Pod rządami Kazimierza Marcinkiewicza życie w Toruniu płynie tym samym leniwym nurtem, jakim płynęło wcześniej. Jeśli jednak sięgnąć po "Gazetę...
Świat za oknem wygląda po staremu. Gdyby jednak czerpać wiedzę z łamów prasy - Polska została właśnie podbita przez armię moherowych beretów, a rezydujący w Toruniu okupanci przymierzają się do zaprowadzenia nad Wisłą teokracji.
Pod rządami Kazimierza Marcinkiewicza życie w Toruniu płynie tym samym leniwym nurtem, jakim płynęło wcześniej. Jeśli jednak sięgnąć po "Gazetę Wyborczą" - największy, uchodzący za poważny dziennik w kraju - można odnieść wrażenie, że Polska stała się wasalem jakiegoś niewielkiego księstewka, a Jego Książęca Mość Tadeusz Rydzyk zza murów toruńskiej twierdzy włada od Bałtyku po Tatr szczyty.
Premier odwiedza wyklętych
Pierwszej wizycie rządu w Radiu Maryja media poświęciły wiele uwagi. Opisy ciągnącego do Torunia sznura rządowych limuzyn i ciepłego przyjęcia na dworze ojca Rydzyka sprawiły wrażenie relacji z pierwszej zagranicznej wizyty nowo wybranego premiera.
Marcinkiewicz odwiedzał równolegle wiele studiów telewizyjnych i radiowych, dziesiątki redakcji. Sama wizyta w takim miejscu nie jest jeszcze żadnym wydarzeniem. Jeśli jest relacjonowana przez inne media, to zwykle przez wzgląd na to, co w danym miejscu premier powiedział. W wypadku Radia Maryja i Telewizji Trwam - treść wywiadu nie ma znaczenia, bo sam fakt pojawienia się go tam wzbudza ogromną sensację. Niektóre media, relacjonując kontakty Marcinkiewicza z rozgłośnią ojca Rydzyka, zachowywały się tak, jakby co najmniej - proszę wybaczyć porównanie - przyłapały premiera na kompromitującej wizycie w domu publicznym.
W ramach eksperymentu warto w artykułach "Wyborczej" podmienić - powiedzmy - Telewizję Trwam na Polsat, Rydzyka na Solorza, a Toruń na Warszawę. Tak przygotowany tekst czytany nieświadomemu podstępu człowiekowi wyda się absurdem. Co to właściwie za news, że ministrowie odwiedzili studio Polsatu? Czy nie odwiedzają takich studiów niemal codziennie? Co jest takiego w tym studiu, że wizyta w nim jest sensacją - a w każdym innym przejdzie niezauważona? Dlaczego nie ma prawie ani słowa o tym, co powiedzieli w owym studiu? Czy nie to winno być najważniejsze? Czy sam wywiad, samo udzielenie wypowiedzi jest już czymś wartym zauważenia?
Reglamentowana wolność słowa
Media, które zawsze stoją murem w obronie konstytucyjnej wolności wypowiedzi, zdają się przyznawać prawo do owej wolności tylko mediom prawomyślnym. Radio Maryja nie łamie prawa. Jego jedynym grzechem jest to, że głosi kontrowersyjne poglądy. Poglądy jak każde inne - czasem trafne, innym razem głupie - ale wyklęte dlatego, że nie mieszczą się w ciasnych granicach politycznej poprawności.
Kapłani tolerancji - jak niegdyś faryzeusze - są oburzeni, że premier jada z grzesznikami. Nie wściekają się na premiera za to, co zrobił albo powiedział. Nie mogąc znaleźć niczego, co w zachowaniu premiera można by skrytykować - poddano krytyce sam fakt pojawienia się w Radiu Maryja, jakby premier RP miał prawo odwiedzać tylko media namaszczone przez kapłanów tolerancji, jakby w świętej demokracji istniał jakiś indeks mediów i poglądów zakazanych.
Kiedy "Nasz Dziennik" zaprotestował przeciwko powołaniu Joanny Kluzik-Rostowskiej na pełnomocnika rządu ds. rodziny, "Gazeta Wyborcza" na pierwszej stronie wybiła wielkimi literami: "Radio Maryja ustawia rząd". Co prawda, dzień później premier orzekł, że nominację i tak jej wręczy, ale powszechnego przekonania o Polsce rządzonej z Torunia w niczym to nie zmieniło.
Choć nakład gazety Michnika jest wielokrotnie większy niż "Naszego Dziennika", żadne poważne media nie biją na alarm nad niezależnością rządu, gdy "Wyborcza" opiniuje kolejne kandydatury. Na tym właśnie polega niezależność, że Marcinkiewicz nie musi pytać Michnika, co ma robić i vice versa. Oczywiście media, czwarta władza, z radością obserwują swój znaczący wpływ na decyzje rządu. Roszczą sobie prawo do opiniowania kandydatur, a premier winien ich opinie uwzględniać. Z jednym ważnym wyjątkiem - wobec Radia Maryja musi zachować całkowitą niezależność. Dlaczego? Bo tak.
Święta demokracja
W trzeciej Rzeczypospolitej panuje polityczna poprawność, która pod wieloma względami przypomina jakąś formę publicznego kultu. Święta demokracja ma swoje dogmaty, swoją naukę moralną, swoich kapłanów, swoje świątynie. Komicznie wyglądają środowiska, które ponoć walczą z dogmatyzmem, ciemnotą, ksenofobią i spiskową teorią dziejów, gdy same głoszą spisek moherowych beretów rządzących Polską, gdy w imię łagodności i tolerancji wybuchają oburzeniem i agresją, gdy wizytę w studiu nieortodoksyjnej rozgłośni (bo niewierzącej w świętą tolerancję) traktują jak bluźnierstwo.
Dziwnym trafem to ludzie o szerokich horyzontach najchętniej przywdziewają klapki na oczy, obrońcy tolerancji najgwałtowniej zwalczają odmienne poglądy, a ci, którzy najgłośniej deklarują chęć leczenia homofobów, sami cierpią na nieleczoną rydzykofobię. Chciałoby się sparafrazować rycerzy tolerancji i zawołać: "rydzykofobia - to się leczy!".
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.










