Logo Przewdonik Katolicki

Każdemu życiu - tak

PK
Fot.

Eutanazja ucieczką przed bólem fizycznym? Jednym z głównych argumentów, najczęściej wysuwanych przez zwolenników eutanazji, jest likwidacja bólu pacjenta przez zadanie mu śmierci. W wielu publikacjach i dysputach medialnych ból i chęć skrócenia cierpień pacjentów przytacza się jako najczęstsze przyczyny wystarczające dla przeprowadzenia eutanazji. Warto jednak wiedzieć, że w...

Eutanazja ucieczką przed bólem fizycznym? Jednym z głównych argumentów, najczęściej wysuwanych przez zwolenników eutanazji, jest likwidacja bólu pacjenta przez zadanie mu śmierci. W wielu publikacjach i dysputach medialnych ból i chęć skrócenia cierpień pacjentów przytacza się jako najczęstsze przyczyny wystarczające dla przeprowadzenia eutanazji.


Warto jednak wiedzieć, że w Holandii jedynie około 5 procent pacjentów, którzy proszą o eutanazję, podaje ból jako przyczynę tej prośby. Zgoda na eutanazję staje się więc w tym kraju nie tylko kwestią ucieczki przed bólem, z którym nowoczesna medycyna paliatywna w ogromnej większości daje sobie już radę.
Stan Oregon, jako jedyny w USA, dwa lata temu zalegalizował samobójstwo w asyście lekarza. W takim przypadku lekarz osobiście nie zabija pacjenta śmiercionośnym zastrzykiem, ale wypisuje receptę na truciznę, którą pacjent sam musi połknąć. To pierwsza szczelina, wyjątek, który może stać się początkiem legalizacji eutanazji w USA. Ze statystyk wynika, że żaden z pacjentów, którzy popełnili samobójstwo w asyście lekarza, nie podawał jednak bólu, jako przyczyny tego desperackiego kroku. Ani jeden!
W luksusowych domach starości w krajach zachodnich ostatnio coraz więcej odnotowuje się wołań o eutanazję oraz wzrasta liczba samobójstw. Nie zdarza się to jednak w ubogich ośrodkach opieki prowadzone przez wspólnoty zakonne, np. w domach opieki Matki Teresy z Kalkuty. Większy bowiem od bólu fizycznego, który nowoczesna medycyna paliatywna jest dzisiaj w stanie prawie całkowicie opanować, jest ból emocjonalny, psychiczny, ból depresji i opuszczenia przez najbliższych.

Gdzie jest miłość, nie ma eutanazji


Z badań założyciela pierwszego hospicjum w Holandii, Polaka dr. Zbigniewa Żylicza wynika, że 80 proc. osób, które poprosiły o eutanazję, kiedy objęto je opieką paliatywną, zmieniło zdanie. "Kiedyś przez pół godziny rozmawiałem z nowo przywiezionym pacjentem, któremu nie chciało się żyć. Później ze łzami w oczach dziękował mi za przywrócenie woli życia. Po prostu wcześniej nikt z nim serdecznie nie porozmawiał" - zwierzył się w jednym z wywiadów dr Żylicz.
Rozważając problematykę eutanazji, należy podkreślić istotne znaczenie opieki paliatywnej. Pacjent wołający o eutanazję ma wątpliwości, czy jego życie ma jeszcze wartość, czy nie jest ciężarem dla rodziny, dla społeczeństwa. Czeka na odpowiedź ze strony innych osób. Eutanazja jest potwierdzeniem jego wątpliwości. Udzielona pomoc i okazane współczucie wątpliwości te usuwa. Dlatego powszechnie uważa się, że połowę sukcesu w terapii paliatywnej można uzyskać przez obecność przy chorym. Uświadamia mu ona, że jego życie ma wartość, że on sam wiele znaczy, że jest ktoś, z kim może podzielić się swoim bólem i wątpliwościami. Oczywiście, towarzysząc choremu w ostatnim okresie życia, nie jesteśmy w stanie zaspokoić wszystkich jego potrzeb. Pewne sytuacje chory musi przeżyć sam i sam odpowiedzieć na ważne pytania życiowe. Z drugiej strony, osoby towarzyszące choremu mogą wiele pomóc. Im lepiej wniknie się w sytuację chorego i zrozumie jego potrzeby, tym bardziej pomoc okaże się skuteczna.
Możliwości tej pomocy sprowadzają się do "czterech przykazań": słuchać, mówić, uśmiechać się; być.
Pogodna postawa w opiece nad samotnym chorym pozwala jemu łatwiej znosić ból, a przede wszystkim budzi nadzieję, czyli oczekiwanie od przyszłości czegoś dobrego, skojarzonego z pozytywną reakcją uczuciową. Nie jesteśmy w stanie przywrócić choremu zdrowia, ani przedłużyć mu życia, ale można budzić jego oczekiwania na drobne cząstki dobra, które można mu zaproponować: filiżanka kawy, przeczytanie urywka ciekawej lektury, odwiedziny najbliższych. Leczenie tylko samego bólu nie jest najważniejsze.
Problemem szczególnym w opiece nad osobą chorą terminalnie jest sprawa mówienia prawdy choremu. Prawo do prawdy, do informacji o własnej chorobie, jest istotnym elementem prawa do życia, gdyż lekarz może mieć tylko taką władzę nad pacjentem, jakiej on sam lekarzowi udzieli. Konieczna jest znajomość stanu psychicznego pacjenta i odpowiednie przygotowanie do przyjęcia niepomyślnej dla niego wiadomości. Przekaz prawdy, nawet okrutnej, musi jednak zawsze łączyć się z budzeniem nadziei, ponieważ żadne z przewidywań przebiegu choroby nigdy nie jest do końca absolutnie pewne.
Również najbliżsi chorego, wobec zbliżającej się śmierci, często zagubieni i bezradni, oczekują solidarności ze strony innych. Taką postawę wykazują ludzie działający w ruchu hospicyjnym. Ich świadectwo przez pracę, przepełnioną często wielkim poświęceniem, służy zmianie mentalności współczesnej społeczeństw dobrobytu, często obcej i niechętnej lub też nie wczuwającej się w potrzeby pacjenta w stanie terminalnym, próbującej umieścić go na bocznym torze lub namówić do eutanazji. Rozwijające się i powstające nowe hospicja w Polsce są wyrazem uszanowania godności człowieka i jego cierpienia oraz potężnym antidotum na eutanazję.

Lekarz czy eutanator?


W jednym z numerów "Gazety Lekarskiej" ukazał się artykuł zatytułowany "Dlaczego ma to robić lekarz", w którym autor jako przedstawiciel medycyny przedstawił swój niepokój dotyczący rozwoju przyszłych wydarzeń w naszym kraju
związanymi z możliwością rozszerzenia aborcji i wprowadzenia eutanazji rękami lekarzy, które to procedery nie mają nic wspólnego z wykonywanym przez nich zawodem. Utrwaliło się apriorycznie w opinii społecznej, iż zabiegi te przynależą stanowi medycznemu. A przecież z nazwy słowa "lekarz" wynika, że ma on leczyć, a nie zabijać. Bardzo wyraźnie artykułuje to Jan Paweł II: "Na pracownikach służby zdrowia, jako obrońcach życia, a nigdy narzędziach śmierci, spoczywa zadanie ochrony życia, by ewaluowało i rozwijało się w całym ciągu istnienia".
Eutanazja stanowi poważne zagrożenie dla stanu medycznego, medycyny, jej istnienia i rozwoju. Samo żądanie eutanazji jest już znakiem braku zaufania do lekarzy, znakiem braku wiary w ich pomoc. Zadaniem lekarza jest ratować życie i leczyć chorobę. Wykonywanie eutanazji przez lekarza narusza jego prestiż i podważa zaufanie, a każda jego czynność terapeutyczna może rodzić wątpliwości odnośnie jego zamiarów, np. czy w strzykawce jest lek mający uśmierzyć ból, czy też środek skracający życie. Żądanie eutanazji narusza też sumienie lekarza, który respektując decyzję pacjenta działać może wbrew własnemu sumieniu.
Od starożytnych czasów Hipokratesa do dnia dzisiejszego każdy lekarz składa uroczystą przysięgę, że "nikomu, nawet na żądanie nie dam śmiercionośnej trucizny".
Jak się to ma do ustawodawstwa, które przyjmuje, że to lekarze mają się trudnić procederem aborcji i eutanazji? W imię jakich wyższych racji, niż obrona powierzonego życia, lekarze mają się na to godzić? Na mocy jakiego prawa (czy bezprawia?) łączy się słowo "lekarz" ze słowem "zabijać"?

Od eutanazji do totalitaryzmu


Eutanazja wykracza przeciw dobru wspólnemu społeczności. Jej dopuszczenie może łatwo doprowadzić do "przerwania tamy" obrony życia chorych, niepełnosprawnych fizycznie i umysłowo. Eutanazja dobrowolna otwiera drogę legalizacji eutanazji "z litości" w sytuacji, gdy pacjent sam nie może podjąć decyzji - nieprzytomny, chory psychicznie, noworodek.
Praktyka eutanazji jest niebezpieczna, gdyż może prowadzić wprost do totalitaryzmu medycznego, dającego lekarzowi nieograniczone prawa. Od totalitaryzmu medycznego jest już bliska droga do eutanazji ze względu na tzw. dobro społeczeństwa", do podporządkowania jednostki społeczeństwu, a więc totalitaryzmu społecznego.
Eutanazja pozostaje etycznie niegodziwa także wtedy, gdy zezwala na nią prawo. Dla osób o prawym sumieniu i moralnie wrażliwych kodeks prawny nie jest potrzebny. Dotyczy on jedynie tych, którzy ukrywają złe czyny ze względu na grożącą karę. Legalizacja eutanazji będzie przez nich odbierana jako etycznie dopuszczalna.
Jan Paweł II przypomina, że odmowa współudziału w złych czynach stanowi podstawowe prawo człowieka. Oznacza to, że lekarze, personel medyczny i pielęgniarski oraz osoby kierujące instytucjami służby zdrowia, klinik i ośrodków leczniczych powinny mieć zapewnioną możliwość odmowy uczestnictwa w planowanym przygotowaniu i dokonywaniu czynów wymierzonych przeciw życiu. W konsekwencji stosowanie wobec tych osób jakichkolwiek sankcji nie tylko karnych, lecz także dyscyplinarnych byłoby poważnym nadużyciem przeciw prawom osoby.
Wierzę i jestem przekonany, że ogromna większość polskich lekarzy i pracowników służby zdrowia przestrzega i przestrzegać będzie fundamentalnych zasad etycznych i moralnych, a każde życie, również bezbronne, najbardziej ułomne i oczekujące pomocy, będzie dla nas zawsze największą wartością.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki