Logo Przewdonik Katolicki

Błogosławiona boska cierpliwość

Ks. Mariusz Pohl
Fot.

Ludzka natura jest tak przewrotnie ukształtowana, że nieraz cieszymy się z nieszczęścia bliźniego. No, może nie wprost, ale w pośredni sposób... Czemu nie? Myślimy sobie zazwyczaj: jeśli kogoś spotkało nieszczęście, to znaczy, że sobie na to zasłużył, że je spowodował, a przynajmniej sprowokował. Przecież świat jest urządzony racjonalnie, każdy skutek ma swoją przyczynę:...

Ludzka natura jest tak przewrotnie ukształtowana, że nieraz cieszymy się z nieszczęścia bliźniego. No, może nie wprost, ale w pośredni sposób... Czemu nie?

Myślimy sobie zazwyczaj: jeśli kogoś spotkało nieszczęście, to znaczy, że sobie na to zasłużył, że je spowodował, a przynajmniej sprowokował. Przecież świat jest urządzony racjonalnie, każdy skutek ma swoją przyczynę: a więc skoro tego człowieka to spotkało, to musiał nieźle nagrzeszyć. I dalej podświadomie wnioskujemy: skoro mnie się w życiu jakoś powodzi, to znaczy, że nie jest ze mną aż tak źle. Zapewne rozpoznamy w tym rozumowaniu echa swoich własnych refleksji.

Żydzi zrobili z tego sylogizmu regułę wręcz absolutną. Znaleźli potwierdzenie w Biblii, w Księdze Powtórzonego Prawa: „jeśli swe serce odwrócisz, nie usłuchasz, zbłądzisz i będziesz oddawał pokłon obcym bogom, służąc im – oświadczam wam dzisiaj, że na pewno zginiecie”. W historii Hioba ten sposób myślenia znalazł jeszcze pełniejszy wyraz: jeśli chorujesz, jeśli miałeś wypadek, doznałeś jakiegoś nieszczęścia, to znaczy, że zawiniłeś i teraz Bóg cię słusznie pokarał.

Ten sposób myślenia pokutuje do dziś. I też ma swoją religijną podstawę i uzasadnienie – w starym katechizmie: Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za zło karze, a za dobro wynagradza. Jakie proste, a zarazem jak głęboko niesprawiedliwe i krzywdzące wytłumaczenie ludzkich tragedii!

Na szczęście Chrystus położył temu kres. Ukazał nam, i to nie w teorii, a w praktyce, zbawienny sposób rozumienia i reagowania na cierpienie: krzyż. Wyraźnie oddzielił nieszczęście i cierpienie od winy i grzechu. To prawda, że na ogół grzech pociąga za sobą przykre następstwa – dla nas samych bądź dla innych, ale w drugą stronę ta zasada nie obowiązuje: nieszczęście wcale nie musi świadczyć o grzechu. Natomiast powinno nas mobilizować do solidarności, współczucia, pomocy, a przynajmniej do nawrócenia. Przecież równie dobrze mogło się to przydarzyć mnie. A jeśli się dotąd nie przydarzyło, to znaczy, że Bóg daje mi czas, którego nie mogę zmarnować.

Nakazuje nam to także zrewidowanie swoich wyobrażeń na temat Boga: na pewno nie można Go utożsamiać z surowym sędzią czy wręcz katem. Przeciwnie – Bóg jest wrażliwym i cierpliwym ogrodnikiem, który troszczy się i opiekuje grzesznikami, chce nam pomóc, staje w naszej obronie. A skoro tak, to nie możemy pozostać nieczuli i obojętni, musimy się nawrócić, wykorzystać skrzętnie daną nam szansę. My mamy jeszcze czas, choć nie wiemy jak długo. Jeśli go jednak nie wykorzystamy, na pewno na tym ucierpimy.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki