Nie brak też ludzi, którzy śpiewają ową kolędę ze spokojnym sumieniem, tylko dlatego, że odnoszą jej przesłanie...
Wielu z nas, śpiewając lub słuchając kolędy "Nie było miejsca dla Ciebie", odczuwa pewien duchowy dyskomfort. Słowa pieśni wywołują swoiste poczucie winy, zażenowanie, wstyd. W czasie Bożego Narodzenia wolelibyśmy śpiewać kolędy liryczne, radosne, pełne nadziei.
Nie brak też ludzi, którzy śpiewają ową kolędę ze spokojnym sumieniem, tylko dlatego, że odnoszą jej przesłanie do czasu, w którym została napisana. Są przekonani, że kolęda powstała podczas II wojny światowej, a jej autorem jest więzień obozu koncentracyjnego. Tym samym pieśń pozostaje dla nich świadectwem minionego, mrocznego czasu. - To nie jest o mnie, to nie do mnie! To kolęda wojenna, to pieśń z czasu śmierci i grozy, gdy wydawało się, że zło wzięło górę. Teraz jest inaczej, teraz jest już dobrze - przekonują samych siebie i oddychają z ulgą. A tymczasem...
Tymczasem prawda jest taka, że tekst kolędy został napisany przed II wojną światową, w klasztorze Ojców Jezuitów w Nowym Sączu, przez ks. Mateusza Jeża. Po raz pierwszy pieśń opublikowano drukiem (wraz z nutami) w "Największej Kantyczce", wydanej w Tarnowie w 1938 r. Pisząc zatem:
"A dzisiaj czemu wśród ludzi
tyle łez, jęków, katuszy?
Bo nie ma miejsca dla Ciebie
w niejednej człowieczej duszy"
autor nie myślał o wojnie i obozach czy gułagu, nie pisał też o hitlerowcach czy enkawudzistach. Zwracał się do nas, do swoich rodaków, choć w gruncie rzeczy do wszystkich ludzi. Rzeczywiście, gdy wybuchła wojna i wielu Polaków trafiło do niemieckich obozów koncentracyjnych, gdy wielu zostało zesłanych do sowieckich łagrów, śpiewali oni kolędę "Nie było miejsca dla Ciebie". W miejscach nienawiści, beznadziei i pogardy dla człowieka zyskiwała ona nową głębię znaczeniową.
Byłoby nadużyciem odnoszenie słów kolędy do konkretnego czasu i uwarunkowań. Jako ludzie jesteśmy zawsze tacy sami. Oto narodziło się Dziecię Jezus. Przyszło na ziemię, by zbawić ludzi, zbawić od grzechu cały świat. Aby prawdziwie przyjąć Jezusa i stać się świadkami tajemnicy Bożego Narodzenia, trzeba mieć mądre, kochające serce. Takie jak Maryja i Józef, jak betlejemscy pasterze. W kolejnych pokoleniach, także i współcześnie, jest bardzo wielu ludzi, którzy z wiarą, miłością i radością szeroko otwierają serca przed Nowonarodzonym. Jednak nie brak i takich, którzy żyją w ciemności, jakby jeszcze nie było Nocy Betlejemskiej. Przytłoczeni brzemieniem życia, bądź pod wpływem pychy, przekonania, że najważniejszy jest człowiek, nie myślą o tym, że Jezus "jako Zbawiciel zszedł na ziemię" - z miłości do ludzi.
Niech zatem światłość bijąca od betlejemskiej stajenki da nam siłę do zmagania się z przeciwnościami, niech da odwagę potrzebną do przeciwstawiania się neopogaństwu, cnotę męstwa wobec aktów zła, bezprawia, gwałtu i nienawiści. Starajmy się ocalać godność świata, jednak zaczynając od ocalania własnej godności.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









