Logo Przewdonik Katolicki

Wschodnie przesilenie

Maria Przełomiec
Fot.

2004 to był w Europie Wschodniej dziwny rok. Zaczął się zwycięstwem w Rosji "dobrego cara" Putina, a skończy najprawdopodobniej wygraną na Ukrainie prozachodniego Wiktora Juszczenki. Jesienią wybory parlamentarne i referendum konstytucyjne odbyły się także na Białorusi. Wszystkie te wydarzenie pozostają ze sobą w pewnym związku i być może zdecydują o przyszłości tej części świata....

2004 to był w Europie Wschodniej dziwny rok. Zaczął się zwycięstwem w Rosji "dobrego cara" Putina, a skończy najprawdopodobniej wygraną na Ukrainie prozachodniego Wiktora Juszczenki. Jesienią wybory parlamentarne i referendum konstytucyjne odbyły się także na Białorusi. Wszystkie te wydarzenie pozostają ze sobą w pewnym związku i być może zdecydują o przyszłości tej części świata. Zacznijmy od Rosji. Chociaż wybory prezydenckie przebiegły w zasadzie zgodnie z europejskimi standardami, ich wynik był z góry przesądzony. Putin nie wysilił się nawet na zorganizowanie normalnej kampanii. Zresztą po co? Większość Rosjan i tak na niego zagłosowała. Po raz kolejny zadziałał mit silnego cara, sprawiedliwie karzącego bogaczy z Jukosu czy czeczeńskich terrorystów, przywódcy, dla którego mit imperium jest równie ważny jak dla jego poddanych. Złudzenia ciągle silniejsze niż rzeczywistość sprawiły, że mitowi nie zaszkodziła nawet tragedia w Biesłanie. Posłuszna Duma przyjęła ustawy koncentrujące władzę w rękach Kremla, a walka z terroryzmem usprawiedliwia ograniczanie i tak już niewielkich swobód obywatelskich. Dla kogoś, kto obserwuje ostatnie lata w Rosji - żadna niespodzianka.
Niespodzianką nie były także wybory na Białorusi. Do parlamentu dostali się "ci, co powinni". Według oficjalnych danych, w referendum ponad 70 proc. obywateli zgodziło się na przedłużenie rządów Łukaszenki o następną kadencję. Wyniki oprotestował Zachód, zaakceptowała Rosja - coraz mocniej trzymająca białoruskiego prezydenta w uścisku. Nic nowego - tyle tylko, że tym razem zawsze "podrasowujący" wybory Łukaszenka, musiał je naprawdę sfałszować. Po raz pierwszy "Batkę" poparła mniej niż połowa Białrusinów, w dodatku według niezależnych badań 30 pro. zagłosowało na opozycyjne partie. To niewiele, ale jak na Białoruś - przełom.
Największą niespodziankę sprawiła jednak Ukraina. W ciągu ostatnich lat była rosyjską "perłą w koronie", wyraźnie zbliżała się do swego suwerena. Moskwa najwyraźniej postanowiła tę tendencję utrwalić, bezpośrednio wpływając na prezydenckie wybory "Małorusów". Kandydat władz, premier Janukowycz, został niemal oficjalnie namaszczony przez Putina, który tylko z nim się spotykał, tylko jego zapraszał, zupełnie ignorując lidera ukraińskiej opozycji, Juszczenkę. No i nagle okazało się, że "cały pogrzeb na nic". Janukowycz wygrał co prawda tak jak powinien, a Rosja szybciutko jego zwycięstwo przyklepała. Jednak tego, co bezkarnie uszło Łukaszence, Ukraińcy nie przepuścili. Dużą rolę odegrała silna i dobrze zorganizowana opozycja, ale to setki tysięcy tak zwanych zwykłych obywateli dzień i noc stało na kijowskim placu Niepodległości. To dzięki nim na nic poszły "cuda nad urną" i wytężona praca rosyjskich "politechnologów" ze sztabu Janukowycza. Ukraińscy sędziowie Sądu Najwyższego jednomyślnie uchwalili werdykt nakazujący powtórzenie drugiej, sfałszowanej tury głosowania, a nie jak chciał Kuczma i Kreml całych wyborów prezydenckich.
Napisałam, że to, co działo się w tym roku w Europie Wschodniej, będzie miało wpływ na naszą część świata. Już ma. Zwycięzca prezydenckich wyborów w Rosji "silny car" Putin na razie przegrywa na wszystkich frontach. Jego walka z terroryzmem owocuje nowymi zamachami i powolnym rozlewaniem czeczeńskiego konfliktu na cały Kaukaz Północny. Próby "scalania imperium " też ponoszą fiasko. Przechodzi do proamerykańskiego obozu Uzbekistan. Wyślizguje się Gruzja i autonomiczne pseudopaństewko na jej terenie, czyli Abchazja, gdzie Rosja ostatnio bezskutecznie usiłowała przeforsować swego kandydata na prezydenta. Największą porażką jest jednak Ukraina. Także z tego powodu, że jej wpływ może okazać się zaraźliwy. Nie wiem, czy dla Rosji, ale wśród demonstrantów na placu Niepodległości spotkałam wielu Białorusinów. Oczywiście białoruska opozycja jest dużo słabsza, a sami Białorusini mniej zdeterminowani i świadomi od swych ukraińskich sąsiadów, ale w końcu do prezydenckich wyborów pozostały im jeszcze dwa lata.
Oczywiście to, co się stało, to dopiero początek, nic nie jest jeszcze przesądzone. Ukrainę, jej obywateli i nowego prezydenta czeka długa droga. Ale jeżeli odniosą sukces, rok 2004 może okazać się dla Europy Wschodniej tym, czym jesień ludów '90 dla jej zachodnich sąsiadów.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki