Logo Przewdonik Katolicki

Krajobraz po tragedii

ks. Tadeusz Miłek
Fot.

W Gdańsku 14-letnia Ania, uczennica drugiej klasy gimnazjum, popełniła samobójstwo. Było ono niewątpliwie związane z poprzedzającymi je upokarzającymi dziewczynę wydarzeniami w szkole. Upokorzenie, jakiego doznała, przez kilkanaście minut obserwowało 20 nastolatków. Gdy nauczycielka wróciła do klasy, nikt nic nie powiedział. Tylko najbliższa koleżanka Ani Iwona ...

W Gdańsku 14-letnia Ania, uczennica drugiej klasy gimnazjum, popełniła samobójstwo. Było ono niewątpliwie związane z poprzedzającymi je upokarzającymi dziewczynę wydarzeniami w szkole.

Upokorzenie, jakiego doznała, przez kilkanaście minut obserwowało 20 nastolatków. Gdy nauczycielka wróciła do klasy, nikt nic nie powiedział. Tylko najbliższa koleżanka Ani – Iwona – płakała, bo „chłopcy dokuczali Ani”. Ania uciekła do domu. Nie rozmawiała z rodzicami. Następnego dnia popełniła samobójstwo.

Przerażenie i bezsilność
Trudno sensownie zebrać myśli, by rzeczowo skomentować te wydarzenia. Trudno powiedzieć, co przeraża bardziej: zachowanie uczniów – sprawców poniżenia, bierność pozostałych czy może bezsilność nauczycieli i rodziców wobec dzieci. Ktoś przecież musiał tak wychować tych, którzy czynili zło i tych, którzy się biernie temu przyglądali.

To jest tragedia dziewczynki, której życie zostało tak tragicznie zakończone, i tragedia jej rodziców. Ale jest to chyba również tragedia systemu wychowawczego. Widać przecież, jak nauczyciele i rodzice z roku na rok tracą autorytet, uczniom coraz więcej wolno i tę wolność wykorzystują w sposób najgorszy z możliwych.

Pytał publicysta jednej z gazet: „Co jeszcze muszą zrobić szkolni bandyci, by wszyscy uzmysłowili sobie, jak bardzo chora jest polska szkoła?”. Czas już najwyższy, by o tym poważnie porozmawiać.

Trudno nie stawiać pytań: kto winien jest tej śmierci? Dlaczego do tego doszło? Dlaczego nikt nie stanął w jej obronie? Co robić, aby takie tragedie nie wydarzały się w przyszłości?

Pozornie najłatwiej wskazać sprawców i wymierzyć karę. Pierwszą reakcją wielu ludzi na wieść o tym wydarzeniu było napiętnowanie sprawców i żądanie ich przykładnego ukarania. Dla niektórych rozwiązanie było proste: szubienica lub kamieniołomy dla przestępców. To prawda: został popełniony haniebny czyn i naruszona sprawiedliwość domaga się kary. Jest też wiele racji w stwierdzeniu, że bandyci i zwyrodnialcy bez względu na to, ile mają lat, powinni być skazywani na wieloletnie odsiadki lub eliminowani fizycznie ze społeczeństwa. Czy to jednak wystarczy?

Czy tylko chłopcy są winni?
Na dyskusyjnym forum internetowym ktoś zamieścił ciekawą wypowiedź: „Ci chłopcy stali się narzędziem w rękach złego, tego zła, które skądś do nich przyszło. Kto je przyniósł? Rodzice? Szkoła? Media?!”.

Czy można jednoznacznie powiedzieć, kto jest winny: chłopcy, nauczyciele, dyrekcja, koledzy i koleżanki, ich rodzice? Może trzeba by obwiniać całe społeczeństwo za jego wpływ na dzieci i młodzież. Może należałoby do odpowiedzialności pociągnąć Internet, telewizję i producentów gier komputerowych…

Ten brutalny napad był zapewne skutkiem pewnego szerszego procesu. Przecież dotychczasowe zachowanie tych młodych ludzi pewnie nie wywoływało niepokoju. A może i rodzice, i szkoła zaakceptowali już różne patologiczne formy jako normalność? Może gdyby nie samobójstwo i to wydarzenie nie wzbudziłoby zainteresowania… Świadczy o tym reakcja, a właściwie jej brak, ze strony pozostałych uczniów.

Być może problemem jest w ogóle tolerancja dla coraz brutalniejszych zachowań. Nasi politycy każdego dnia serwują nam brutalne ataki, w sferze zawodowej spotykamy się z bezwzględnością, wojsko czy szkołę opanowuje fala, przemoc w słowach i czynach nie znajduje ani dostatecznego potępienia, ani szybkiej kary. Tragiczne żniwo zbierają hasła: „Róbta co chceta”, „Obywatelskie nieposłuszeństwo”, „Bierzcie sprawy w swoje ręce”, „Pierwszy milion trzeba ukraść”.

Bierność czy brak odwagi?
Ze smutkiem pewnie trzeba przyznać, że wszyscy mamy w tym udział, gdy widzimy zło i udajemy, że nic złego się nie dzieje. Pozwalamy na chamskie zachowanie, nie reagujemy na agresję małolatów, dopóki nie dotyczy to nas bezpośrednio. Milczeniem, brakiem zainteresowania dajemy przyzwolenie na zło.

Krajobraz po tragedii
Wielu rodziców nadal jest przekonanych, że ich dzieci są inne i „coś takiego do głowy im nie przyjdzie”, a nauczyciele – wystraszeni przez władzę – teraz pewnie na krok nie opuszczą ucznia.

Czy to wystarczy? Może trzeba, by rodzice dokładniej przyjrzeli się swoim dzieciom, zobaczyli, czy czegoś nie zaniedbują, by wiedzieli, co ich dzieci robią, jakie mają poglądy na świat. Zamiast przekonywać, że „mojego dziecka to nie dotyczy”, więcej z nim rozmawiać. Może dzięki temu unikniemy kolejnej tragedii.

Gdański dramat uświadamia nam, do czego prowadzi propagowanie w mediach przemocy i wszechobecnej pornografii, do czego prowadzi rosnąca z dnia na dzień obojętność na krzywdę bliźniego. Ale również, do czego prowadzą pogarszające się kontakty między rodzicami a ich dziećmi, kiedy dochodzi do sytuacji, gdy dziecko popełnia samobójstwo, nie zwierzając się matce z nieszczęścia, jakie je spotkało. Ta tragedia ukazuje też nieodpowiednie postawy rodziców – ojcowie chłopców bagatelizowali przecież całą sprawę. Ukazuje też bezradność polskiego prawa.

Co na przyszłość?
Jak mówił minister edukacji, takie wydarzenia jak te, które miały miejsce w Gdańsku, uzasadniają konieczność zrobienia zdecydowanego porządku w szkołach: – Jeżeli tego się nie zrobi, to tego typu wydarzeń będzie więcej. Oby jak najszybciej, kiedy opadną emocje, podjęto działania.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki