Logo Przewdonik Katolicki

Alarm ostrzegawczy

Kamil Zubelewicz
Fot.

Na początku trzeciego tysiąclecia mieszkańcy Europy sprawiają wrażenie niezdolnych do kreowania i nadawania tempa dalszemu rozwojowi gospodarczemu świata. Bez szybkiego i systematycznego rozwoju gospodarczego Europa nie będzie w stanie konkurować ani ze Stanami Zjednoczonymi, ani z krajami Dalekiego Wschodu. Spadek potencjału gospodarczego nieuchronnie wywoła spadek znaczenia politycznego,...

Na początku trzeciego tysiąclecia mieszkańcy Europy sprawiają wrażenie niezdolnych do kreowania i nadawania tempa dalszemu rozwojowi gospodarczemu świata. Bez szybkiego i systematycznego rozwoju gospodarczego Europa nie będzie w stanie konkurować ani ze Stanami Zjednoczonymi, ani z krajami Dalekiego Wschodu. Spadek potencjału gospodarczego nieuchronnie wywoła spadek znaczenia politycznego, już i tak drastyczny w ostatnim stuleciu.



Europa na emeryturze


Ekonomia to nauka społeczna. To w społeczeństwie ludzie wymieniają się między sobą dobrami i usługami. Nie sposób zatem analizować stanu gospodarek w oderwaniu od stanu społeczeństw omawianych organizmów gospodarczych. Jednak w przypadku Europy trudno jest mówić o "społeczeństwie europejskim". W samej Unii Europejskiej funkcjonuje przecież ponad dwadzieścia języków, dwa alfabety, kilkanaście wyznań. Pewne prawidłowości można - niestety - zaobserwować w skali całego kontynentu.
Już od wieków ekonomiści zastanawiali się nad wpływem liczby ludności na gospodarkę. Argumentowano, że ludność nie może się ciągle powiększać ze względu na ryzyko głodu. Rzekomo Ziemia nie jest w stanie dawać coraz więcej żywności coraz liczniejszej ludzkości. Alarmowano, że grozi nam przeludnienie, kreślono czarne scenariusze ludobójczych praktyk wywołanych brakami pożywienia. Zabobon ten do dziś podtrzymywany jest przez pseudoekologów i niektóre głodne sensacji media.
Jednocześnie jednak, mimo kilkukrotnego zwiększenia się liczby ludności w ostatnich stuleciach, problem głodu ograniczony jest wciąż do tych samych rejonów. Ich liczba zresztą systematycznie maleje. Dodatkowo wyraźnie widać pozytywną zależność między ogólnym bogactwem świata a powiększaniem się populacji. Dzieje się tak nieprzypadkowo. To właśnie praca coraz liczniejszych ludzkich rąk i umysłów pozwala na coraz większą specjalizację i wzrost zamożności narodów.
Tymczasem cała Europa od kilkudziesięciu lat systematycznie się starzeje. Ludzie, na szczęście, żyją coraz dłużej, ale, niestety, rodzi się coraz mniej dzieci. Proporcjonalnie zatem coraz mniej osób pracuje na coraz większą liczbę żyjących. Aby wypłacać coraz wyższe emerytury, podnoszone są składki na ubezpieczenia społeczne, co skutkuje bezrobociem. Bezrobocie oznacza, że tym mniej osób pracuje… To błędne koło znajduje swe odzwierciedlenie w statystykach. Europa od lat rozwija się wolniej niż Stany Zjednoczone, ma też wyższe bezrobocie. Tempo rozwoju krajów Unii jest niższe niż średnia światowa.

Europa na zasiłku


Lekarstwem na powyższe bolączki gospodarcze miała się okazać tzw. Konstytucja Europejska. Referendum w sprawie jej przyjęcia zakończyło się na razie klęską w dwóch krajach - Francji i Holandii. Można przypuszczać, że podobne skutki miałoby referendum niemieckie. Nie warto chyba rozdzierać szat nad klęską tego kilkusetstronicowego projektu. Unia Europejska - z konstytucją czy bez niej - tak naprawdę nie rozwiązuje żadnego z problemów trapiących nasz kontynent. Czy można się zatem cieszyć? Niestety, też raczej nie. Źródła sprzeciwu społeczeństw Francji i Holandii wydają się bardzo niepokojące. Konstytucja Europejska została odrzucona, gdyż przypisywano jej zamiar demontażu państwa socjalnego. Państwa bazującego na niechęci do pracy i rosnących kompetencjach biurokracji.
W wielu krajach Europy lansowana jest specyficzna metoda walki z bezrobociem. Szczególnie gustują w niej politycy. Zakładają oni, że miejsca pracy są dobrem podobnym do miejsc w parlamencie. Ich zdaniem liczba miejsc pracy jest ograniczona, tak jak wciąż ograniczona jest liczba miejsc w parlamencie. Bezrobocie zatem można zwalczyć, każąc ludziom pracować mniej. Nie 48 godzin - tylko 42; nie 42 godziny - tylko 40; nie 40 - tylko 35 itd. I faktycznie, po części mają rację - gdyby wszyscy pracowali tylko godzinę w tygodniu, miejsc pracy starczyłoby dla wszystkich. Wszyscy jednak umieraliby wtedy z głodu…
To naiwne myślenie wywołuje jednak konkretne skutki gospodarcze. Europejczycy coraz częściej traktują pracę jako przykrość, której można uniknąć. Pomińmy tu oczywisty wątek wychowawczy pracy ludzkiej. Często jedyną ofertą, jaką ludzie mogą zaproponować na rynku, jest własna praca. Jeżeli człowiek nie ofiaruje niczego innym, nic nie otrzyma w zamian. Ta oczywistość coraz częściej jest zapominana.
Jednocześnie w gospodarce państw Europy coraz większą rolę odgrywają emigranci. To oni pracują w niechcianych zawodach bądź za mniejsze pieniądze. Prowadzi to do wzrostu napięć na tle etnicznym, z czym mieliśmy do czynienia nawet w wybitnie otwartej na cudzoziemców Holandii.
Przykłady te pokazują zmiany społeczne w Europie. Zmiany te pod znakiem zapytania stawiają również gospodarczą przyszłość kontynentu.

Europa z podaniem


Podstawowym wyróżnikiem Europy na mapie gospodarczej świata był ogrom ludzkiej przedsiębiorczości, którą udało się uwolnić w XIX wieku. To przedsiębiorcy tworzą nowe produkty i starają się je nam dostarczyć. Pole ludzkiej inwencji jest nieograniczone. Niestety, gospodarka europejska tylko częściowo usuwa bariery hamujące przedsiębiorczość. Z jednej strony ułatwia się przepływ czynników produkcji, z drugiej zaś systematycznie narzuca się standardy produkcji, które ją zwyczajnie podrażają i zmniejszają konkurencję. Kolejne tomy unijnych przepisów nie generują bogactwa, a wręcz przeciwnie - marnują czas przedsiębiorców. Rzeczywistości gospodarczej nie są w stanie zmienić urzędnicy. Dowodzi tego fiasko tak głośno reklamowanej "strategii lizbońskiej". Strategii, której obszernej listy tzw. priorytetów, chyba nikt nie jest w stanie powtórzyć.
Jednocześnie kraje europejskie systematycznie tracą kadry naukowe - większość wyjeżdża do Stanów Zjednoczonych. Europa, która była ojczyzną uniwersytetów, dziś w coraz mniejszym stopniu tworzy dogodne warunki do badań. To od wysiłku naukowców, zwłaszcza z nauk ścisłych, przyrodniczych i technicznych, zależy rozwój technologii. Bez niego zaś trudno sobie wyobrazić rozwój gospodarczy.
Przedstawiony wyżej obraz gospodarek europejskich nie należy do optymistycznych. Starzenie się społeczeństw, niż demograficzny, wysokie podatki, bezrobocie, uzależnienie od imigracji, biurokratyczne ograniczenia przedsiębiorczości, niskie nakłady na naukę - czynniki te nie mogą sprzyjać rozwojowi gospodarczemu. Czy przyczyną tych zjawisk może być spadek religijności w krajach UE? Być może, choć społeczeństwa Dalekiego Wschodu nie należą do religijnych, również w europejskim rozumieniu tego słowa. Niewątpliwie rola tradycyjnej etyki jest tam o wiele bardziej widoczna niż w Europie. Niemniej zastępowanie wiary w konieczność własnej odpowiedzialnej pracy wiarą w twórczą moc biurokratycznych przepisów musi zakończyć się marazmem.
Nie znaczy to, że w ostatnich latach Europa nie osiągnęła pewnych sukcesów. Największym z nich było przekonanie Ameryki, że warto inwestować środki w utrzymanie pokoju. Być może nie jest to pocieszające, ale dzięki tej faktycznej amerykańskiej pomocy Europa wciąż ma szanse na szybki rozwój. W sytuacji braku zagrożenia ze strony powietrza, głodu, ognia i wojny prawie wszystko zależy od Europejczyków. Jeszcze.

Autor jest ekspertem Centrum im. Adama Smitha

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki