Logo Przewdonik Katolicki

Obóz szczególny

Mateusz Wyrwich
Fot.

Spośród blisko trzystu obozów pracy w Polsce, założonych przez komunistów po II wojnie, jeden był wyjątkowy. Był nim obóz w Jaworznie dla młodzieży skazanej za działalność polityczną. Działał w latach 1950-1956 i mieścił się na terenie byłej filii oświęcimskiego obozu. Przyjechaliśmy w transporcie bydlęcych wagonów wiosną 1951 roku na stację Jaworzno-Szczakowa. Była...

Spośród blisko trzystu obozów pracy w Polsce, założonych przez komunistów po II wojnie, jeden był wyjątkowy. Był nim obóz w Jaworznie dla młodzieży skazanej za działalność polityczną. Działał w latach 1950-1956 i mieścił się na terenie byłej filii oświęcimskiego obozu.


Przyjechaliśmy w transporcie bydlęcych wagonów wiosną 1951 roku na stację Jaworzno-Szczakowa. Była może piąta rano. Staliśmy na bocznicy kilka godzin - wspomina Ryszard Matusz, wówczas siedemnastolatek, skazany na pięć lat więzienia za udział w niepodległościowej organizacji. - Nasz transport z więzienia we Wronkach otoczony był wyjątkową tajemnicą. W przeddzień wyjazdu przerzucono nas do oddzielnych cel. Regulaminowo otrzymaliśmy przedmioty stanowiące nasz dobytek. Ale zupełnym zaskoczeniem była wymiana naszych sortów więziennych na mundury niemieckie. I w tych mundurach załadowano nas do bydlęcych wagonów. Kiedy odsunięto drzwi, na rampie w Jaworznie okazało się, że mamy niesłychanie silną eskortę - wojsko i strażników więziennych uzbrojonych w pistolety i karabiny maszynowe. U boku mieli tresowane psy, które wściekle ujadały. W pewnym momencie zrobiło się piekło. Krzyki. Popychanie karabinami. Szczekanie psów. Wiadomo, kojarzyło się to z czasami hitlerowskimi. Pamiętałem ten obraz ludzi pędzonych do obozów koncentracyjnych. To był szok. Bo ja nagle znalazłem się w tej samej sytuacji. W pewnym momencie padły komendy: "Grupować się w dziesięcioosobowe rzędy! Ująć się pod ramiona! Maszerować w milczeniu!" I tak rozpoczął się nasz, liczący kilka kilometrów, marsz. Krętymi, bocznymi drogami wśród wertepów. Weszliśmy w końcu na ruchliwą szosę Katowice-Kraków. Prowadzili nas, ubranych w niemieckie mundury, oficerowie Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Ostrzegali mieszkańców, by zachowywali się ostrożnie, bowiem konwojowani są członkowie Hitlerjugend. Ludzie, nieświadomi perfidnego kłamstwa, uwierzyli. Mijając, pluli na nas, złorzeczyli, rzucali kamieniami.

Krzyczeli, jak im nakazano


Tej wiosny, w podobny sposób, do obozu w Jaworznie goniono kilka tysięcy więźniów. Ale ludzie w miasteczku i okolicznych wioskach na ogół wiedzieli, że to nie młodzież niemiecka szła w konwojach, ale młodzi Polacy. W sześć lat po wojnie mało kto był chętny obrzucać więźniów kamieniami. Więc, aby negatywnie oddziaływać na psychikę więźnia, komuniści posuwali się do różnych wybiegów. Jak dziś wiadomo z dokumentów, owo obrzucanie było wcześniej przygotowywane w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego. Adam Zieliński, oficer KBW odpowiedzialny za transport z 17 maja 1951 roku, tak pisał w swoim raporcie do władz zwierzchnich: "Wzdłuż toru kolejowego Jaworzno-Szczakowa rozstawieni byli nasi ludzie i kamieniami rzucali w stojące na bocznicy wagony z więźniami. Krzyczeli, jak im na odprawie nakazano, "Zabić zbrodniarzy, Naród Polski ma dość siły, by was ukarać". Po około 15 minutach, o godzinie 8.45, odwołaliśmy ich, przerzucając na odcinek trzeciego kilometra, by tam udawali wieśniaków robiących w polu. Poszturchiwali przechodzącą kolumnę grabiami, kijami od wideł [...]. Żadnych ekscesów ze strony więźniów nie zanotowano [...]. Sierżant Męcywiak wypłacił jedenastu zgromadzonym funkcjonariuszom ORMO po 25 zł za udział w akcji, za pokwitowaniem i po puszce słoniny z UNRY. Czas wykorzystania towarzyszy: dwie godziny".
Do obozu w Jaworznie kierowano młodych z najcięższych więzień. Był to efekt podjętej w 1950 roku decyzji w Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego o "Segregacji więźniów politycznych". W konsekwencji młodzież od szesnastu do dwudziestu jeden lat została oddzielona od starszych więźniów. Jak pisano w dokumentach MBP, segregacja wprowadzona została między innymi dlatego, by: "Więziona młodzież nie ulegała demoralizującemu wpływowi starszych, którzy przesiąkli sanacyjną Polską". Jednak zasadniczym celem tej segregacji było umieszczenie wyselekcjonowanej młodzieży w jedynym w Polsce eksperymentalnym obozie w Jaworznie. Metodą ustawicznego "prania mózgów", indoktrynacji i represji zamierzano wymusić zgodę na współpracę ze Służbami Bezpieczeństwa.

Polski Makarenko


Pracował nad tym kilkunastoosobowy zespół z MBP i Ministerstwa Edukacji. Wśród nich towarzysze i towarzyszki z MBP i aktywu partyjnego. Między innymi profesorowie Aleksander Lewin, Anatol Akerman, Bronisława Adelis, Maria Glazer. Punktem wyjścia komunistycznych "myślicieli" była stosowana w Związku Socjalistycznych Republik Sowieckich metoda makarenkowska. Jej podstawę stanowiła niewolnicza praca i ciągła indoktrynacja. W Rosji sowieckiej stosowano ją wobec młodocianych przestępców kryminalnych. W Polsce - eksperyment miał dotyczyć więźniów politycznych. Ich najczęstszym "przestępstwem" było tworzenie własnych organizacji politycznych lub niezależnych kółek zainteresowań historycznych czy literackich.
Na miejsce eksperymentu wyznaczono dotychczasowy obóz pracy w Jaworznie, mający swoją tragiczną - niemiecką i sowiecką przeszłość. Został on zbudowany przez Niemców w 1943 roku, jako podobóz Oświęcimia. Tuż po wojnie przejęli go Rosjanie. Więziono w nim między innymi Polaków, Niemców i Ślązaków. Następnie został przekazany MBP, Departamentowi Więziennictwa i Obozów. Pierwszym jego komendantem został Włodzimierz Staniszewski. W końcu lat czterdziestych zastępcą szefa obozu, a na początku lat pięćdziesiątych szefem, był Salomon Morel, o którego upomina się dziś Polska w Izraelu. W latach 1947-1950 w obozie straciło życie blisko 11 tysięcy więźniów. Byli to głównie Polacy, Ukraińcy, Niemcy. Zwykle jako powód zgonu podawano zawał serca lub gruźlicę - podobnie jak w aktach zgonu ludzi mordowanych w obozach hitlerowskich.
Jaworzyński obóz, którego fragmenty do dziś jeszcze istnieją, rozciągał się na przestrzeni 36 hektarów. Ogrodzony był drutem kolczastym pod napięciem. Ciągnący się naokoło półmetrowy wewnętrzny pas, wysypany żółtym piaskiem, oznaczał "pas śmierci". Pojawienie się na nim więźnia było równoznaczne z zastrzeleniem. Przy drutach kolczastych bowiem rozstawione były wieżyczki ze strażnikami uzbrojonymi w karabiny maszynowe i granaty.
Dla młodzieży osadzonej w obozie przygotowywano liczne "zajęcia". Jednym z elementów wychowawczych była praca. Osadzeni z wyrokami powyżej pięciu lat pracowali na terenie obozu. Młodzież z mniejszymi wyrokami zatrudniano w kopalniach oraz przy budowie osiedli mieszkaniowych i elektrowni Jaworzno. Teoretycznie młodzi chłopcy mieli pracować po osiem godzin dziennie. W praktyce często pracowali po dwanaście i szesnaście godzin na dobę.

Dbałość o numer


Więzień z chwilą przekroczenia bram obozu otrzymywał numer. I tak go tutaj traktowano. Teoretycznie "numerowi" przysługiwało 250 gram chleba dziennie, miska zbożowej kawy i miska zupy. Dla ciężej pracujących "omasta" w postaci margaryny "Ceres". W praktyce jednak częstokroć dostawali sto gram chleba na dzień i miskę zupy. Jerzy Pruszyński, który spędził w Jaworznie pięć lat, tak wspomina obozowe "biesiady". - Nie przypominam sobie, bym podczas pięcioletniego pobytu w Jaworznie był kiedykolwiek najedzony. Był tak potworny głód, że w latach 1951-1952 trzy czwarte więźniów zachorowało na "kurzą ślepotę". Mimo to pędzono nas do pracy. Kolumny powracających z kopalń szły, trzymając się za ramiona, by nie upaść. O zdrowie więźniów obsługa nie dbała zupełnie. Założeniem było bowiem, iż należy maksymalnie wykorzystać siły młodych ludzi.

Edukacyjna indoktrynacja


W czasie pracy, z wyjątkiem pracy w kopalni, obozowe głośniki - "szczekaczki" - nadawały audycje ideologiczne. Również w celach więźniów zamontowane były głośniki. Wyłączanie ich było karane pobytem w karcerze. Młodzież zmuszano także do przygotowywania tzw. "prasówek". Ich zadaniem było wycinanie z gazet tekstów ideologicznych i na ich podstawie indoktrynowanie kolegów. Odmawianie wykonania polecenia również było karane karcerem, czyli przebywaniem w pojedynczej celi, najczęściej zalanej wodą po kostki.
Nad ideologicznym ukształtowaniem więźniów pracowali "spece" - oficerowie MBP "specjalnego znaczenia". Do ich zadań, przede wszystkim, należało namawianie do współpracy z UB jak największej ilości więźniów. Za każdego zwerbowanego otrzymywali premie, awanse.
Również dla celów indoktrynacji politycznej utworzono na terenie obozu szkołę - zawodową, technikum i liceum - oraz szereg kursów specjalistycznych: murarza, betoniarza, tynkarza. W zamian za to władza oczekiwała od uczniów szkół "postawy godnej socjalistycznego obywatela", równoznacznej ze współpracą z UB. Do szkół wybierano młodzież często najbardziej antykomunistyczną. W ten sposób chciano też rozbić więzienną solidarność.

Nieudany eksperyment


Obóz w Jaworznie istniał do 1956 roku. Zaniechano jego prowadzenia w efekcie zmian spowodowanych nadchodzącą "odwilżą". Również dlatego, iż na jego terenie doszło do buntu. Przyczyną było zastrzelenie jednego z więźniów przez strażnika - Ferdynanda M. Mimo likwidacji obozu, jeszcze przez lata młodzież skazana za przestępstwa polityczne nękana była przez SB. Wszak miano tam wychować kapusiów potrzebnych do budowania "dobrobytu społeczeństwa socjalistycznego". Jednak, jak pokazała przyszłość, komunistom nie udało się tej patriotycznej młodzieży "przerobić" na donosicieli.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki