instytucji, którą ta osoba reprezentuje. Natomiast zupełnie innym zagadnieniem jest treść tego dokumentu. A zatem czymś innym jest wiarygodność formalna, a czymś innym wiarygodność merytoryczna. Ta ostatnia zaś, jak już mówiłem, wymaga za każdym razem dokładnego sprawdzenia.

Mimo wszystko wierzy Pan Profesor w to, że komisji uda się dotrzeć do prawdy?
– Aby tak się stało, potrzeba naprawdę ogromnego obiektywizmu, odsunięcia na bok wszelkich emocji i ideologicznego zacietrzewienia. Do uznania czyjejś winy nie wystarczy bowiem, że jakiś pan major czy porucznik napisze, że miał takiego a takiego współpracownika. My chcemy zobaczyć, czy taka osoba rzeczywiście współpracowała w sposób świadomy i szkodliwy.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki