Rajd katyński

Przejechali na motocyklach pięć tysięcy kilometrów podczas czwartego już rajdu. Chcieli na własne oczy zobaczyć ślady nieodległej historii i złożyć hołd pomordowanym przez sowiecki imperializm. Wyjechali w końcu sierpnia, żegnani na placu Piłsudskiego przed Grobem Nieznanego Żołnierza przez księdza Prymasa i kapelana rodzin katyńskich Zdzisława Peszkowskiego. Wrócili we wrześniu.



Odwiedzili...
Czyta się kilka minut
Przejechali na motocyklach pięć tysięcy kilometrów podczas czwartego już rajdu. Chcieli na własne oczy zobaczyć ślady nieodległej historii i złożyć hołd pomordowanym przez sowiecki imperializm. Wyjechali w końcu sierpnia, żegnani na placu Piłsudskiego przed Grobem Nieznanego Żołnierza przez księdza Prymasa i kapelana rodzin katyńskich Zdzisława Peszkowskiego. Wrócili we wrześniu.

Odwiedzili między innymi Grodno, Lidę, Mińsk Białoruski, Lenino, Miednoje, Kursk, Katyń, Charków, Kijów, Berdyczów, Buczacz i Lwów. - Mieliśmy okazję porównać dwa totalitaryzmy. Niemiecki, z którego wojskowej niewoli nie wróciło pięć procent żołnierzy i sowiecki, z którego niewoli wróciło jedynie pięć procent żołnierzy. To była ciekawa lekcja, uderzające porównanie - mówi komandor rajdu, Marek Harasimiuk, historyk i dziennikarz z zawodu.

Inicjatorem pierwszego rajdu i powołania Stowarzyszenia Międzynarodowego Motocyklowego Rajdu Katyńskiego był Wiktor Węgrzyn, dziś członek Kongresu Polonii Amerykańskiej. Choć nikt z jego rodziny nie zginął na "Golgocie Wschodu", od dzieciństwa wiedział o pomordowanych. Węgrzyn, który urodził się w roku wybuchu II wojny światowej, już jako mały chłopiec słyszał rozmowy rodziców i znajomych, którzy o zbrodni mówili w domu niemal na co dzień. To wystarczyło, że z kolegą na domowej drukarence, jako trzynastolatek, powielał informacje o sowieckiej zbrodni. Rozlepiali je na słupach. Niewiele brakowało, a propagowanie historii skończyłoby się aresztowaniem.

Wędrówka Wiktora Węgrzyna na Wschód nie wiodła prosto, ale przez Stany Zjednoczone. W trakcie studiów w Szkole Głównej Planowania i Statystyki wyjechał do USA. Uznał, że ma już dość obecności w zakłamanym kraju. W Stanach Zjednoczonych poznał wielu Polaków, którzy walczyli zarówno przeciwko Niemcom, jak i Sowietom; poznani rodacy byli cudem wyratowani z niemieckiej i sowieckiej niewoli. Bywał na amerykańskich uroczystościach kombatanckich. Również na spotkaniach z księdzem Peszkowskim. I kiedy przyjechał po prawie trzydziestu latach do Polski, zauważył, że wiedza jego rodaków o Katyniu jest skromna. Za duchowym wsparciem kapelana rodzin katyńskich, postanowił z grupą kolegów motocyklistów ruszyć śladem sowieckiej zbrodni na pierwszy rajd w 2001 roku.

Szanują historię

Uczestników rajdu rokrocznie gości w Starej Iwicznej, tuż przy granicy Warszawy, proboszcz Andrzej Kwaśnik. Ksiądz proboszcz jest zarazem kapelanem Oddziału Prewencji Warszawskiej Policji i Warszawskiego Stowarzyszenia Rodzina Policyjna 1939. Motocykliści spotykają się u niego dwukrotnie. Raz na ogólnopolskiej Mszy Świętej za zmarłych motocyklistów, drugi - właśnie podczas wyjazdu na rajd.

Ksiądz problematykę Wschodu zna dobrze. Pielgrzymował wielokrotnie na miejsce kaźni polskich policjantów do Miednoje. Rajdowcom udziela gościny, dlatego że: - To są wielcy ludzie, ponieważ szanują i propagują tradycje historyczne - mówi. - I dlatego się tutaj spotykamy przed rajdem.

Na rajd wyjechali podróżnicy w różnym wieku. Niespełna szesnastoletni i prawie siedemdziesięcioletni. Ludzie o różnych profesjach. Różnym doświadczeniu życiowym i wiedzy historycznej. Kilka kobiet, wśród nich korespondentka ukraińskiego radia Tatiana Serwetnyk. Motocykle mają różne, lecz wszystkie wysokiej jakości, marki: BMW, Yamachy, Hondy, Suzuki.

Wytrwali w polskości

W pierwszym rajdzie w 2001 roku jechało blisko pięćdziesiąt osób. Mimo trudnych warunków, nie było większych problemów. W miastach i wsiach spotykali Polaków, którzy z przymusu zostali na Białorusi, w Rosji czy na Ukrainie. Prześladowani. Upokarzani. Dlatego tylko, że byli Polakami. Nie wyparli się swojego pochodzenia. Wytrwali w swojej polskości. Nie zatracili historii. Kultury. Języka. Wiktor Węgrzyn do dziś jest pod wrażeniem spotkania z Polonią w łotewskim Dyneburgu. - Składaliśmy wieniec pod krzyżem upamiętniającym Polaków, którzy odbili miasto Sowietom w 1920 roku i przekazali Łotyszom - opowiada Wiktor Węgrzyn. - Łotysze urządzili nam piękny i wzruszający koncert. A osiadłe tam Polki, wywiezione w 1940 roku na Syberię, śpiewały "łagierne" piosenki. W innym mieście spotkałem Polaka, który dostał pięć lat obozu za śpiewanie piosenki "Płynie Wisła, płynie".

Lekcja historii

Rzeszowiak Wojciech Krupa "od kilkulatka" jeździ na motocyklach. Z zawodu jest maszynistą lokomotyw spalinowych. Ten rajd był dla niego niezwykle ważny, bo stał się sprawdzianem kondycji po zawale. Serce zdało egzamin. - Ojciec mój walczył w I Dywizji Pancernej u Generała Maczka - opowiada Wojciech Krupa. - Przeszedł trzy fronty. W 1939 roku walczył w Równem. Później internowano go na Węgry. Katyń to dla mnie miejsce szczególne. Bo na temat Katynia mówiłem już w szkole, kiedy nie wolno było mówić. Byłem trochę za to represjonowany. Także w wojsku.

Tomasz Klimczewski studiuje historię na czwartym roku Wyższej Szkoły Humanistycznej w Łowiczu. Urodził się w 1981 roku, więc o Katyniu mógł się dowiedzieć już bez przeszkód w szkole podstawowej. Niedawno rodzice powiedzieli mu, że jeden z kuzynów zginął w Katyniu. Kiedy więc usłyszał o pierwszym rajdzie, od razu chciał pojechać. Ale nie było go jeszcze wówczas stać na doskonały motocykl, by pokonać tak długą trasę. - Ta podróż to dla mnie lekcja historii. Lubię takie praktyczne zdobywanie wiedzy. Uważam, że rajdy historyczne powinny być realizowane już w szkołach. Bo wówczas można poznać najlepiej prawdę. A nie tylko z książek czy muzeów.

Policjant z Zabrza, Krzysztof Baryła, uczestniczy w rajdzie z piętnastoletnią córką Anną. Jak podkreśla ojciec, głównie po to, by podciągnąć ją z historii. - Chcę, żeby poznała nasze najnowsze dzieje. Te niekoniecznie łatwe - wyjaśnia. - Tego w książce nie znajdzie. Klimatu, atmosfery. Nie spotka ludzi. Na ogół jeździmy na zachód Europy, rzadko na wschód. A tam kształtowała się ważna część naszej historii.

Stanisław Huszcza jest właścicielem hotelu na Mazurach. Właśnie w czasie rajdu jego hotel ma największe "obłożenie". - Bardzo jestem wdzięczny żonie i rodzinie, że umożliwiły mi wyjazd na rajd. Jest to mój pierwszy rajd historyczny. W Katyniu wprawdzie nikt z rodziny nie zginął, ale bliscy teściów, którzy zostali na Białorusi i w Wilnie, byli więzieni i prześladowani przez ruskich - wyjaśnia pan Stanisław. - Dziękuję Bogu, że mogłem po raz pierwszy modlić się w miejscach straceń Polaków. Chciałem im w ten sposób oddać hołd. Uczestniczyłem już w wielu uroczystościach religijnych i patriotycznych, ale tak wielkiego wzruszenia jak na katyńskiej trasie wcześniej nie doznałem.

Nawet ptaki nie śpiewały

Tatiana Serwetnyk jest w Polsce od kilku lat korespondentką ukraińskiego radia. Szkołę podstawową rozpoczynała w ukraińskiej republice Sowietów. Kończyła w wolnej Ukrainie. I niewiele wiedziała o zbrodniach komunizmu. Nigdy też nie myślała, że Rosja jest okupantem Ukrainy. Przeżyła szok, dowiedziawszy się na początku lat dziewięćdziesiątych, że Lenin stworzył obozy. Tatiana wybrała się na rajd ze względów zawodowych, ale i po to, by poznać historię sowieckiego totalitaryzmu. - Nie wiedziałam, czym był Katyń. Dopiero później ta wiedza do mnie dotarła. Teraz w jakiś sposób namacalnie, kiedy zobaczyłam krzyż. Olbrzymią tablicę z nazwiskami... - mówi Tatiana Serwetnyk. - Sama wioska też zrobiła na mnie przygnębiające wrażenie. Mówiąc metaforycznie, jest ona dla mnie odzwierciedleniem tego, co się tam stało. Jeden z kolegów - Jacek Kawczyński zauważył, że w czasie Mszy nie śpiewał żaden ptak. Nie było też szelestu liści. Podczas rajdu oprócz tego, że spotykaliśmy fantastycznych ludzi, którzy nas znakomicie przyjmowali, co i rusz napotykaliśmy ślady zbrodni. Duże wrażenie wywarło na mnie też to, że polskie nekropolie są tak licznie odwiedzane przez Polaków. W pobliżu Kijowa, w Bykowni, jest miejsce kaźni między innymi Polaków i Ukraińców. Niedaleko mieszka moja ciocia. Kiedyś przejeżdżałam tamtędy. Widziałam krzyże stojące przy drodze. Myślałam, że to cmentarz komunalny. Nikt mi nie powiedział, co tu się stało. Kiedy się dowiedziałam pod koniec lat dziewięćdziesiątych, było to dla mnie ogromnym wstrząsem. Kijów zamieszkuje blisko trzy miliony ludzi. Pytanie: ilu z nich odwiedza to miejsce naszej narodowej tragedii, wciąż nie daje mi spokoju.

Po inwazji Sowietów na Polskę 17 września 1939 roku w obozach osadzono kilkanaście tysięcy jeńców wojennych. W Ostaszkowie - ponad 6500. Kozielsku - blisko 4500 osób. Starobielsku natomiast prawie 4000 wojskowych. Kilka tysięcy wśród uwięzionych stanowili żołnierze rezerwy, którzy w cywilu sprawowali funkcje lekarzy, inżynierów, przemysłowców, prawników, dziennikarzy, pracowników nauki, nauczycieli. Dwudziestego lutego 1940 roku w Zakopanem, podczas trzeciej konferencji gestapo i NKWD, Niemcy i Rosjanie przedstawili sobie nawzajem plany likwidacji polskiego narodu. Sowieci poinformowali wówczas, między innymi, o zamiarze wymordowania osadzonych w obozach polskich jeńców wojennych. Niemcy - o bezwzględnej eksterminacji Polaków, zwłaszcza tych, którzy byli wyznania mojżeszowego. Przez swojego agenta, obecnego na konferencji, wiedziały o tym mocarstwa zachodnie.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 42/2004