Podczas strajków lat 1980-1981 ksiądz Sikorski nie wygłaszał antykomunistycznych kazań. Raczej łagodził emocje, nawołując do nabrania dystansu, zatrzymania się przy krzyżu dla refleksji. - I wówczas, moim zdaniem, zaczyna kształtować się ogromna więź pomiędzy kapłanami a świeckimi z "Solidarności". Tymi, którzy zaczęli rozumieć, tak jak ja kiedyś zrozumiałem w seminarium, co nam komuniści zabrali. Wtedy też zaczynała powstawać instytucja kapelanów "Solidarności" - podkreśla ksiądz Sikorski, który wkrótce również został uznany za jednego z nich.
Wojna Stasiu, wojna
W połowie grudnia 1981 roku ksiądz Sikorski prowadził rekolekcje w niewielkiej parafii Waśniów. Rano obudził go proboszcz z hiobową wieścią. Powtarzał zdenerwowany: "Wojna Stasiu, wojna". Ledwie przebudzony, nie bardzo widział, ile jest w tym snu, ile przywidzenia proboszcza. Ale rychło okazało się, że proboszcz nie miał żadnych przywidzeń, choć dalej był zdenerwowany. Spiker czytał dekret o stanie wojennym.
W 1983 roku ksiądz Sikorski został przeniesiony do parafii proboszcza Wacława Krzysztofika w podradomskich Pionkach, z dużymi zakładami "Pronit", które zatrudniały niemal połowę miasta. Miasta bez mała zmilitaryzowanego, bowiem na jego terenie znajdowały się zakłady zbrojeniowe. W dwudziestotysięcznych Pionkach działał oddział radomskiego Klubu Inteligencji Katolickiej. A wokół niego grupa działaczy, którzy podjęli działalność w strukturach podziemnych. Wraz z księdzem do walki z komunistami podeszli w sposób zasadniczy. Swój zespół opatrzyli kryptonimem "Morwa". Od pseudonimu kierownika grupy. W jego skład wchodziło osiem osób i postanowili go już nie powiększać. Złożyli przysięgę przed kapłanem, przysięgając Bogu i narodowi. Od radomskich struktur podziemnych otrzymali zdezelowany powielacz do wyremontowania, z przykazaniem druku radomskiego "Robotnika". W samych Pionkach wcześniej wychodziło już pismo "Barykada" z wklejanymi czarno-białymi zdjęciami. Zaczynało z nakładem dwudziestu egzemplarzy. Było bardzo popularne w mieście. Bywało, że czasem trafiało w skomplikowanym systemie kolportażu do producenta już tak "zaczytane", że niemal nieczytelne. Postrzępione. Czasem bez gdzieś zagubionego zdjęcia. Słowem - jeden egzemplarz "Barykady" przypadał na tysiąc osób. - To była niezwykła robota - wspomina ksiądz Sikorski. - Teksty pisaliśmy odręcznie. Z czasem wyszkoliliśmy maszynistki, które umieszczały je na matrycach białkowych. Niekiedy sam pisałem na matrycach. Pomagał mi świętej pamięci Waldek Rusinowski. Nie mogło być żadnego opóźnienia. Ludzie czekali na te gazety, bo były świadectwem oporu "Solidarności". Dostaliśmy też powielacz spirytusowy ze Stalowej Woli. Te dwie maszyny zakonspirowaliśmy u przedwojennego oficera, pana Stanisława Figurskiego. Z czasem czuliśmy się jak grupa partyzancka i żeby nikogo nie narażać, przenieśliśmy druk do lasu. Pracowaliśmy w starych, opuszczonych budynkach przepompowni. Nawet w zimie. Warunki były koszmarne, ale bezpieczne. O tym, gdzie jest drukarnia, wiedziało tylko nas trzech. I ten system doskonale się sprawdził.
W drukarni produkowano również ulotki upamiętniające święta narodowe - Święto Niepodległości, rocznicę Trzeciego Maja czy kolejną rocznicę trzynastego grudnia. - Żeby nie było nieporozumień, nie byłem przywódcą grupy - zapewnia ksiądz Sikorski. - Może w jakiś sposób moderowałem. Nie umiałem i nie umiem rozkazywać. Ksiądz proboszcz wiedział, że jestem aktywny w podziemiu, ale w żaden sposób nie przeszkadzał. Wspierał. Podobnie jak kolega z sąsiedniej parafii, ksiądz Jerzy Dziułka. On to przyjmował przysięgę od nas. Bardzo wiele pomagał w naszej pracy. Zresztą dla sprawiedliwości trzeba dodać, że były tu jeszcze inne grupy działające w pionkowskim podziemiu. Tak zwana grupa inżynierów czy młodzieży ze Starej Kolonii.
- Przede wszystkim istotą grupy księdza Sikorskiego było to, że dawał impuls do przełamywania strachu - mówi dziś Zdzisław Maszkiewicz, mieszkaniec Pionek, działacz "Solidarności" w latach osiemdziesiątych, obecnie przewodniczący NSZZ "Solidarność" Zarządu Regionu Ziemi Radomskiej. - Ksiądz to przede wszystkim wielki patriota. Wspominam jego częste z nami rozmowy, w których ciągle podkreślał jak ważna jest edukacja młodego pokolenia, żeby wiedziało kto i dlaczego jest wrogiem, a kto przyjacielem. Często też organizował wyjazdy do miejsc, gdzie odnosiliśmy sukcesy militarne.
- To mądry i przenikliwy człowiek. Swoje kazania w stanie wojennym głosił prostym językiem - wspomina Zbigniew Banasik, działacz opozycji w latach osiemdziesiątych. Mieszkaniec Pionek, dziś pracownik Zarządu Regionu Ziemi Radomskiej. - Doskonale to, co mówił ilustrował przykładami z życia. Często takiego, ot, z naszego miasta. Okraszał je historycznymi analogiami. Zawsze z jego kazań przebijała tęsknota do niepodległej Polski. Na jego Msze za Ojczyznę przyjeżdżali ludzie z Radomia. Po niektórych z nich wychodzili ze łzami wzruszenia. Ale to, co podkreślali ludzie zupełnie nie domyślający się, że on cokolwiek robi w opozycji, to fakt, że nie stwarzał dystansu między sobą a świeckimi. Co nie było wówczas jeszcze częste w małych miasteczkach.
- Moje kazania? Czy były jakieś wyjątkowe? - zamyśla się ksiądz Sikorski. - Starałem się przede wszystkim mówić spokojnie. Przygotowywałem się z rzetelnych materiałów Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Mówiłem w rocznicę wydarzeń radomskich - o Radomiu. Podczas rocznicy śmierci Piłsudskiego - o roli marszałka w II Rzeczpospolitej.
Miałem za sobą ludzi
Bywało, że przed większymi świętami, takimi jak Trzeci Maja czy Święto Niepodległości, ksiądz również roznosił ulotki. Czasem kładł je na dach milicyjnej "suki". I kiedy ruszała, wirowały ponad milicyjnym samochodem, wzbudzając ogólną wesołość mieszkańców. Innym razem nadarzała się kusząca okazja, bo na przeciwko plebanii stawał pociąg. Ksiądz chwytał więc plik ulotek. Biegł. Wspinał się na wagon i z młodzieńczą fantazją lokował je na dachu. Gdy pociąg ruszał, nad wagonami rozsnuwał się papierowy wachlarz. - Myślę, że miałem doskonałe zaplecze. Ogromne zaufanie wśród ludzi. Podejrzewam, że służba bezpieczeństwa wiedziała o części tego, co robię. Sądzę jednak, że mnie nie tykali z dwóch powodów. Trochę się bali tutejszej społeczności - to jedno. A po drugie: chcieli mieć niezbite dowody na to, co robię. A tego już nie mogli uzyskać. Kiedy mnie wzywali na przesłuchania, ostrzegali, by zaprzestać drukowania. Straszyli mnie. Ale specyfika małego miasteczka ma to do siebie, że rodzice i żony tych ubeków przychodziły do naszego kościoła. Także ich dzieci. I kiedy mnie przesłuchiwali, to jakoś szczególnego entuzjazmu nie przejawiali. Raczej były to takie standardowe przesłuchania. Bardziej liczyli na moje gadulstwo. Że może w ferworze rozmowy wygadam się. A ja gadułą nie byłem przy służbach. Gnębili mnie ciągłym zatrzymywaniem paszportu. Chyba skarżyli się biskupowi. Ale że biskup był człowiekiem bardzo przyzwoitym, to do mnie te skargi nie docierały. Miałem też wspaniałych przyjaciół. I to jest wielka łaska otrzymana od Pana Boga. I do dziś uważam, że jeśli Pan Bóg chce cię nagrodzić, to daje ci przyjaciela. To, moim zdaniem, największy skarb łagodzący wszystek ból, jaki spotyka człowieka na drodze życia. A boli mnie dziś wcale nierzadko. Szczególnie, kiedy ludzie z "Solidarności" widzą wrogów przede wszystkim w swoich szeregach, a nie wśród komunistów. I dlatego mamy takie wyniki wyborów, jakie mamy. Od lat rządzą komuniści.
Fragment książki zatytułowanej "Kapelani Solidarności", która ukaże się w lipcu tego roku.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!











