Pracuje, kto jest wolny

Okres panowania wielkiego bezrobocia nie jest zapewne dobrym momentem na pogłębioną refleksję o istocie i naturze pracy. Nie może to jednak zwalniać nas od poważnej debaty nad sensem ludzkiej pracy w naszych czasach. Rozważania takie nie zapewnią miejsc pracy, ale bez nich, prędzej czy później, może ona przerodzić się w system wrogi człowiekowi. I wtedy nie będziemy mieli żadnych...
Czyta się kilka minut
Okres panowania wielkiego bezrobocia nie jest zapewne dobrym momentem na pogłębioną refleksję o istocie i naturze pracy. Nie może to jednak zwalniać nas od poważnej debaty nad sensem ludzkiej pracy w naszych czasach. Rozważania takie nie zapewnią miejsc pracy, ale bez nich, prędzej czy później, może ona przerodzić się w system wrogi człowiekowi. I wtedy nie będziemy mieli żadnych kategorii, aby to ocenić.

O potrzebie refleksji nad pracą pisali liczni intelektualiści i to z bardzo różnych kręgów, ale diagnozy ich były zadziwiająco zgodne. Na początku XX wieku Simone Weil, ubolewająca nad bezdusznym systemem pracy swego czasu, pisała: "Właściwą misją, powołaniem naszej epoki jest wytworzenie cywilizacji opierającej się na uduchowieniu pracy". Nasz Stanisław Brzozowski twierdził z kolei: "Niezrozumienie istoty pracy jest najbardziej chorym punktem myśli nowoczesnej". Jego zdaniem główne błędy w podejściu do pracy to rozpatrywanie jej tylko z zewnątrz, a nie od wnętrza człowieka oraz fakt, iż praca rozumiana jest jako wysiłek podejmowany z potrzeby utrzymania życia przez człowieka, a nie jako aktywność naturalnie wypływająca z istoty ludzkiej godności. Praca taka będzie według Brzozowskiego zawsze niszczyć i umniejszać człowieka. Kilkadziesiąt lat później Albert Camus napisał: "Najlepsi nie potrafią jej znieść (pracy) w tym kształcie niewoli, którą stworzyło dzisiejsze społeczeństwo dobrze myślących".

Z kolei współczesny nam Paul Ricoeur, francuski myśliciel, napisał: "Zrozumieć nasz czas to zdać sobie sprawę z dwóch równoczesnych zjawisk: postępu racjonalności i zaniku sensu. (...) Ludziom dzisiaj brakuje nade wszystko uzasadnienia. Niezasadność pracy, błahość odpoczynku, relatywność seksu - oto problemy, dla których nie widać rozwiązania".

Sens pracy

Praca, wbrew pierwszemu i potocznemu skojarzeniu, nie jest wcale wysiłkiem podejmowanym z potrzeby zaspokojenia podstawowych i doraźnych potrzeb życiowych. Poprzez pracę człowiek, zamiast zaspokajać swoje potrzeby w sposób możliwie bezpośredni, podejmuje szereg działań, które prowadzą do zdobycia odpowiedniego dobra. Pracą nie jest więc zerwanie jabłka, aby zaspokoić doraźnie poczucie głodu. Będzie zaś nią przygotowanie pola pod uprawę, zasadzenie drzew i pielęgnowanie ich.

Między chwilą, w której człowiek odczuwa potrzebę, a momentem zaspokojenia jej wkracza czas. Czas, który jest wypełniony pracą. Jak pisze Józef Tischner: "Pracuje, kto przestał być niewolnikiem swych głodów". Współcześnie oczywiście nie ma w państwach rozwiniętych potrzeby natychmiastowego zaspokajania głodu czy budowania dla siebie mieszkania, dlatego też te pierwsze naturalne potrzeby zeszły na plan dalszy. Praca została wyzwolona od przymusu fizjologii. Zarówno w tym sensie, że coraz mniej ludzi wykonuje pracę fizyczną, jak i w tym, że tylko nieznaczna część pracy ludzkiej wykonywana jest w celu zaspokojenia potrzeb naturalnych. Dlatego też potrzebne są wciąż nowe wysiłki, aby zrozumieć zjawisko pracy, które coraz mniej ma wspólnego z potrzebami naturalnymi.

Praca jest, poza naturalnym rozumieniem jej jako sfery produkowania określonych dóbr czy usług, przede wszystkim elementem składowym międzyludzkiej komunikacji. Jest czynnością społeczną. W wyprodukowaniu każdego prawie przedmiotu biorą udział całe grupy ludzi, którzy muszą bardzo dobrze się rozumieć. To porozumienie w pracy jest rodzajem rozmowy, praca jest zatem specyficznym językiem.

Praca i chrześcijaństwo

"Módl się i pracuj" - powszechnie i słusznie uważa się, że zdanie to stanowi wyróżnik zakonu benedyktynów. Jednak nie jest to cała prawda, zdanie: "módl się i pracuj" to rdzennie chrześcijańska idea określająca sens pracy w życiu człowieka.

W czasach świętego Benedykta panował system, w którym pracowali tylko niewolnicy. Szanujący się Rzymianin zajmował się zabawą, polowaniami, wojnami lub administrowaniem podbitych prowincji. Jeśli ktoś miał talent, to pisał. Nauczanie zaś było zajęciem godnym niewolnika. Benedykt natomiast przyjmował do swojego klasztoru ludzi najrozmaitszych: osoby z wysokiego stanu, kapłanów, ludzi zwyczajnych i niewolników. Bardzo jasno stawiał kwestię pracy: praca ręczna jest w życiu konieczna, a próżnowanie jest wrogiem duszy. Dlatego mnisi mają wyznaczony czas na modlitwę, czytanie i pracę ręczną. Praca jest bowiem sposobem na odnawianie oblicza ziemi i na spełnianie polecenia Bożego: "Czyńcie sobie ziemię poddaną" (Rdz 1, 28).

Kardynał Stefan Wyszyński napisał: "Istnieje siła, która poprzez uczestnictwo w pracy zespala wokół nas innych ludzi, wiąże z nimi, a nas samych wprowadza ku nim. Człowiek pozbawiony pracy, bezczynny, jest zazwyczaj odosobniony. Wokół człowieka pracującego skupiają się inni jak pszczoły wokół matki. Praca łączy człowieka z człowiekiem - nie ulega to żadnej wątpliwości".

Tymczasem wiele osób, powołujących się na fakt wygnania naszych przodków z raju i słowa: "I rzekł Pan do Adama: w pocie oblicza twego będziesz jadł chleb, aż powrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty", żywi przekonanie, że praca jest z samej natury przekleństwem. Kościół jednak jest przekonany, że analiza pierwszych stron Księgi Rodzaju wskazuje na pracę jako na działanie, które ma podejmować człowiek na ziemi, a którego istotą jest odzwierciedlanie dzieła samego Stwórcy. "Człowiek, stając się - przez swoją pracę - coraz bardziej panem ziemi, potwierdzając - również przez pracę - swoje panowanie nad widzialnym światem, w każdym wypadku i na każdym etapie tego procesu znajduje się na linii owego pierwotnego ustanowienia Stwórcy (...)." - pisze Jan Paweł II w Encyklice o pracy ludzkiej ("Laborem exercens", II, 4).

Praca ma kłopoty

Spróbujmy teraz przyjrzeć się temu, w jakiej obecnie sytuacji społecznej kształtuje się nasze podejście do pracy. Czy dzisiaj w Polsce panuje dobry klimat dla budowania etosu pracy?

Oczywiste jest, że etos pracy nie jest wytworem chwili, nie jest też czymś, co można osiągnąć raz na zawsze. Ulega on zmianom szczególnie w okresach wielkich przemian społecznych, jakich doświadczamy od kilkunastu lat w Polsce. Żyjemy przecież w warunkach przyspieszonych przeobrażeń: po pierwsze, wciąż jeszcze oswajamy się z nowym systemem ustrojowym i ekonomicznym. Po drugie, zostaliśmy dość gwałtownie - jak nigdy przedtem w historii - poddani masywnej inwazji nowych wzorów cywilizacyjnych.

Duże bezrobocie wydaje się być olbrzymim motywem do wzrostu szacunku wobec pracy - dla pracujących, aby nie stracili pracy już posiadanej, a dla bezrobotnych, aby jak najlepiej prezentowali się potencjalnym pracodawcom na spotkaniach, bądź w czasie wolnym podwyższali swoje kwalifikacje. Tak jednak nie jest. Wiele osób nadal uważa, że praca im się po prostu należy i nie starają się należycie o jej zdobycie. Dotyczy to nie tylko osób starszych, które można wytłumaczyć zgubnym wpływem systemu socjalistycznego, ale i młodych, które, szczególnie w wielkich miastach, oczekują pracy dobrze płatnej i nie angażującej nadmiernie ich sił, co można tłumaczyć fałszywie rozumianym wpływem modelu pracy amerykańskiej, której obraz przekazują różne media. Powoduje to u niektórych osób przekonanie, iż dobre studia i zamieszkiwanie w wielkim mieście mają zapewnić łatwą i ciekawą pracę. W czerwcu 2003 roku w województwie mazowieckim 39,4 procent wyrejestrowanych z ewidencji bezrobotnych to osoby, które nie potwierdziły gotowości do pracy.

Na razie trzeba więc pogodzić się z faktem, że żyjemy w okresie pozbawionym wyraźnych norm etycznych i obyczajowych, które regulowałyby obszar relacji między pracą i człowiekiem ją wykonującym. Etos pracy musi powstać na szerszej płaszczyźnie, jaką jest kanon moralności obywatelskiej, a ten jest w Polsce jeszcze w powijakach.

Dlatego też żadnego wstydu nie przynoszą czyny, które, po pierwsze, formalnie są przestępstwami albo wykroczeniami, a po drugie, w dojrzałych demokracjach uchodzą za hańbiące. Można tu wspomnieć choćby ukrywanie dochodów w zeznaniach podatkowych. Przecież oszukiwanie fiskusa - czyli państwa, czyli współobywateli - jest u nas przedmiotem towarzyskich przechwałek. Tak samo traktuje się unikanie płacenia mandatów drogowych.

Takie praktyki nie byłyby możliwe, gdyby w świadomości społecznej funkcjonowała idea, że państwo jest wspólnym dobrem. Tymczasem odwoływanie się do wartości obywatelskich uchodzi za banalną retorykę albo wręcz budzi politowanie. Nie istnieją w naszych debatach publicznych takie zagadnienia, jak powinności obywatelskie. Patriotyzm budzi się, gdy jest spór o symbole. O pomniki, nazwy ulic Polacy potrafią się zażarcie kłócić, ale uczciwość w podatkach? Solidność w pracy? One muszą jeszcze zaczekać.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 40/2003