Logo Przewdonik Katolicki

Duchowa samowolka

Bartosz Wieczorek
Fot.

Ślub katolika z muzułmanką udzielony przez rabina czytającego podczas ceremonii wiersze? Czemu nie. Obchodzenie chrześcijańskiej Wielkanocy i hinduistycznych świąt narodzin Kryszny? A jakże. Powstająca w Ameryce "międzyreligijna duchowość" każdemu pozwala wybrać miłą sobie tradycję czy praktykę religijną, a jej duchowni gotowi są odprawić jednocześnie najbardziej odlegle od siebie...

Ślub katolika z muzułmanką udzielony przez rabina czytającego podczas ceremonii wiersze? Czemu nie. Obchodzenie chrześcijańskiej Wielkanocy i hinduistycznych świąt narodzin Kryszny? A jakże. Powstająca w Ameryce "międzyreligijna duchowość" każdemu pozwala wybrać miłą sobie tradycję czy praktykę religijną, a jej duchowni gotowi są odprawić jednocześnie najbardziej odlegle od siebie rytuały religijne.


Czesław Miłosz w swych esejach dotyczących Ameryki zgromadzonych w tomie "Widzenia nad Zatoką San Francisco" wiele miejsca poświęcił analizom przemian religijnych w społeczeństwie amerykańskim, a głównie zamętowi religijnemu, którego wzrost obserwował. W tekście "O zgiełku wielu religii" porównywał sytuację duchową Ameryki do starożytnego Rzymu: "Myślę więc o starożytnym Rzymie i wydaje mi się, że zamknęło się koło, że jestem widzem wtedy, kiedy tam już grunt był przygotowany pod chrześcijaństwo, choć ono teraz z kolei jest już może tylko jednym z dogasających wyznań". Te smutne obserwacje Miłosza zdają się coraz bardziej potwierdzać. Coraz powszechniejsza staje się bowiem w Ameryce "międzyreligijna duchowość", czyli swobodne dobieranie i łączenie sobie przez ludzi różnych elementów bliższych bądź odległych od siebie tradycji religijnych. Niedawno zjawisko to dokładnie opisała Susan Hogan na łamach "The Dallas Morning News".

Religijny hipermarket


Na razie z nowym "trendem" duchowym utożsamia się stosunkowo niewielka liczba Amerykanów, ale liczba ich powoli i systematycznie wzrasta. Osoby te wybierają sobie różne praktyki duchowe z wszelkich tradycji religijnych i dostosowują je do swoich potrzeb - nie patrząc oczywiście na spójność tych zachowań i nie wnikając w fundamentalne różnice teologiczne między nimi. Można więc być chrześcijaninem, buddystą i do tego praktykować obrzędy szamańskie. Zamiast podążać drogą jednej tradycji religijnej, wiele osób postanawia wybrać to, co najlepsze z różnych religii tak jak z półki w hipermarkecie wybiera się potrzebne produkty.
Odpowiedzią na zapotrzebowanie na "międzyreligijną duchowość" są różnego rodzaju Kościoły, kongregacje czy wspólnoty religijne, które oferują zainteresowanym szeroki wachlarz duchowych praktyk, który ma ich przyciągnąć do danej organizacji. Ich członkowie modlą się zgodnie do Allacha i Jezusa, śpiewają jak muzułmańscy sufi i medytują jak buddyści. Inni zapalają żydowskie świece i dokonują rytuałów indiańskich.
Susan Hogan w swym artykule cytuje wypowiedzi pani Ren Shepley-Ragan, która prowadzi międzyreligijną kongregację w Moorestown w Nowym Jorku i sama obchodzi wszelkie religijne święta - od żydowskiej Paschy po chrześcijańskie Boże Narodzenie. "Wiele osób stwierdza, że jedna religia nie odpowiada na ich wszystkie pytania - mówi Shepley-Ragan - pomagamy więc tym ludziom odkryć ich duchowość, ale nie mówimy, jak ona powinna wyglądać". Jej zwolennicy nazywają to "integralnym podejściem". Pozwala ono skupić się na wspólnym rdzeniu wszystkich religii, jakim jest według nich miłość i współczucie.
- Poza tym ludzie przystępujący do międzyreligijnej wiary nie chcą słyszeć, w co mają wierzyć - uważa Diane Berke, założycielka One Spirit Interfaith Seminary w Nowym Jorku. - Oni nie chcą dogmatów. Mają za to wielki głód tworzenia pełnych sensu rytuałów - mówi.

Gulasz


W samym tylko Nowym Jorku działają obecnie trzy międzyreligijne kongregacje - uczą, jak odprawiać rytuały: od chrześcijańskiego chrztu, przez żydowski ślub, po uzdrawianie energią w New Age. - W rzeczywistości jest to nowa religia - uważa John Lamoreaux, wykładający religię na Southern Methodist University.
Z kolei rabin Roger Ross, który prowadzi międzyreligijną szkołę w Nowym Jorku, uważa, że ludzie ci nie tworzą nowej religii, choć droga wielu z nich to prawdziwy religijny "gulasz". Część z nich zachowuje wiodącą religię, ale uzupełnia ją elementami praktyk innej. Jego międzyreligijna szkoła założona w 1981 r. przez księdza, rabina, pastora i duchownego hinduistycznego kieruje się zasadą: "Nigdy 'zamiast' czegoś, zawsze w powiązaniu 'z' czymś". Szkołę Rossa ukończyło już ponad 2000 "międzyreligijnych duchownych". Dziś część jest szpitalnymi kapelanami, a część kieruje ponad 100 międzyreligijnymi kongregacjami.
Ciekawy jest opisywany przez Susan Hogan przypadek małżeństwa Carole i Alan Weinman. Do międzyreligijnej kongregacji Amazing Grace Ministeries przystąpili oni po sześćdziesięciu latach bycia konserwatywnymi Żydami. Teraz pan Weinaman uczy członków żydowskich rytuałów i modlitw. - Znalazłam w synagodze mnóstwo rytuałów i tradycji, które kocham - mówi jego żona. - Nigdy jednak nie znalazłam żadnej prawdziwej duchowości. Nigdy nie odnalazłam więzi z Bogiem. Teraz ją mam. Nauczyłam się medytować - dodaje.
Z kolei Michael Carter odszedł od baptyzmu i wstąpił do międzyreligijnego New Seminary na dwuletni kurs. Mimo że jest obecnie międzyreligijnym "duchownym", traktuje siebie jako kapłana bezwyznaniowego. Pracuje obecnie w dwóch nowojorskich szpitalach jako kapłan "protestancki".
- Modlę się z pacjentami nie po to, żeby narzucać im swój punkt widzenia, ale by pomóc im w ich relacjach z Bogiem - mówi Carter, którego duchowość ukształtowana jest na dziedzictwie rdzennych Amerykanów i Amerykanów afrykańskiego pochodzenia.

Biuro usług ślubnych


Susanna Stefanchi Macomb, "duchowna" międzyreligijnej kongregacji i autorka książki o międzyreligijnych uroczystościach weselnych (Joining hands and hearts: Interfaith, Intercultural wedding celebrations) skarży się, że ludzie zarzucają jej praktykowanie "niejasnej" duchowości. Sama zaś godzi w swej działalności kontemplacyjne i mistyczne praktyki katolicyzmu, buddyzmu, hinduizmu i sufizmu. Według niej, jest to prawdziwe podejście, które poszukuje istoty religii, a ona nie leży w dogmatach, ale w duchowości.
Międzyreligijni "duchowni", uzasadniając sens swego istnienia, mówią między innymi, że współcześnie ludzie bardzo często potrzebują ślubu połączonego z duchową ceremonią, a często jest to niemożliwe, gdyż narzeczeni wyznają inne religie. Blisko bowiem jedna czwarta par zawierających ślub w Ameryce składa się z osób reprezentujących inne religie lub wyznania. Według badań amerykańskich uczonych, połowa osób identyfikujących się z judaizmem i około 40 proc. z Kościołem katolickim bierze ślub poza swoją religią. Czasem tylko międzyreligijni "duchowni" mogą ich ze sobą połączyć.
- Część par, które tak się łączą, podlegają ostracyzmowi ze strony rodziny bądź religii - twierdzi pani Macomb. Jej książka o międzyreligijnych uroczystościach weselnych zaleca łączenie różnych ceremonii weselnych z tradycji religijnej osób biorących ślub. Na muzułmańsko-protestanckim ślubie mogą być więc czytane fragmenty z perskiego mistyka Rumiego, jak i z poety Walta Whitmana.

Nowe preferencje


Uczeni uważają, że jest to efekt rosnącego religijnego pluralizmu. Obecnie tylko 16 proc. Amerykanów ogranicza swe religijne preferencje do jednej religii - głoszą naukowcy z Uniwersytetu w Nowym Jorku.
Religijny pluralizm zmienił nawet główną linię nauczania chrześcijańskich seminariów przez minione dwie dekady. Nauczanie, które do tej pory było skupione na Chrystusie, teraz przenosi się na kursy z porównawczej historii religii. Zatrudnia się też coraz częściej niechrześcijańskich wykładowców, a Conecticut Hartford Seminary, przygotowujące kapłanów do służby chrześcijańskiej, jest zarazem centrum muzułmańskim. Seminarium uważa, że jego misją jest świadczyć o dobrodziejstwie religijnych zróżnicowań. Ale nie wszystkie seminaria podzielają taki pogląd.
- Żaden naśladowca Chrystusa nie może w ogóle przyjąć poglądu, że wszystkie religie są w zasadzie tym samym - twierdzi Paige Patterson, szef Sothwestern Baptist Theological Seminary w Forth Worth, gdzie tylko baptyści uczą teologii. - Jezus powiedział: "Jestem drogą, prawdą i życiem i nikt nie przychodzi do Ojca, jak tylko przeze mnie" - dodaje Patterson. To jego zdaniem jednoznaczne stanowisko, które nie uprawnia do kompromisu.
Zgiełk i zamęt religijny nie dotarł jeszcze do Polski, ale czy to nie nastąpi? Wychowani w zwartej tradycji chrześcijańskiej możemy bagatelizować nadchodzące zagrożenie lub żartować wręcz z ludzi, którzy nie widzą nic złego w łączeniu różnych praktyk religijnych czy w spowiedzi przez Internet, co też jest obecne w usługach różnych Kościołów i kongregacji. Jest to jednak zła taktyka. Wystarczy jedno czy dwa pokolenia, które nie będą świadomie i głęboko przeżywać wiary chrześcijańskiej, a naszą codziennością stanie się religijny zamęt i pomieszanie wszelkich pojęć i tradycji religijnych.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki