W końcu posłał do nich swego syna

Kompromis to słowo niezwykle dziś popularne. Do języka wiary nijak jednak nie pasuje. Tam bowiem, gdzie człowiek

zabiega o dobro i walczy ze złem, na kompromis nie ma miejsca



Rozmaite są stany ludzkiego ducha, chyba jednak zbyt często traktujemy je jakby były niezależne od samego człowieka. Gdy dochodzi do tragedii, zaczynamy szukać jej źródeł poza tym, kto jest bezpośrednim sprawcą....
Czyta się kilka minut

Kompromis to słowo niezwykle dziś popularne. Do języka wiary nijak jednak nie pasuje. Tam bowiem, gdzie człowiek

zabiega o dobro i walczy ze złem, na kompromis nie ma miejsca

Rozmaite są stany ludzkiego ducha, chyba jednak zbyt często traktujemy je jakby były niezależne od samego człowieka. Gdy dochodzi do tragedii, zaczynamy szukać jej źródeł poza tym, kto jest bezpośrednim sprawcą. Rzeczywiście, kiedy patrzy się tylko na konkretną sytuację, zamkniętą w jakimś krótkim okresie czasu, prawda wydaje się aż nazbyt oczywista… Spoglądając szerzej, rodzi się myśl, że można było uniknąć nieszczęścia, gdyby w odpowiednim czasie podjęto właściwe środki. Nic nie dzieje się przypadkowo. Nie można za pomocą przypadku czy tzw. zrządzenia losu usprawiedliwiać zła, wyrządzonej komuś krzywdy czy głębokiej nienawiści. Zbyt wielkim uproszczeniem jest mówienie: każdego to mogło spotkać, każdemu mogło się to przydarzyć, nie wiadomo jak my byśmy się zachowali w podobnej sytuacji.

Czytana dziś Ewangelia o dzierżawcach winnicy pokazuje między innymi narastanie zła i stopniowe wyzbywanie się lęku przed karą, która może spotkać tych, co wyrządzają innym krzywdę. Przychodzi taki moment, kiedy człowiek pogrąża się w złu, traci głowę i bez opamiętania, nie przebierając w środkach, niszczy każdego, kto stanie na jego drodze. To nie dzieje się nagle, z chwili na chwilę. Zło zaczyna się od małych ustępstw, które zacierają wrażliwość na dobro i stopniowo zagłuszają wszelkie wyrzuty sumienia. Kiedy czytamy, iż właściciel winnicy „w końcu” posłał do nieuczciwych dzierżawców swego syna, wyczuwamy, że jest to jakaś ostateczność. Można by nawet powiedzieć: test na stopień deprawacji.

Nie ulegajmy zbyt łatwo przekonaniu, że zło bierze się znikąd. Ono się rozwija, stopniowo ogarnia i niszczy człowieka. Żeby je zwalczyć, trzeba zaczynać od najdrobniejszych jego przejawów. Trzeba być bezkompromisowym w zmaganiu o dobro.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 40/2005