Uciec razem z Nim

Gdyby nie fakt, że wydawca podarował mi najnowszą książkę Georgea Weigla, sam bym po nią nie sięgnął. Skutecznie zniechęcał mnie do niej nader pretensjonalny tytuł (Listy do młodego katolika), poza tym nosiłem w sobie zmęczenie coraz to nowymi pozycjami tegoż autora, które od kilku lat w zatrważającej liczbie pojawiają się na polskim rynku. Za Listy...
Czyta się kilka minut

Gdyby nie fakt, że wydawca podarował mi najnowszą książkę George’a Weigla, sam bym po nią nie sięgnął. Skutecznie zniechęcał mnie do niej nader pretensjonalny tytuł („Listy do młodego katolika”), poza tym – nosiłem w sobie zmęczenie coraz to nowymi pozycjami tegoż autora, które od kilku lat w zatrważającej liczbie pojawiają się na polskim rynku. Za „Listy” zabrałem się więc profilaktycznie nadąsany, spodziewając się, że po dwudziestu stronach zakończę lekturę. Dziś czuję się w obowiązku ogłosić, że nowa książka Weigla to cudowny haust świeżego powietrza w coraz bardziej zadymionym wnętrzu, w którym Polacy roztrząsają sprawy swojego Kościoła.

A im głośniej roztrząsają, tym bardziej – przyznaję – mam ochotę strzelić sobie w łeb. Zaczyna się to zwykle od mdłości, które pojawiają się, gdy słyszę kolejną namiętną dyskusję o tym, czy lustracja kleru powinna objąć tylko proboszczów, czy może także wikarych. Nerwowych tików dostaję, gdy śledzę kolejną debatę na temat ojca Rydzyka. Wysypki dostaję na sensacyjną wieść o najświeższej korekcie podziałów między biskupami, bo oto okazuje się, że inni niż myśleliśmy są „łagiewniccy”, a inni „toruńscy” (choć ostatnio jeden z moich kolegów odkrył nowy gatunek – biskupów „łagiewnicko-toruńskich”). Szlag mnie trafia, gdy widzę, jak pracowicie spece od Kościoła badają zawartość „elementów klerykalnych” w exposé premiera, zastanawiając się, jak przełożą się one na (traktowane łącznie) lustrację, Radio Maryja i stosunki z LPR. Na samo dno czarnej rozpaczy sprowadzają mnie hierarchowie, którzy zamiast mówić ludziom o Panu Bogu, z radością obwieszczają swoje zwycięstwo nad publicystami, którzy wieszczyli kres polskiej religijności tradycyjnej. A przecież nie ma kresu! Wskaźniki wyglądają super!

I potrzeba mi było właśnie Weigla, by uświadomić sobie, co tu jest nie tak. Jego główna myśl jest jak uderzenie obuchem w łeb. Weigel przypomina nam, którzy uważamy się za znawców tematu, abecadło. Pisze, że celem, środkiem i jedynym sensem chrześcijaństwa jest Chrystus. Że chrześcijaństwo to nie styl życia, suma wyborów politycznych, walka o zachowanie takich czy innych religijnych preferencji. Wniosek? Polski katolik nie będzie po śmierci rozliczany ze stosunku do Radia Maryja czy lustracji, ale z tego, czy wierzył, znał i starał się naśladować Chrystusa!

Znamy Ewangelię – apostołowie dziesiątki razy mieli ochotę zrobić z Jezusa zwolennika lub przeciwnika jakiejś frakcji, zapytać co myśli o „księżach agentach” lub dociec, czy bardziej lubi procesje z figurą, czy zebrania KIK-u. Tyle że Jezus takie debaty ucinał w zarodku. I nakazywał uczniom, by zamiast zajmować się szeroko rozumianą polityką, całą „parę” puszczali nie w gwizdek, a w budowanie swoich relacji z Panem Bogiem. Bo jeśli zadbają o nie, cała reszta jakoś się ułoży. Wyrzucano Mu, że nie docenia wagi i istoty problemów, że chce od nich uciec. Nie wiem jak Państwo, ale ja mam ochotę uciec razem z Nim.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 31/2006