Myślimy sobie zazwyczaj: jeśli kogoś spotkało nieszczęście, to znaczy, że sobie na to zasłużył, że je spowodował, a przynajmniej sprowokował. Przecież świat jest urządzony racjonalnie, każdy skutek ma swoją przyczynę:...
Ludzka natura jest tak przewrotnie ukształtowana, że nieraz cieszymy się z nieszczęścia bliźniego. No, może nie wprost, ale w pośredni sposób... Czemu nie?
Myślimy sobie zazwyczaj: jeśli kogoś spotkało nieszczęście, to znaczy, że sobie na to zasłużył, że je spowodował, a przynajmniej sprowokował. Przecież świat jest urządzony racjonalnie, każdy skutek ma swoją przyczynę: a więc skoro tego człowieka to spotkało, to musiał nieźle nagrzeszyć. I dalej podświadomie wnioskujemy: skoro mnie się w życiu jakoś powodzi, to znaczy, że nie jest ze mną aż tak źle. Zapewne rozpoznamy w tym rozumowaniu echa swoich własnych refleksji.
Żydzi zrobili z tego sylogizmu regułę wręcz absolutną. Znaleźli potwierdzenie w Biblii, w Księdze Powtórzonego Prawa: „jeśli swe serce odwrócisz, nie usłuchasz, zbłądzisz i będziesz oddawał pokłon obcym bogom, służąc im – oświadczam wam dzisiaj, że na pewno zginiecie”. W historii Hioba ten sposób myślenia znalazł jeszcze pełniejszy wyraz: jeśli chorujesz, jeśli miałeś wypadek, doznałeś jakiegoś nieszczęścia, to znaczy, że zawiniłeś i teraz Bóg cię słusznie pokarał.
Ten sposób myślenia pokutuje do dziś. I też ma swoją religijną podstawę i uzasadnienie – w starym katechizmie: Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za zło karze, a za dobro wynagradza. Jakie proste, a zarazem jak głęboko niesprawiedliwe i krzywdzące wytłumaczenie ludzkich tragedii!
Na szczęście Chrystus położył temu kres. Ukazał nam, i to nie w teorii, a w praktyce, zbawienny sposób rozumienia i reagowania na cierpienie: krzyż. Wyraźnie oddzielił nieszczęście i cierpienie od winy i grzechu. To prawda, że na ogół grzech pociąga za sobą przykre następstwa – dla nas samych bądź dla innych, ale w drugą stronę ta zasada nie obowiązuje: nieszczęście wcale nie musi świadczyć o grzechu. Natomiast powinno nas mobilizować do solidarności, współczucia, pomocy, a przynajmniej do nawrócenia. Przecież równie dobrze mogło się to przydarzyć mnie. A jeśli się dotąd nie przydarzyło, to znaczy, że Bóg daje mi czas, którego nie mogę zmarnować.
Nakazuje nam to także zrewidowanie swoich wyobrażeń na temat Boga: na pewno nie można Go utożsamiać z surowym sędzią czy wręcz katem. Przeciwnie – Bóg jest wrażliwym i cierpliwym ogrodnikiem, który troszczy się i opiekuje grzesznikami, chce nam pomóc, staje w naszej obronie. A skoro tak, to nie możemy pozostać nieczuli i obojętni, musimy się nawrócić, wykorzystać skrzętnie daną nam szansę. My mamy jeszcze czas, choć nie wiemy jak długo. Jeśli go jednak nie wykorzystamy, na pewno na tym ucierpimy.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













