Logo Przewdonik Katolicki

Twoja wiara cię ocaliła

ks. Dariusz Madejczyk
Fot.

Jestem jeszcze na świeżo po spotkaniu na Lednicy. Z tego i podobnych mu spotkań pozostaje właściwie tylko jedno pytanie: co dalej? Czy entuzjazm i wzruszenia lednickiej nocy da się przełożyć na życie wiarą w szkole, na uczelni, w pracy? Z pewnością jest to możliwe. Niestety, wielu się to jednak nie udaje. Jeden z młodych ludzi, którzy pomagali w przygotowaniu lednickiego spotkania,...

Jestem jeszcze na świeżo po spotkaniu na Lednicy. Z tego i podobnych mu spotkań pozostaje właściwie tylko jedno pytanie: co dalej? Czy entuzjazm i wzruszenia lednickiej nocy da się przełożyć na życie wiarą w szkole, na uczelni, w pracy? Z pewnością jest to możliwe. Niestety, wielu się to jednak nie udaje.


Jeden z młodych ludzi, którzy pomagali w przygotowaniu lednickiego spotkania, zaangażowany w służbach porządkowych, opowiadał mi o "badaniach socjologicznych", które wraz z kolegami przeprowadzał wśród uczestników.
Jako motyw przyjazdu na Lednicę tylko dwóch na dziesięciu wymieniało wiarę i modlitwę. Choć sam jest bardzo zafascynowany atmosferą spotkań i wspólnotą, która rodzi się między uczestnikami, mój młody rozmówca, licealista, nie ulega złudzeniom. To nie wystarczy. Entuzjazm przemija. A w domu i szkole trzeba stanąć twarzą w twarz z tymi, którzy na Lednicy nie byli.
Dość często można spotkać ludzi, tak młodych, jak i starszych, którzy po tego rodzaju spotkaniach chcą zmienić coś w swoim życiu (zerwać z grzechem, wyzwolić się z nałogu, naprawić relacje w domu), ale odkrywają, że ich wysiłki idą na marne. Mimo całego trudu, który podejmują i wielokrotnie ponawianych obietnic, odczuwają, że znajdują się w jakimś martwym punkcie.
W takich i podobnych sytuacjach problem jest często w tym, iż człowiek próbuje zbawić się sam. Mówi sobie: muszę zrobić to i tamto, podjąć umartwienie, odmówić wyznaczone modlitwy... Robiąc te wszystkie rzeczy, same w sobie dobre i słuszne, zapomina o tym, co najważniejsze: zbawienie przychodzi przez wiarę w Jezusa. Kobieta, o której mówi dzisiejsza Ewangelia, nie miała na swoim koncie wielkich sukcesów, nie miała też chyba czasu na posty i umartwienia. Jedyne, co miała, to wiarę, że Jezus może ją ocalić. Nie patrząc na swoje małe możliwości, słabą wolę i złą sławę, po prostu była przy Nim. Tak jak umiała. Ze łzami i olejkami. Z sercem szczerym i przepełnionym nadzieją, że On jeden jej nie odrzuci.
Takiej postawy potrzeba i nam samym. Trzeba wpierw patrzeć na Jezusa. Zgodnie z intencją spotkań na Lednicy: trzeba Jezusa wybierać. Trzeba bardziej niż na własne ręce patrzeć na Jego dłonie. I bardziej niż na siebie, liczyć na Niego.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki