Jeszcze dzień, jeszcze dwa i ta sprawa zniknie w morzu nowych tematów, którymi codziennie absorbuje się opinię publiczną. W końcu tak na dobrą sprawę kto rozumie, o co chodzi z tym multipleksem, na którym nie ma jednej niszowej telewizji? Katolicy protestują, ale kto się będzie nimi przejmował, w końcu oni zawsze jakby co, to jedynie „nadstawią drugi policzek”. Dlaczego musimy upominać się o Telewizję Trwam właśnie teraz?
Ludwika Sawicka ze Swarzędza zaczęła oglądać tę stację już w pierwszych miesiącach jej istnienia. Była słuchaczką Radia Maryja i od początku wiedziała, że powstaje katolicka telewizja. Dziś nie wyobraża sobie dnia bez chwili wytchnienia z ulubioną stacją. – Ta telewizja daje ludziom starszym, takim jak ja, uspokojenie; tu ludzkie sprawy traktuje się poważnie, tu jest wszystko po kolei i na swoim miejscu. I tu jest religia, której w innej telewizji w ogóle nie znajdę – wyjaśnia. Do jej ulubionych audycji należą transmisje uroczystości religijnych, Apel Jasnogórski i publicystyka, czyli rozmowy o najważniejszych dla kraju problemach. Emerytowana nauczycielka nauczania początkowego, która w tym roku obchodzić będzie 80. urodziny, podpisała protest przeciwko dyskryminowaniu Telewizji Trwam od razu w pierwszych dniach zbierania podpisów przez jej parafialne koło Rodziny Radia Maryja, ale nie jest w sprawie skuteczności tego protestu optymistką. – Oni – mówi enigmatycznie – nie liczą się już w ogóle z takimi jak ja, którzy taką telewizję oglądają. Takie czasy.
„Imperium”
Pani Ludwika wie, co mówi, bo Telewizja Trwam w Polsce od początku swego istnienia nie miało łatwo. Gdy tylko pojawiły się informacje na temat pomysłu uruchomienia stacji telewizyjnej przez twórcę Radia Maryja o. Tadeusza Rydzyka, w mediach zaroiło się od tekstów opisujących jego finansowe (w domyśle: zdobyte nielegalnie) eldorado. W listopadzie 2002 r. telewizja publiczna wyemitowała nawet film Imperium ojca Rydzyka, po którym sam prezydent Aleksander Kwaśniewski domagał się „zajęcia się finansami redemptorysty” przez odpowiednie organy państwa, a dziennikarze „Gazety Wyborczej” i osobiście redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego” ks. Adam Boniecki apelowali wprost do urzędów skarbowych i sądów, by wreszcie zainteresowały się „finansami Ojca Dyrektora”. W następnych latach nie było inaczej. Tabloidy opisywały jego rzekomo luksusowy samochód (słynny „maybach ojca Rydzyka”), a ogólnopolskie gazety codzienne i telewizje nieustająco „analizowały” źródła finansowania i radia, i telewizji, i Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej, i wreszcie odwiertów geotermalnych, które z inicjatywy redemptorysty rozpoczęto w Toruniu.
O „imperium ojca Rydzka” miało być głośno. Po cichu zaś zwalczano wszystkie jego inicjatywy wszelkimi dostępnymi metodami administracyjnymi – kontrole skarbowe, kontrole Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, cofnięcie przyznanej dotacji, usuwanie z telewizji kablowych mimo protestów widzów stało się codziennością. Teraz na naszych oczach misternie budowany mit tego imperium biznesowego rozsypał się jak domek z kart, bo KRRiT odmówiła przyznania koncesji dla TV Trwam na naziemne nadawanie cyfrowe właśnie z powodów rzekomo niewystarczających środków finansowych. Tym razem nikt już nie wspomina maybacha ani milionów zbieranych regularnie od emerytów, wręcz przeciwnie. Nikogo już nie obchodzi, że sytuacja finansowa właściciela TV Trwam, Fundacji Lux Veritatis, jest zdecydowanie lepsza niż podmiotów, które uzyskały tę koncesję.
Politycy kontra KRRiT
Sprawa mogłaby budzić pusty śmiech, gdyby nie była tak poważna i brzemienna w skutkach. TV Trwam działa na polskim rynku od ponad 9 lat, nie mogąc się rozwijać właśnie z powodu braku dostępu do nadajników naziemnych. Od wielu lat nie było przecież nowych procesów koncesyjnych na bezpłatne naziemne nadawanie. Krajowa Rada twierdziła, że właśnie cyfryzacja odblokuje ten proces. Dzisiaj podmiotowi, który przez kilka lat już nadawał program, czekając cierpliwie na stworzenie szans rozwoju, odmawia się tej możliwości z powodów, które, mówiąc eufemistycznie, budzą co najmniej wątpliwości.
Ostatnio do protestujących dołączyli – i to już formalnie – prawicowi opozycyjni politycy. Klub Parlamentarny Solidarna Polska złożył do Prokuratury Generalnej zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez członków KRRiT, którzy według nich dopuścili się przestępstwa urzędniczego, przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przy procesie koncesyjnym. Prawo i Sprawiedliwość złożyło wniosek o postawienie przed Trybunałem Stanu członków Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji właśnie z powodu naruszenia prawa przy przydzielaniu koncesji na nadawanie na multipleksie. W ich opinii KRRiT nie zagwarantowała zróżnicowanej oferty programowej przy procesie cyfryzacji, a cały proces rozdziału koncesji przeprowadziła w sposób mało przejrzysty, dyskryminując jedynego nadawcę społecznego. – Odmowa udzielenia koncesji Telewizji Trwam i umożliwienia jej dalszego działania w nowych warunkach, jakie stworzy telewizja cyfrowa, jest skandalem i pokazaniem, że w Polsce wolność mediów nie istnieje – podkreślał prezes PiS Jarosław Kaczyński. Tym razem, obiektywnie rzecz biorąc, trudno zlekceważyć ten argument.
Co na to dziennikarze?
Bo tym razem protestują nie tylko „moherowe berety”, jak pogardliwie premier Donald Tusk określił kiedyś słuchaczy Radia Maryja i widzów Telewizji Trwam. Odezwali się nawet dziennikarze, zazwyczaj bardzo powściągliwi w krytycznych ocenach działań instytucji, od których przecież zależy ich pozycja zawodowa. Należy do nich Krzysztof Skowroński, prezes SDP i właściciel internetowego radia Wnet. (cytat)
To samo, tylko bardziej „urzędowo” mówi wielu wybitnych polskich naukowców. Przypominają, że w najważniejszej dla rynku mediów elektronicznych w Polsce ustawie, ustawie o radiofonii i telewizji z 1992 r. stwierdza się, że „Krajowa Rada stoi na straży wolności słowa w radiu i telewizji [...] oraz że zapewnia ona otwarty i pluralistyczny charakter radiofonii i telewizji”. Według nich podjęte tym razem przez KRRiT decyzje wyraźnie świadczą o naruszeniu wymagań ustawowych przez ten konstytucyjny organ. Naruszenie to zaś jednoznacznie świadczy o dyskryminowaniu katolików w dostępie do katolickiej telewizji – stwierdzili członkowie Zespołu Wspierania Radia Maryja, wszyscy z tytułami profesorskimi najlepszych polskich uczelni (pełen tekst protestu na www.naszdziennik.pl – 24.01.2012). To samo przekonanie wyrażali wcześniej polscy biskupi (oświadczenie Rady Stałej Konferencji Episkopatu Polski z 16.01.2012) i Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, a nawet Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży. Magdalena Szymczak (kto to jest) z Poznania uczestniczyła w zebraniu, na którym członkowie stowarzyszenia zdecydowali, że „jako młodzi obywatele Polski” wyrażają sprzeciw wobec decyzji krajowej rady, bo jest ona sprzeczna z zasadami demokracji. (cytat)
Młodzi katolicy dobrze wiedzą, dlaczego protestują, bo „wychowali się na telewizji” i świetnie znają ofertę programową najpopularniejszych na rynku stacji. Na pewno nie ma wśród nich telewizji Trwam. Dostęp do niej już teraz jest bardzo utrudniony, bo po prostu nie dość, że trzeba wykupić zestaw satelitarny, to jeszcze trzeba go przekierować na innego satelitę (satelitę Astra) niż ten, z którego korzystają inne telewizje komercyjne (Eutelsat). To zwyczajnie jest bardzo skomplikowane. Gdyby Telewizja Trwam była nadawana z multipleksu naziemnego, stałaby się darmową telewizją wysokiej jakości, którą można odbierać na terenie niemal całego kraju. Kto i dlaczego boi się takiej telewizji AD 2012 w Polsce?
Komentarz
Wyeliminowanie TV Trwam z multipleksu, czyli możliwości bezpłatnego nadawania naziemnego, na wiele lat skazuje ją na niszowy charakter, uniemożliwiając jej rozwój i dotarcie do szerszego grona odbiorców. Szczególnie tych, których nie bardzo stać na odbiór telewizji płatnej. A odbiorcy TV Trwam to często ludzie ubożsi, z małych miejscowości, niejednokrotnie samotni i chorzy. I akurat im państwo powinno zapewnić możliwość oglądania ulubionej stacji za darmo, bo oni nie mają pieniędzy na comiesięczne opłaty za telewizję satelitarną czy kablową. Jest jeszcze jeden bardzo istotny powód, dla którego tak wiele osób w Polsce staje w obronie tej małej telewizji. Jest ona po prostu jedyną stacją telewizyjną w naszym kraju, która nadaje transmisje wszystkich papieskich pielgrzymek i krajowych uroczystości religijnych, a w swoim programie ma codzienną modlitwę. I jest jedyną, w której poruszane są tematy nieobecne w innych mediach, i do której zapraszani są goście, których nie można zobaczyć i usłyszeć w innych polskich i polskojęzycznych stacjach. Szkoda więc, że narzędziem zwalczania niezależnych, niepodlegających władzy mediów stała się instytucja, która powinna stać na straży wolności słowa.
Jolanta Hajdasz
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













