Prezydent Leonid Kuczma jeszcze...
Prezydent Leonid Kuczma jeszcze w ubiegłym roku wydał dekret o uroczystym świętowaniu 350. rocznicy ugody perejesławskiej. Narodowy Bank Ukrainy wyemitował nawet z tej okazji okolicznościową srebrną monetę. Generalnie jednak jubileusz został zignorowany, a zamiast świętowania rozgorzała publiczna dyskusja na temat znaczenia Perejesławia w ukraińskiej historii - i nie tylko historii, ponieważ kwestia stosunków rosyjsko-ukraińskich także i dziś stanowi jeden z głównych problemów kraju.
Pierwszy Perejesław - czyli imperializm carski
Na początku roku grupa ukraińskich intelektualistów napisała list otwarty do prezydenta Kuczmy, w którym protestowała przeciw organizowaniu jubileuszu, który miałby upamiętniać datę katastroficzną dla Ukrainy. Jak powiedział jeden z sygnatariuszy listu, Serhij Grabowskyj, autor książki "Co dała Ukrainie ugoda perejesławska?" - wydarzenie z 1654 roku było porażką nie tylko dla Ukrainy, lecz również dla Europy, gdyż zapoczątkowało ekspansję rosyjskiego imperium na Zachód.
W styczniu i lutym na Ukrainie odbyło się wiele konferencji i seminariów poświęconych wspomnianej rocznicy. Historycy podkreślali, że do dziś nie jest znany dokładny tekst ugody, jaką w 1654 roku podpisał hetman Chmielnicki z rosyjskim posłem Buturlinem. Dokument ten znikł gdzieś w moskiewskich archiwach. Rosyjska historiografia uznała, że był to ze strony kozackiej starszyzny akt całkowitego podporządkowania się moskiewskiej władzy, a zarazem początek "powrotu rdzennie ruskich ziem do jednego ruskiego państwa". Historycy rosyjscy, tacy jak Karamzin, Tatiszczew, Kliuczewski, Wolkogoński czy Solowjow twierdzili wręcz, że Perejesław oznaczał zjednoczenie dwóch gałęzi tego samego narodu. W ten sposób podważano odrębność ukraińskiej nacji, uważając ją za część narodu rosyjskiego. W rzeczywistości Chmielnicki wcale nie miał takich zamiarów, a Perejesław stanowił jedynie odwrócenie sojuszy - nie z Polską przeciwko Rosji, jak było do tej pory, lecz z Moskwą przeciwko Warszawie.
Zdaniem współczesnych ukraińskich naukowców, ugoda perejesławska rozpoczęła proces kolonizacji Ukrainy przez Rosję. Profesor Leonid Kucenko przypomina, że o ile w 1649 roku na Ukrainie funkcjonowały aż 24 drukarnie, o tyle w Rosji - tylko dwie. Na Ukrainie, w odróżnieniu od Rosji, bujnie rozwijało się szkolnictwo wszystkich szczebli na czele ze słynną Akademią Mohylanską w Kijowie. Dynamicznie działała też prawosławna Cerkiew z metropolią w Kijowie. Wszystko to zostało przez Rosję zniszczone. Jednym rozkazem zlikwidowano prawie 800 szkół, a całą profesurę z Kijowa przeniesiono do Moskwy (pierwszy i drugi rocznik studentów na nowo otwartym uniwersytecie moskiewskim stanowili bez wyjątku studenci z Ukrainy, zaś w ciągu pierwszych stu lat istnienia Rosyjskiej Akademii Nauk wśród jej profesorów 116 pochodziło z Ukrainy, 2 z Grecji i tylko 1 z Rosji). Ukraińska Cerkiew utraciła samodzielność i podporządkowana została Patriarchatowi Moskiewskiemu, a w 1775 roku zlikwidowane zostały ostatecznie ostatnie ślady ukraińskiej autonomii. Z czasem doszło nawet do tego, że zabroniono drukowania na Ukrainie jakiejkolwiek literatury w języku ukraińskim.
Nic więc dziwnego, że przedstawiciele niepodległościowego nurtu w myśli ukraińskiej zawsze odnosili się do ugody perejesławskiej z dużą niechęcią. Największy ukraiński poeta Taras Szewczenko pisał w XIX wieku, że gdyby Bohdan Chmielnicki mógł zobaczyć, jakie skutki po latach przyniesie sojusz z Moskwa, to by się upił, rzucił w kałużę i utopił w świńskim bagnie.
Drugi Perejesław - czyli imperializm sowiecki
Komunizm, który miał przekreślić carski reżim, reaktywował imperium - tyle że w innych szatach. Ukrainie upadek caratu nie przyniósł wolności, lecz ustanowienie jeszcze bardziej opresyjnego systemu. Dość powiedzieć, że w latach 1932-33 na skutek sztucznie wywołanego przez Stalina głodu na Ukrainie wymarło (według różnych szacunków) od 6 do 12 milionów ludzi. Do całej międzywojennej generacji ukraińskich twórców przylgnęło miano "rozstrzelanego pokolenia". Rusyfikacja trwała niemal do końca istnienia ZSRR, chociaż z czasem przyjęła formy dużo łagodniejsze. Sam spotkałem we Lwowie ludzi, którzy w połowie lat 80. byli zwalniani karnie z pracy tylko dlatego, że mówili publicznie po ukraińsku.
Kiedy w 1954 roku w ZSRR obchodzono uroczyście 300. rocznicę ugody perejesławskiej, emigracyjny historyk ukraiński Iwan Lysiak-Rudnyckyj ostrzegał, że jubileusz jest okazją do realizacji "drugiego Perejesławia" - czyli nowej rusyfikacji, ale pod innymi sztandarami. Popularyzowana była wówczas teza o "zjednoczeniu dwóch narodów słowiańskich w jeden naród sowiecki". Homo sovieticus mówił jednak nie po ukraińsku, lecz po rosyjsku.
W 1954 roku jubileusz świętowano bardzo hucznie. Na Ukrainie wzniesiono wiele pomników (m.in. na końcu głównej ulicy Kijowa - Chreszczatiku), zmieniono nazwę miasta Ploskirow na Chmielnicki, zaś półwysep Krym, należący do tej pory do Republiki Rosyjskiej, przyłączono do Republiki Ukraińskiej. Gdyby na Kremlu przypuszczano, że za kilkadziesiąt lat Ukraina odzyska niepodległość, nigdy zapewne nie zdecydowano by się na podobny krok. Wówczas jednak panowało przekonanie, że Ukraina na wieki zjednoczona jest z Rosją.
Trzeci Perejesław - czyli imperializm liberalny
Leonid Kuczma, który nakazał świętowanie jubileuszu, zaprosił z tej okazji do Kijowa prezydenta Rosji - Władimira Putina. W mowie wygłoszonej w języku rosyjskim - co oburzyło ukraińskich patriotów - Kuczma powiedział, że co prawda wydarzenia historyczne są dzisiaj różnie oceniane, to jednak "dokumenty podpisane 350 lat temu w Perejesławiu były jedyną możliwością, by zapobiec ostatecznej klęsce Ukrainy". Nie trzeba dodawać, że teza ta oburzyła ukraińskich patriotów jeszcze bardziej niż język, jakim prezydent głosił te poglądy.
Dmytro Pawlyczko, jeden z najwybitniejszych współczesnych ukraińskich poetów, notabene były ambasador Ukrainy w Polsce, opublikował wiersz pt. "Ugoda perejesławska". W utworze tym nad Dniepr przyjeżdża prezydent Putin, by niczym niegdyś carski poseł Buturlin uderzyć w perejesławski dzwon. Odpowiedź poety jest jednak zdecydowana - każda z czterech zwrotek wiersza kończy się wersem: "Ukraina nigdy nie będzie twoja!".
Obawy Pawlyczki nie są bezpodstawne. Ostatnie miesiące w stosunkach ukraińsko-rosyjskich zdominował spór o wyspę Tuzla w Cieśninie Kerczańskiej. Rosja, której terytorium wynosi ponad 17 mln km kwadratowych, wyciągnęła dłoń po wysepkę o powierzchni 35 hektarów. Ten jednak, kto kontroluje Tuzlę, kontroluje zarazem żeglugę na Morzu Azowskim. Rozmowy prezydentów Kuczmy i Putina na ten temat zakończyły się kapitulacją strony ukraińskiej - Rosjanie uzyskali wszystko, czego żadali.
Warto dodać, że pretensje terytorialne wobec Ukrainy podnoszone są w Moskwie dosyć często i to nie tylko przez politycznych awanturników w rodzaju Żyrynowskiego, lecz również przez poważniejsze osobistości, np. byłego mera Moskwy Gawrila Popowa czy obecnego - Jurija Łużkowa.
Znacznie bardziej niebezpieczna wydaje się jednak dla Ukrainy nowa strategia państwa rosyjskiego, którą Anatolij Czubajs nazwał "imperializmem liberalnym". Jak miałby wyglądać ten imperializm w odniesieniu do Ukrainy, sprecyzował niedawno na antenie telewizji NTW jeden z głównych przedstawicieli lobby przemysłowego w Rosji Alfred Koch. Oświadczył on wprost, że sferą rosyjskich interesów na Ukrainie jest nie tylko wyspa Tuzla, lecz również Krym, Odessa, Cherson czy Mikołajew. Inne powinny być jednak metody zabezpieczania tych interesów. Koch powiedział: - Prawdę mówiąc, czy będzie tam powiewać flaga ukraińska, czy rosyjski sztandar, to mnie nie obchodzi. Ważne, żeby to były faktycznie rosyjskie ziemie, gdzie będą uwzględniane nasze interesy, gdzie będzie obecny rosyjski kapitał, rosyjscy ludzie, rosyjskie interesy. Aby to osiągnąć, jak mi się wydaje, dyplomatyczne metody zostały już wyczerpane. Wydaje mi się, że ta szansa już minęła i zdobyć tych terytoriów w świetle prawa już nie można. Pozostaje więc jedyna droga, czyli ekspansja ekonomiczna, tzn. faktyczne skupowanie tych ziem, skupowanie nieruchomości, skupowanie zakładów, skupowanie infrastruktury itd.
Koch mówi też otwarcie, jakie będą tego skutki: - Proces ekspansji rosyjskiego kapitału na Ukrainie w końcowym rezultacie oderwie ten kraj od orientacji na Amerykę, na NATO i zwróci go ponownie w stronę Rosji. I jeśli będziemy ten proces wspomagać, to w najbliższym czasie, np. w ciągu dziesięciu lat, może się on zakończyć sukcesem. Wtedy zdobędziemy przyjazną, ekonomicznie w pełni związaną z Rosją Ukrainę.
Z okazji jubileuszu specjalną uchwałę wydała też rosyjska Duma. Powtarzając argumenty sowieckich historyków, rosyjscy parlamentarzyści stwierdzili, że ugoda perejesławska podjęła "historyczną decyzję o zjednoczeniu Ukrainy z Rosją. Od tego czasu zaczęły rozwijać się dwustronne stosunki między naszymi narodami, które wzajemnie wzbogacały swoją kulturę, naukę i inne historyczne wartości naszych państw." Deputowani do Dumy podkreślili też, że dzięki ugodzie z 1654 roku nie tylko wzmocnione zostały podstawy cywilizacji słowiańskiej, ale narodziła się również rosyjsko-ukraińska przyjaźń, która powinna także dzisiaj przetrwać różne przeciwności. Czy ukraińska niepodległość jest taką przeciwnością, rosyjscy parlamentarzyści nie sprecyzowali. Za uchwałą głosowało 400 deputowanych, przeciw było dwóch, jeden wstrzymał się od głosu.
Nic więc dziwnego, że publicysta Stanisław Kulczyckyj na łamach kijowskiej prasy ogłosił, że Ukrainie grozi "trzeci Perejesław".
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













