Twoja wiara cię ocaliła

Jestem jeszcze na świeżo po spotkaniu na Lednicy. Z tego i podobnych mu spotkań pozostaje właściwie tylko jedno pytanie: co dalej? Czy entuzjazm i wzruszenia lednickiej nocy da się przełożyć na życie wiarą w szkole, na uczelni, w pracy? Z pewnością jest to możliwe. Niestety, wielu się to jednak nie udaje.



Jeden z młodych ludzi, którzy pomagali w przygotowaniu lednickiego spotkania,...
Czyta się kilka minut
Jestem jeszcze na świeżo po spotkaniu na Lednicy. Z tego i podobnych mu spotkań pozostaje właściwie tylko jedno pytanie: co dalej? Czy entuzjazm i wzruszenia lednickiej nocy da się przełożyć na życie wiarą w szkole, na uczelni, w pracy? Z pewnością jest to możliwe. Niestety, wielu się to jednak nie udaje.

Jeden z młodych ludzi, którzy pomagali w przygotowaniu lednickiego spotkania, zaangażowany w służbach porządkowych, opowiadał mi o "badaniach socjologicznych", które wraz z kolegami przeprowadzał wśród uczestników.

Jako motyw przyjazdu na Lednicę tylko dwóch na dziesięciu wymieniało wiarę i modlitwę. Choć sam jest bardzo zafascynowany atmosferą spotkań i wspólnotą, która rodzi się między uczestnikami, mój młody rozmówca, licealista, nie ulega złudzeniom. To nie wystarczy. Entuzjazm przemija. A w domu i szkole trzeba stanąć twarzą w twarz z tymi, którzy na Lednicy nie byli.

Dość często można spotkać ludzi, tak młodych, jak i starszych, którzy po tego rodzaju spotkaniach chcą zmienić coś w swoim życiu (zerwać z grzechem, wyzwolić się z nałogu, naprawić relacje w domu), ale odkrywają, że ich wysiłki idą na marne. Mimo całego trudu, który podejmują i wielokrotnie ponawianych obietnic, odczuwają, że znajdują się w jakimś martwym punkcie.

W takich i podobnych sytuacjach problem jest często w tym, iż człowiek próbuje zbawić się sam. Mówi sobie: muszę zrobić to i tamto, podjąć umartwienie, odmówić wyznaczone modlitwy... Robiąc te wszystkie rzeczy, same w sobie dobre i słuszne, zapomina o tym, co najważniejsze: zbawienie przychodzi przez wiarę w Jezusa. Kobieta, o której mówi dzisiejsza Ewangelia, nie miała na swoim koncie wielkich sukcesów, nie miała też chyba czasu na posty i umartwienia. Jedyne, co miała, to wiarę, że Jezus może ją ocalić. Nie patrząc na swoje małe możliwości, słabą wolę i złą sławę, po prostu była przy Nim. Tak jak umiała. Ze łzami i olejkami. Z sercem szczerym i przepełnionym nadzieją, że On jeden jej nie odrzuci.

Takiej postawy potrzeba i nam samym. Trzeba wpierw patrzeć na Jezusa. Zgodnie z intencją spotkań na Lednicy: trzeba Jezusa wybierać. Trzeba bardziej niż na własne ręce patrzeć na Jego dłonie. I bardziej niż na siebie, liczyć na Niego.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 24/2004