Logo Przewdonik Katolicki

Nie tylko Katyń

Mateusz Wyrwich
Fot.

Sowieci do dziś nie chcą nazwać zbrodni katyńskiej ludobójstwem. Ale te dwadzieścia pięć tysięcy wymordowanych to tylko część planowej eksterminacji Polaków w czasie okupacji sowieckiej, która miała miejsce podczas drugiej wojny i po jej zakończeniu. Do dziś dokładnie nie wiadomo, ilu Polaków wymordowano z rozkazu sowieckich imperialistów. Wraz z ogłoszeniem, w 1944 roku, Manifestu...

Sowieci do dziś nie chcą nazwać zbrodni katyńskiej ludobójstwem. Ale te dwadzieścia pięć tysięcy wymordowanych to tylko część planowej eksterminacji Polaków w czasie okupacji sowieckiej, która miała miejsce podczas drugiej wojny i po jej zakończeniu. Do dziś dokładnie nie wiadomo, ilu Polaków wymordowano z rozkazu sowieckich imperialistów.



Wraz z ogłoszeniem, w 1944 roku, Manifestu lipcowego Sowieci osadzili w Polsce swój marionetkowy rząd. Ideologicznie wytrenowany w moskiewskiej szkole kominternowskiej. Praktycznie - w jednostkach NKWD i Armii Czerwonej. Rząd złożony w głównej mierze z działaczy PPR, późniejszej PZPR. Sowieci, aby zapewnić poparcie społeczne zarówno nowej władzy, jak i ustrojowi - osadzili w Polsce milionową armię okupacyjną. Komunizm w Polsce, wbrew jego propagatorom, nie miał bowiem zbyt wielu zwolenników.
Niemal przez nikogo niekontrolowany terror rozpoczął się na ziemiach wschodnich RP już od jesieni 1944 r. Sowieci aresztowali i wywozili do swoich obozów zarówno cywili, jak i wojskowych. Grabiono polskie mienie. Stan wojny na terenie RP trwał jeszcze pół roku po zakończeniu II wojny (zniesiony decyzją KRN 16 listopada 1945 r.). Przez cały ten czas o tym, co jest prawem, a co nie decydowało dowództwo sowieckiego frontu, a także poszczególni oficerowie odcinków czy nawet podoficerowie.
Świadectwem sowieckiego cynizmu było aresztowanie przywódców Polskiego Państwa Podziemnego, walczącego przeciwko Niemcom i oskarżenie ich o współpracę z Niemcami, a później wytoczenie Polakom procesu i przeprowadzenie go na terenie obcego państwa (tzw. proces szesnastu). I wszystko to działo się w czasie, kiedy w stolicy tegoż państwa odbywała się konferencja w sprawie utworzenia w Polsce Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej.

Nieformalne wyroki


Następną represją zadekretowaną, tym razem przez marionetkowy rząd, było zarządzenie w połowie sierpnia 1944 r. poboru wszystkich obywateli polskich do wojska. Niepodporządkowanie się dekretowi karane było śmiercią. Ile nieformalnych "kar śmierci" wymierzono za niewypełnienie tego rozkazu sowieckiego okupanta - tego do dziś jeszcze nie policzono. Często bowiem "doprowadzanie" poborowego do wojska kończyło się kilka kilometrów od domu nieszczęśnika - strzałem w tył głowy.
Innym rodzajem terroru wobec polskiego narodu było powołanie, w dniu zakończenia stanu wojny, Komisji Specjalnej do Walki z Nadużyciami i Szkodnictwem Gospodarczym. Komisja ta, działając na podstawie administracyjnych decyzji, na przestrzeni dziesięciu lat swego istnienia skazała blisko 300 tysięcy osób na pobyt w prawie trzystu obozach pracy na terenie RP, później PRL. Formalnie uprawniona do karania spekulantów gospodarczych, w poważnej większości była organem nastawionym na eliminowanie przeciwników politycznych. Jej działalność w istocie była przedłużeniem aktywności NKWD na terenie Polski. Ilu ludzi zginęło w obozach na przestrzeni dziesięciu lat ich istnienia w Polsce - też do tej pory nie policzono.

Ludowa idea obozów


By istniały obozy prowadzone przez komunistów w Polsce, potrzebna była ideologia. Jak widziała to PPR, najlepiej opisywała wypowiedź sekretarza Władysława Gomułki. Na plenum KC PPR w 1946 r. mówił: "Hitler zrobił obozy pracy, uważacie, że to jest taka faszystowska idea. Hitler włożył w to taką faszystowską ideę, a my możemy włożyć ideę ludową". "Włożono" więc ideę ludową. Nie było to skomplikowane, bowiem obie dyktatury były sobie bliskie.
Praktyczna realizacja owej "idei ludowej" była często tyleż okrutna, co wyrafinowana. W obozach śląskich np. miały miejsce "walki gladiatorów" urządzane przez ubowców pod wodzą szefa WUBP Józefa Jurkowskiego. Więźniowie walczyli ze sobą dosłownie na śmierć i życie - kilofami, siekierami. Śmierć "gladiatora" kwitowano zazwyczaj prostym wpisem do akt: "Zmarł na atak epilepsji" albo: "Powiesił się, na co jego stan po przywiezieniu do aresztu nie wskazywał", jak zapisał w protokole jeden z klawiszy więzienia w Krakowie.
Wiedza Polaków na temat istnienia obozów w naszym kraju jest znikoma. Autorzy podręczników historycznych do gimnazjów i liceów pomijają go, poprzestając na opisie niemieckich obozów na terenie Polski. Tymczasem obozy pracy prowadzone przez komunistów po 1945 roku pod względem warunków pracy, wyżywienia czy opieki socjalnej niewiele różniły się od hitlerowskich. Z tą jednak zasadniczą różnicą, że więźniów nie posyłano do gazu.

Przestępcze gromadzenie wycinków


Historia dyktatur pokazuje, że terror nie wymagał podstaw prawnych, ale komuniści zakładali, że w Polsce, co zawsze podkreślał Jakub Berman, władzę będą sprawować po "wieczne czasy". Potrzebowano więc, przynajmniej dla pozorów, jakoś legitymizować swą władzę. Kolejnym "dokumentem prawnym", dekretującym reżim, była nowelizacja przedwojennego Kodeksu Karnego Wojska Polskiego. Jego nowi autorzy aż w dziewięciu artykułach przewidywali karę śmierci. Dwa lata później, w czerwcu 1946 r., uzupełniając komunistyczne prawodawstwo, reżim wprowadził dekret "O przestępstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy państwa". Zwany potocznie "Małym kodeksem karnym" obowiązywał aż po rok 1970. Tym razem kodeks już w dziesięciu artykułach przewidywał wymierzenie przeciwnikom dyktatury kary śmierci. Można było przy tym zostać na nią skazanym nie tylko za dokonanie "gwałtownego zamachu" na przedstawiciela władzy czy armii, również sojuszniczej. Wystarczyło "nosić się z takim zamiarem". Niemal powszechne zastosowanie miały artykuły dotyczące szpiegostwa lub zdrady państwa. Według statystyk sądowych lat 1944-1950, niemal co trzeciemu oskarżonemu, stającemu przed Wojskowym Sądem Rejonowym, stawiano takie zarzuty. Szpiegiem mógł zostać nazwany ten, kto przekazywał wiadomości "[...] dotyczące obrony państwa nawet wtedy, gdy uzyskanie tych wiadomości jest ze względu na ich powszechną jawność każdemu dostępne [...]". Ówczesny teoretyk prawa, Mieczysław Siwierski, dając wykładnię tego artykułu wyjaśniał: "[...] przestępstwem może być gromadzenie w celach szpiegowskich wycinków publikowanych w prasie, wiadomości o wojsku i jego zaopatrzeniu". Wobec trzech osób na podstawie "takiej interpretacji" orzeczono karę śmierci.
Odpowiednio do tak rozumianego prawa Wojskowe Sądy Rejonowe w latach 1945-1965 wydały kilkanaście tysięcy wyroków śmierci. Ile z nich wykonano, tego do dziś nie ustalono. Według ostatnich danych IPN, wyroki wykonano na ponad pięciu tysiącach skazanych, ale straconych z roku na rok "przybywa". Okazuje się, że nasza wiedza na ten temat jest dalece niepełna. Archiwa bowiem nie są jeszcze do końca sprawdzone.
Są też i inne ofiary sowieckiej okupacji, które nie poddają się kwalifikacji. W jaki sposób zaklasyfikować ludzi zamordowanych w czasie śledztwa, którzy w dokumentach zyskali miano zmarłych w więzieniu na przysłowiowe zapalenie płuc? Jak ująć w pojęciach statystycznych żołnierzy z oddziałów partyzanckich, których siły bezpieczeństwa zaraz po ich poddaniu się, rozstrzeliwały, czy tych aresztowanych, których mordowano w czasie transportów do siedziby UB? Nierzadko żołnierze bezpieki stosowali metodę "na ucieczkę". Niezorientowanych wypuszczano w czasie transportu z samochodów rzekomo "dla rozprostowania kości" i rozstrzeliwano. W ubowskich raportach lat czterdziestych zapisów "zastrzelony w trakcie ucieczki" są tysiące.
Godzi się więc ponownie zapytać - ile Sowieci i ich polscy namiestnicy wykonali wyroków śmierci na naszym narodzie, który nie chciał w Polsce ich rządów?

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki