Logo Przewdonik Katolicki

Płać VAT za czytanie

Piotr Krysa
Fot.

Rząd w tym roku planuje podnieść stawki VAT na słowo drukowane. Bez wątpienia będzie to bardzo dotkliwy cios dla wydawców i czytelników. Jeśli gazety, czasopisma i książki staną się dobrem wyłącznie luksusowym, to grozi nam pokolenie rozumiejące jedynie obrazkowy język telewizji. Czy to "tylko" kolejny bubel, czy też zamierzona polityka promująca ludzi niechętnie myślących? Jedno...

Rząd w tym roku planuje podnieść stawki VAT na słowo drukowane. Bez wątpienia będzie to bardzo dotkliwy cios dla wydawców i czytelników. Jeśli gazety, czasopisma i książki staną się dobrem wyłącznie luksusowym, to grozi nam pokolenie rozumiejące jedynie obrazkowy język telewizji. Czy to "tylko" kolejny bubel, czy też zamierzona polityka promująca ludzi niechętnie myślących? Jedno jest pewne - tłumaczenie takich posunięć koniecznością dostosowania naszych stawek do przepisów unijnych jest kompletną bzdurą. Na razie rozporządzeniem ministra finansów dotychczasowe stawki będą utrzymane do 30 kwietnia.


Pierwszym dowodem na ową bzdurę jest niewątpliwie projekt szóstej dyrektywy Unii Europejskiej z lipca ubiegłego roku przyjęty przez Komisję Europejską. W jednym z aneksów zaleca się utrzymanie zerowej bądź zredukowanej stawki VAT na książki, gazety i czasopisma. Jedynie usługi druku obłożone są stawką podstawową. W krajach Unii słowo drukowane, jako szczególne dobro kultury, chronione jest przepisami. Drugi dowód, to już nie tylko dyrektywa, ale same stawki, jakie obowiązują w tych krajach. Na ogół daleko im do stawki podstawowej. Inną sprawą jest, że stawka podstawowa, która w UE obejmuje rzeczywiście większość towarów i usług nie jest tożsama ze stawką 22-procentową.
Sama różnica w wysokości stawek może już zaszkodzić naszej gospodarce, a na pewno zaszkodzi drukarzom. W ostatnich latach dzięki zerowej stawce udało się ściągnąć do Polski wiele inwestycji w tej branży. Jeżeli stawka wzrosłaby do 22 procent, to będzie się opłacało drukować na przykład w Niemczech, gdzie stawka jest o sześć procent niższa. Po naszej stronie zostaną plajtujące drukarnie i… bezrobotni, a to dopiero początek problemów.

Drogie słowo


Polskie Badania Czytelnictwa z ubiegłego roku wykazują, że tylko 32 procent dorosłych Polaków regularnie czyta jakikolwiek dziennik. Pięć lat wcześniej prasę codzienną czytało 39 procent, podczas gdy w krajach Unii Europejskiej wskaźnik ten sytuuje się na poziomie od 50 aż do 70 procent (Niemcy, Holandia i Skandynawia). Kondycja naszej gospodarki, a mówiąc dokładniej - jej recesja - przełożyła się bezpośrednio na wpływy z reklam, które tylko w 2002 roku zmniejszyły się o 30 procent. Skutkowało to bankructwem wielu dzienników i czasopism.
Podobne zjawiska obserwujemy na rynku książki. Według Polskiej Izby Książki, od roku 2000, w ciągu trzech lat, w naszym kraju sprzedano o około 14 procent mniej książek, równocześnie wydano o około 9 procent mniej tytułów.
Wydawcy książek i prasy próbują ratować się cięciem kosztów i podnoszeniem cen. Średnia cena książki w samym tylko 2002 roku wzrosła o 7 procent z 27 do 29 złotych. Skutek był oczywisty - sprzedaż spadła o ponad 10 procent.

Komu przyvatować


Początkowo rządowy projekt zawierał propozycję zwiększenia stawek do 22 proc. - z 0 proc. na druk, z 7 proc. na ogłoszenia drobne, z 7 proc. na sprzedaż gazet i czasopism - oraz opodatkowanie VAT-em umów zlecenia i o dzieło. Co ciekawsze, obłożenie sprzedaży gazet i czasopism w 2001 roku podatkiem 7-procentowym już przeczyło praktyce wielu krajów europejskich, w których na te produkty obowiązuje stawka zerowa. To posunięcie miało znaczny wpływ na spadek czytelnictwa i rentowności wydawców. Po proteście środowisk wydawniczych, który miał miejsce w końcu ubiegłego roku, rozwiązania zaproponowane przez rząd mogą ulec zmianie. O tym jednak, jaki projekt finalnie będzie przedłożony Sejmowi, wiemy niewiele. W Polskiej Izbie Druku, z nieoficjalnej (trudno coś oficjalnie powiedzieć) rozmowy, dowiedzieliśmy się, że po 30 kwietnia najprawdopodobniej utrzymane zostaną zerowe stawki na poligrafię i książki, ale nie wiadomo, jak będą wyglądały stawki na prasę. Z oficjalnych komunikatów Izby Wydawców Prasy wynika, że jedyną pewną informacją jest to, że dotychczasowe stawki zostaną utrzymane do końca kwietnia, a co będzie dalej - nie wiadomo. Z propozycji zawartych w projekcie można wywnioskować, że jednolity front wszystkich wydawców i drukarzy może zostać rozbity poprzez różnicowanie stawek. Projekt zawiera też różne stawki VAT w zależności od nakładu gazety czy tzw. obłożenia reklamowego. Taka progresja będzie szkodzić dużym niezależnym wydawcom, w niczym nie umniejszając dotychczasowych obciążeń mniejszych. Ograniczenie ze względu na obłożenie reklamowe będzie typową sankcją gospodarczą. Jeśli bowiem gazeta czy czasopismo będą dobre i będą przyciągały więcej reklamodawców, to będą za to karane większym podatkiem. Jakbyśmy na to nie spojrzeli, będzie to zawsze dotkliwy cios dla branży, która już znajduje się w recesji.

Gdzie tu interes?


Dalsze obniżenie poziomu czytelnictwa, konsumpcji kultury, czy też podnoszenie jej poziomu w społeczeństwie jest niewątpliwie bardzo zagrożone. W żadnym cywilizowanym kraju (w tych mniej cywilizowanych również), żaden polityk nie odważy się oficjalnie podnieść ręki na kulturę. Projekt tej ustawy, chociaż nie robi tego wprost, na pewno pociągnie za sobą takie skutki.
Powody takiego postępowania mogą być dwa, bo konieczność dostosowania stawek do tych unijnych już wykluczyliśmy. Pierwszy, to brak pieniędzy w budżecie i szukanie ich gdzie się tylko da. Jest to myślenie na bardzo krótką metę, bowiem w dłuższym rozrachunku pieniędzy z tego tytułu wpłynie mniej, bo bankruci ani bezrobotni podatków nie płacą. Drugi, to wyraźne obniżenie rentowności wydawców, szczególnie prasowych. Media, czyli, "czwarta władza", bez odpowiedniego zaplecza finansowego znacznie tracą na niezależności i aby przetrwać, muszą wyrażać się znacznie większą zdolnością do kompromisów. Nakładanie dodatkowych obciążeń podatkowych na te podmioty, nie tylko obniża poziom kultury w społeczeństwie, ale także podkopuje fundamenty demokracji, co w większości krajów europejskich jest dla polityków zupełnie oczywiste.

Zaproszenie do bankructwa

"Szacujemy, że w przypadku konieczności podwyższenia cen prasy może nastąpić spadek sprzedaży gazet i czasopism o około 8-9 procent i zmniejszenie wartości sprzedaży o około 5-6 procent. Należy się liczyć ze zmniejszeniem ilości wydanych tytułów prasowych, jak również pogłębianiem się zjawiska koncentracji mediów. Nastąpi dalszy spadek czytelnictwa w granicach 4-5 procent rocznie. Wzrost kosztów, spadek sprzedaży i przychodów ogłoszeniowych wywoła zmniejszenie zysków i spadek podatków odprowadzanych do Skarbu Państwa. Wydawcy dla pomniejszenia swoich kosztów przenosić będą druk poza Polskę i w ten sposób osłabiać rynek usług poligraficznych, już teraz borykający się z wieloma trudnościami.
Wszystkie wyżej wspomniane czynniki będą pogłębiały występujące w branży bezrobocie".

Z Oświadczenia IWP, PIK, PID, Stowarzyszenia Gazet Lokalnych, Rady Konsultacyjnej Związków Zawodowych i Stowarzyszeń Twórczych "Łazienki Krakowskie"

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki