W jednym z listopadowych numerów „Tygodnika Powszechnego” z roku 1979 można znaleźć niewielki tekst autorstwa pallotyna, ks. Eugeniusza Klimińskiego. To krótka opowieść o „studentach – fantastach”, którzy z Gdańska wyruszyli tam, gdzie prowadzą wszystkie drogi – do Rzymu. Aby spotkać się z Papieżem – Rodakiem, pokonali na piechotę Alpy, całymi dniami wędrowali po drogach Italii. Wśród tych „fantastów” byłam i ja.
Koniec lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia… – brzmi to nieco pomnikowo, nieprawdaż? Dla mnie pod tym zdaniem kryją się jednak wspomnienia wspaniałych lat studenckich, wesołych, niepowtarzalnych. Na uczelni kształtował się mój umysł, w kręgu akademickiego duszpasterstwa – duchowość.
Cegły w plecaku
Aby zrozumieć nasz zapał, warto powrócić myślą do dnia, w którym kardynała Karola Wojtyłę obwołano Następca Świętego Piotra… Wieść wędrowała z ust do ust, zaprowadzając narodowe święto! Byliśmy wciąż pełni radości, kiedy jak co roku, korzystając z zimowej przerwy semestralnej, jako duszpasterstwo wyruszyliśmy w rodzime góry. Na szczytach czuliśmy się najbliżej Boga. I wtedy ktoś podsunął myśl: Skoro tak bardzo lubimy łączyć modlitwę z wędrówką, może wyruszymy na „wysokościową” pielgrzymkę? Dokąd? – Do Watykanu! Pieszo do Ojca Świętego!
Tego nie trzeba było nikomu dwa razy powtarzać! Lato 1979 r. zarezerwowaliśmy dla Jana Pawła II.
Wkrótce ruszyły przygotowania. Przede wszystkim duchowe – w każdą środę zbieraliśmy się, aby czytać i omawiać wybrane fragmenty Pisma Świętego, dyskutować o historii Kościoła. Poza tym gremialnie zapadła decyzja o „szlifowaniu kondycji”. Sobota stwarzała okazję, aby wypuścić się do lasu, na wzgórza. W plecakach szurały… cegły wypożyczone z placu budowy palotyńskiego kościoła i plebanii!
O naszych zamiarach zrobiło się głośno. Duszpasterstwo, Episkopat, polscy księża posługujący w Rzymie pomogli nam w uzyskaniu koniecznych zaproszeń, gromadzeniu potrzebnych środków. Znalazł się człowiek, którego samochód z przyczepą stworzył „minitabor” przyszłej pielgrzymki. Byliśmy gotowi. Marszruta: dojazd pociągiem do czeskiej Pragi i nad granicę austriacką. Piesze przejście górskim szlakiem do Italii. Dłuższy postój w Asyżu. Potem Rzym!
Walutowa operacja
Biorę do ręki pamiątkowy album z tamtej eskapady. Przeglądam zachowane dokumenty. Najbardziej śmieszy mnie jeden niepozorny, szary papierek. To bankowe zaświadczenie „o posiadaniu 150 dolarów”. Takim kapitalikiem musiałam się wykazać, chcąc otrzymać paszport „jednokrotny, uprawniający do przekroczenia granicy PRL”. Z tymi dolarami przeprowadziliśmy prawdziwie „szpiegowską” operację! Zaraz po wpłacie, ledwie bank wystawił odpowiedni druk, następowała wypłata. A kwota przechodziła do rąk następnego pielgrzyma. Na trzy, może cztery stupięćdziesięciodolarowe transze uzyskała paszporty nasza cała, trzydziestoczteroosobowa grupa! Europa stanęła przed nami otworem.
Wyruszyłam nieco wcześniej, przed wszystkimi, aby odwiedzić moją ciotkę w zachodnich Niemczech. Pielgrzymkowy plecak odebrałam w Pradze, z rąk moich rodziców. Przyjechali specjalnie po to, aby dowieźć mi ważący dwadzieścia kilogramów tobół! W stolicy Czechosłowacji nastąpiło „zgrupowanie” pielgrzymów. Zgodnie z planem. 17 sierpnia 1979 roku przekroczyliśmy granicę Austrii…
Koniec części pierwszej
W ramach konkursu „Przewodnika Katolickiego Diecezji Bydgoskiej” opisałam pewien szczególny epizod z mojego życia. Pielgrzymując jako duszpasterstwo akademickie do Watykanu, spontanicznie manifestowaliśmy radość z wywyższenia naszej ojczyzny, która dała światu papieża. Ten fakt był dla nas w tamtych czasach potężnym promieniem nadziei. By choć na chwilę być blisko Jana Pawła II, cierpliwie znieśliśmy wszystkie uciążliwe procedury paszportowe, urzędowe. Wielu z nas znalazło się wówczas po raz pierwszy za granicą. Na pielgrzymce! Wszystko nas urzekało. Aby niczego nie zapomnieć, krótko po przyjeździe założyłam specjalny album – trafiły do niego nie tylko widokówki, fotografie, ważne watykańskie druki, ale i drobiazgi – bilety autobusowe, różne naklejki, rozkłady jazdy, a nawet papierowa serwetka z nadrukiem rzymskiej restauracji… Przez minione lata zdjęcia, wykonane na słynnych NRD-owskich kliszach „Orwo”, mocno przybladły. Za to moje wspomnienia pielgrzymki z roku 1979 ciągle są świeże, pełne kolorów.
Izabela Pankowska jest farmaceutką. Pracuje w jednej z bydgoskich aptek.
wysłuchał AG
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













