Logo Przewdonik Katolicki

Muzeum jak swoje

Mateusz Wyrwich
Fot.

Muzeum Powstania Warszawskiego, oczekiwane przez sześćdziesiąt lat, oddane zaledwie w ubiegłym roku, już dziś wtopiło się w historię. Zaakceptowane przez powstańców jest żywym świadectwem narodowej epopei. Ciemny i szary, czasem rozświetlane światłem eksponatów, to dominujące kolory w Muzeum Powstania Warszawskiego. Na podłodze chropowata, granitowa kostka. Szurające po niej...

Muzeum Powstania Warszawskiego, oczekiwane przez sześćdziesiąt lat, oddane zaledwie w ubiegłym roku, już dziś wtopiło się w historię. Zaakceptowane przez powstańców jest żywym świadectwem narodowej epopei.


Ciemny i szary, czasem rozświetlane światłem eksponatów, to dominujące kolory w Muzeum Powstania Warszawskiego. Na podłodze chropowata, granitowa kostka. Szurające po niej stopy zwiedzających i mimowolne rozmowy wprowadzają w klimat ulicy, może na kilka dni, kilka godzin przed wybuchem powstania.
Niemal przy wejściu znajduje się kopia stanowiska telefonicznego z przedwojennej warszawskiej poczty, z aparatami telefonicznymi tamtego czasu. Stąd można, podnosząc słuchawkę, "zadzwonić" do jednego z żyjących jeszcze dziś bohaterów tamtych miesięcy i usłyszeć opowieść powstańca, jedną z kilkuset nagranych przez pracowników muzeum.
Harmider rozproszonych zwiedzaniem. W miarę wchodzenia w głąb ekspozycji zewsząd atakują dźwięki, czy to bliskiego bombardowania i osypujących się ścian z raz na zawsze zamkniętym życiem, czy ryku samolotów zagłuszanego co chwilę seriami karabinów maszynowych, wystrzałami armat z niemieckiego pociągu pancernego ostrzeliwującego Starówkę z gdańskiego dworca.
Echa serii karabinów "przeciskają się" też przez rozmowy dzieci i młodzieży komentujących udział ich rówieśników w powstaniu warszawskim, oglądających mundurki sanitariuszek i dzieci powstańców, nastoletnich kurierów i listonoszy powstańczej Poczty, których setki zginęły. Eksponuje ich kilka portretów w muzeum, podobnie jak kopię pomnika Małego Powstańca w kapitalnie zorganizowanej i prowadzonej przez wolontariuszy Sali Małego Powstańca. Tu rodzice mogą zostawić pod opieką swoje pociechy, które otrzymają nie tylko lekcję historii na miarę ich dorosłości, ale mogą wysłuchać też powstańczych piosenek, ułożyć puzzle z fotografiami wojennej ulicy czy pobawić się zabawkami z tamtej epoki, jak również obejrzeć kopię kukiełek z działającego w czasie powstania teatrzyku dla dzieci na Powiślu.

Żywy reportaż


Znów serie karabinów… Być może Niemcy strzelają z betonowego bunkra, który po latach znalazł się w muzealnej sali. To wszystko można też zobaczyć w okularach przedwojennych fotoplastykonów, rozmieszczonych na ścianach, pokazujących oryginalne zdjęcia z tamtego czasu albo w muzealnym kinie Palladium, wyświetlającym powstańcze kroniki kręcone przez filmowców Biura Informacji i Propagandy Armii Krajowej, w kinie działającym także w czasie powstania.
W innym miejscu warszawski mieszczański pokój z kopią powstańczej radiostacji "Błyskawica". Nieco dalej - kanał wodociągowy, którym ludność cywilna i żołnierze przechodzili do kolejnych dzielnic. Mimo że przystosowany do warunków muzealnych, wyższy niż wówczas i bez wody, przy odrobinie wyobraźni budzi grozę. Jest również powstańcza barykada ułożona z płyt chodnikowych, zbyt elegancka, jak mówią niektórzy powstańcy, ale prawdziwa, bo odwzorowana z oryginalnych fotografii.
W rzadkich w tym muzeum gablotach umieszczono również wytwarzane, w warunkach powstańczych, polskie karabiny. I obok - zdjęcia z ich produkcji. Jest też wyprodukowana z resorów wyrzutnia do butelek z benzyną.
Symbolicznie odwzorowano codzienne życie walczącego miasta. Gdzieś w rogu zburzonej kamienicy ustawiono "kozę", czyli nieduży piecyk z gotującą się strawą. Są fotografie z ulicznej piekarni, zdjęcia rozmawiających w przerwie walk żołnierzy i cywili, jak również przepustki i różnorakie dokumenty uprawniające do poruszania się po mieście.
Na terenie muzeum znajduje się także kaplica powstańcza, której patronuje błogosławiony ksiądz Józef Stanek - powstańczy kapelan z Czerniakowa, powieszony przez Niemców na stule. Kaplica, choć w stylistyce nienawiązująca do powstańczej, swą surowością zmusza do refleksji nad jego bohaterskim i tragicznym finałem.
Podczas wędrówki wśród pozornie chaotycznie rozmieszczonych eksponatów w otwartej przestrzeni, choć na różnych poziomach, dzieje się żywy reportaż tamtego czasu. Dzięki niemu widz ma uczucie zaplątania w scenerię powstania. W zapomnieniu można odnieść wrażenie, że oto jest się na planie filmu dokumentalnego z oryginalnymi rekwizytami i aktorami, którzy brali udział w wydarzeniu. Są namacalni. Można z nimi prowadzić dialog, bo coś jest niedopowiedziane, nieodtworzone. Tylko strzęp rekwizytu, jakiś fragment. Jak młode życie powstańca i pozostałe po nim niewielkie pamiątki: resztka portfela, może notatnik, ołówek.
Niezwykłym miejscem jest też park Wolności znajdujący się na terenie muzealnej posesji, z ponad 150 metrowym granitowym Murem Pamięci i wykutymi nazwiskami poległych w czasie powstania. Naliczono już dziesięć tysięcy nazwisk i wciąż ich przybywa.

Poszukiwania w dobrym kierunku


- To muzeum to był nasz trudny eksperyment, w którym chcieliśmy pogodzić wodę z ogniem - opowiada dyrektor placówki Jan Ołdakowski. - Chcieliśmy, by zostało ono zaakceptowane zarówno przez powstańców, jak i ich rówieśników z czasów powstania. I wydaje nam się, że stało się to możliwe, bo zarówno młodzi ludzie są poruszeni, jak i powstańcy, którzy przychodzą tu często już nie tylko po to, by oglądać muzeum, ale też, by zobaczyć, jak reaguje młodzież. I sądzę, że tu znakomicie nawiązała się więź pokoleniowa, a powstańcy nie są skazani jedynie na własny krąg ludzi, własne przeżywanie. Często tu przychodzą ze swoimi rodzinami, znajomymi i widać, że to miejsce traktują jak swoje. A więc zaakceptowali je. To znaczy, że w swoich poszukiwaniach poszliśmy w dobrym kierunku.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki